Przyzwoity trener i nieprzyzwoita wycinka


luksusowe drewno dla Ikei (ilustr. Nacho)

luksusowe drewno dla Ikei (ilustr. Nacho)

 

Przyzwoicie zachował się trener reprezentacji Rosji, który po przyjeździe do Warszawy zapowiedział, że Euro to impreza sportowa i taki jest cel wizyty jego i reprezentacji Rosji.

Ewentualny przemarsz Rosjan z radzieckimi flagami niepotrzebnie rozgrzewa polskie serca i umysły. Gdyby do niego doszło, byłoby to w naszych realiach śmiechu i politowania warte.

Nerwy trzeba oszczędzić na inne wydarzenia.

Dużo bardziej frustrujące jest wycinanie w rosyjskiej Karelii 600-letnich drzew dla potrzeb koncernu Ikea. Szwedzi o procederze pojęcia nie mieli, w co wierzę. Rosyjscy drwale za nic sobie mają ochronę środowiska i wartości ekologiczne, co wydaje się wysoce prawdopodobne.

I to jest smutne.

Pochwała spamu


Po Czernobylu... (fot. ze strony Chernobyl Pictures)

Życie pisze zaskakujące scenariusze. Jako tworzący blog, mam filtr spamu dla nadsyłanych komentarzy. Pośród zatrzymanych wpisów znalazłem mail będący tak naprawdę ukrytą reklamą strony „Chernobyl Pictures”. Postanowiłem wyjątkowo dopuścić do publikacji „komentarza”, bo kliknięcie przenosi nas na stronę z wyjątkowymi zdjęciami, przypominającymi nam o tym, co stało się w Czernobylu już po wybuchu w elektrowni. Dlaczego podjęto się takiej dziwnej formy promocji tej strony – nie wiem…

Polecam wszystkim (uwaga, drastyczne!)

Zobacz wszystkie zdjęcia…

Zaskakujące (?) wspomnienia Józefa Czapskiego


Józef Czapski - Na nieludzkiej ziemi

To już kolejne wydanie książki Józefa Czapskiego (wyd. Znak, 2011), w której autor wspomina swoją tułaczkę po ZSRR podczas II wojny światowej. Jak tysiące innych, trafił do obozu dla polskich żołnierzy kampanii wrześniowej, zaraz gdy Rosjanie zajęli nasze ziemie wschodnie.

Książka ta robi na mnie większe wrażenie niż „Archipelag Gułag” Sołżenicyna. Jest przerażająca i porażająca. Jednak nie to mnie zaskoczyło.

W pewnym momencie Czapski snuje refleksje na temat okresu, gdy Polaków zaczęto wypuszczać z łagrów, bo – na mocy porozumienia z Sikorskim – miało w ZSRR powstać sojusznicze wojsko polskie do walki z Niemcami.

Wygłodzeni i wyniszczeni rodacy trafiali do punktów formowania armii. Dostawali pierwsze od dawna przyzwoite posiłki, znośną odzież, zaczynali czuć, że nie są już zesłańcami.

Co wtedy?

Patrząc na tych ludzi, obserwując samego siebie, stwierdzałem, że nie staliśmy się lepsi ani odrobinę. Wystarczy trochę ubrać i odkarmić te kobiety z kirpicznych zawodów, z dalekich zesłań, wystarczy, aby ci mężczyźni wynędzniali, w podartych fufajkach, „męczennicy i bohaterowie”, w cudzysłowie i bez cudzysłowu, z cyngą, z Kołymy czy Workuty, nałożyli mundury, podjedli – już wyłazi ta sama stara tandeta, flirty, wódka, brak myśli, inteligencji, blaga i bezgraniczna zarozumiałość.