Kwiaty nie do wazonu


Praca Mai Piotrowskiej (fot. Tomek Nacho)

Praca Mai Piotrowskiej (fot. Tomek Nacho)

Miejska Galeria Sztuki w Łodzi zorganizowała w pierwszych dniach września wystawę kwiatów i kompozycji tworzonych przez florystów. Oryginalnych pomysłów było sporo – niektóre lepsze, inne gorsze. But i torebka wymagały niewątpliwie dużo pracy…

Reklamy

Odważna „kocica”


(fot. Nacho)

(fot. Nacho)

Przyleciała z naprzeciwka, z gałązek zsuwała się niewprawnie tak, że spodziewałem się katastrofy. Przy okazji wydawała z siebie kocie „miau” i nic sobie nie robiła z mojej obecności, biegania po aparat i prób wzywania w stylu „kici kici”. Podejrzewam, że to młoda sójka, która metodycznie zbadała mój świerk i znalazła jakieś paskudztwo do jedzenia.

Ponoć nie jest lubiana za wredny charakter, ale mnie oczarowuje swoim niebieskim piórkiem (na zdjęciu ukryte z tyłu).

 

Krwisty krwawnik


czerwony krwawnik (fot. Nacho)

czerwony krwawnik (fot. Nacho)

Jest pora kwitnienia nielubianych krwawników. Są białe i ponoć ich intensywne wąchanie spowoduje krwotok z nosa. Nie wiem, nie sprawdzałem. Nazwa jednak bardziej pasuje do wersji czerwonej, która daje intensywną plamę kolorystyczną otoczeniu, w którym rośnie. Rośnie łatwo i nie wymaga zabiegów. Z czasem się rozrośnie, co powitacie z radością. Polecam – tu zdjęcie z mojego ogrodu zrobione w słoneczną niedzielę.

Rzodkiewkom weto!


Pisałem już ( tutaj…) o moich perypetiach z rzodkiewkami. Z całego zasianego pola zebrałem PIĘĆ sztuk, z czego w trzech żyły jakieś obleśne stworzenia, a pozostałe zużyłem do sałatki. Sałatka z dwiema rzodkiewkami była atrakcyjna, ale zawierała ostatnie dwie rzodkiewki, które urodziły się z mojej inicjatywy.

Nigdy więcej!

PS. Zdjęcia nie będzie.

Nacho – rolnik z bloków


moje rzodkiewki (fot. Nacho)

moje rzodkiewki (fot. Nacho)

Nacho stał się ogrodnikiem kilka lat temu, gdy w jego życiu pojawił się ogród. Wcześniej z zacięciem uprawiał pelargonie, corocznie kupując nowe sadzonki w sklepie na parterze swojego bloku.

Z własnym ogrodem zaczął postępować metodycznie. Czytał pisma fachowe, jeździł na kiermasze i targi. Uznał, że jest rolnikiem z krwi i kości i umie zasadzić, przyciąć, a nawet wytępić, co trzeba.

W ostatnią sobotę pojechał na targi ogrodnicze do łódzkiej hali sportowej. Kupił ładne cebulki i jeden krzaczek. W prezencie, że tam się zjawił podarowano mu opakowanie nasion rzodkiewki.

Zawierało 200 białych kuleczek i instrukcje, co z nimi począć.

Dotychczasowa wiedza i doświadczenie rolnicze zaowocowały.

Nacho zrobił jakieś sto dziurek w ziemi (reszta na kiedyś) i wrzucał kuleczki z uśmiechem satysfakcji. Instrukcja sadzenia wydała mu się niezbyt precyzyjna. Odstępy przewidziano za małe, bo przecież, jak to wszystko urośnie, to się w ziemi nie pomieści.

Czytaj dalej

Ogród Nacho – ciekawe przypadki


Tak jak Romek pomyślałem, że czasem warto oderwać się od spraw bieżących i powędrować do ogrodu. Oto zdjęcia z tej krótkiej wędrówki…

Opis zdjęć (od góry, od lewej):

  1. Peonia. Zdjęcie z maja, bo dziś po kwiatach nie ma już śladu. Pięknie pachniała. 4 wielkie kwiaty na krzaku…
  2. Forsycja biała. Jestem dumny z tej odmiany, bo zakwitła pierwszy raz w tym roku. Ta odmiana pachnie! Na razie jest mała, ale widać wytrzymuje ostrą zimę…
  3. Nic nadzwyczajnego: truskawki ozdobne. Jeść nie można. Spróbowałem rok temu – są niesmaczne; za to świetnie zadarniają kawałek ogrodu, gdzie nie posadziłem nic. Wyglądają pięknie i kwitną długo… Mam odmianę z żółtymi i farbkowo-różowymi kwiatami. Ta druga – zdecydowanie ładniejsza… Taka truskawka najchętniej zajęłaby cały ogród, gdyby jej na to pozwolić 😉
  4. Karen Blixen – duńska odmiana róży, prawie nie do zdobycia w Polsce. Zdjęcie z ubiegłego roku. Jest duża, śnieżnobiała, dystyngowana, odporna na choroby i zimno (nie okrywałem). Lada dzień będą kwiaty tegoroczne i będzie ich dużo, bo pąków nie brakuje. Wlokłem sadzonkę z Danii 3-4 lata temu i polubiła widać kiepską, łódzką glebę… Mam sporo róż – w tym roku większość toczy walkę z mszycami – Karen Blixen jest ponad to paskudztwo. Nie wiem, jak ona to robi…

Święto roślin w pałacu Saint-Jean de Beauregard


Kiedy 3 lata temu pojechałem do pałacu Saint-Jean de Beauregard nie sądziłem, że kiedykolwiek o tym napiszę. Okazja zdarzyła się właśnie teraz, gdy dotarło do mnie zaproszenie na kolejne Fête des Plantes Vivaces, czyli Święto Roślin Wieloletnich, ponoć największą tego typu imprezę w Europie.

Czytaj dalej