Krótkie spojrzenie


©Tomek Nacho

©Tomek Nacho

Po prostu tu zajrzałem. Tak, jak do czyjegoś bloga… Dziwne uczucie… Pobyt na Google+ zastąpił blogowanie, bo czasu jest na tyle właśnie, by dzielić się krótką informacją, zdjęciem, komentarzem…

Poza tym, przestałem się emocjonować polityką. Słyszę i widzę, co się dzieje, ale przecież jest mnóstwo bardziej zajmujących rzeczy.

Gdy emocje wrócą, może wrócę i ja…

Albo, albo…


textWiem, że wypada być wytrwałym. Doba ma jednak tylko 24 godziny… Gdy wpadnie się w wir Google+ (a trzeba nad tym najpierw popracować, bo tam samemu zdobywa się nowych znajomych), to także trzeba potem dokonywać wyborów.

Krótsza forma, jaką wymusza ta społecznościówka, jest wygodniejsza. Kontakt z odbiorcami natychmiastowy…

Cierpi na tym blog… Gdy nie ma mnie tu, jestem tam. Gdy chcecie się do mnie przyłączyć – dajcie znać… Dodam Was do swoich kręgów. A dzieje się…

Nieefektowny i nieefektywny


frustrat (ilustr. Nacho)

frustrat (ilustr. Nacho)

Zauważam, że wszyscy wokół mnie aż tryskają pracowitością, efektownością i efektywnością. Jeden to nawet wziął się i ściany maluje!

Nie wiem, jak to jest, ale mnie trafił się świat spraw niewidocznych i nieciekawych. Po powrocie z urlopu wrodzona sumienność dręczyła mnie od razu przypowiastkami w stylu: „trzeba napisać coś na blogu”.

„Trzeba napisać” – czyż ja o tym nie wiem?

Minęło półtora tygodnia od kiedy mam komputer w zasięgu oczu, a efekty blogowania zerowe.

Nie to, że jakiś wstręt czy obojętność. Tyram, żyły sobie wypruwam,  tryskam potem po szafach, ale tradycyjnie nikt tego nie zauważy.

Jeśli chodzi o tzw. widoczne efekty jestem jakimś społecznym wyrzutkiem. Nie mam czym się pochwalić, czego opowiedzieć. Samochodu nie odkurzyłem, ścian nie pomalowałem, chwastów nie wypieliłem. Hymnu pochwalnego na moją cześć nikt nie odśpiewa.

Tylko, że ja naprawdę nie miałem czasu…

Nacho disconnected


electric hand (fot. jaredandlindsay.com)

electric hand (fot. jaredandlindsay.com)

Życie i technika przyniosły mi ostatnio pewną niespodziankę psychologiczną. Uszkodzony router przez kilka dni odciął mi dostęp do części sieci internetowej, w tym do własnych blogów.

Byłem zaskoczony sam sobą. To niedowierzanie, poczucie krzywdy i pozbawienia mnie mojej własności…

Człowiek reaguje dziwnie. Niby w teorii wszystko umiemy przewidzieć, nic nam nie straszne, a tu drobiazg i trach…

Nasze blogi, konta w sieciach społecznościowych tkwią w przestrzeni wirtualnej, którą jednak z czasem „oswajamy” i traktujemy jak rzeczywistą. Brak prądu, uszkodzenie komputera czy routera uświadamia nam, że to co tworzymy w sieci zdążyło do nas niemal przyrosnąć.

Niby wszystko jest publiczne, ale też jest wyjątkowo intymne i własne. Dziś niemal nikt nie pisze pamiętników na papierze, ukrywając je potem skrzętnie przed wścibskimi.

Nasz udział w globalnej sieci jest jednak czymś w rodzaju pamiętnika. Czujemy, że należy do nas od początku do końca. Czujemy, że kontrolujemy sytuację.

Wirus, hakerzy, awarie różnego rodzaju – są jak policzek. Warto sobie powtarzać, że „My w sieci” jesteśmy zaledwie pewną iluzją i chyba nie należy jej traktować tak serio…

Nacho – rolnik z bloków


moje rzodkiewki (fot. Nacho)

moje rzodkiewki (fot. Nacho)

Nacho stał się ogrodnikiem kilka lat temu, gdy w jego życiu pojawił się ogród. Wcześniej z zacięciem uprawiał pelargonie, corocznie kupując nowe sadzonki w sklepie na parterze swojego bloku.

Z własnym ogrodem zaczął postępować metodycznie. Czytał pisma fachowe, jeździł na kiermasze i targi. Uznał, że jest rolnikiem z krwi i kości i umie zasadzić, przyciąć, a nawet wytępić, co trzeba.

W ostatnią sobotę pojechał na targi ogrodnicze do łódzkiej hali sportowej. Kupił ładne cebulki i jeden krzaczek. W prezencie, że tam się zjawił podarowano mu opakowanie nasion rzodkiewki.

Zawierało 200 białych kuleczek i instrukcje, co z nimi począć.

Dotychczasowa wiedza i doświadczenie rolnicze zaowocowały.

Nacho zrobił jakieś sto dziurek w ziemi (reszta na kiedyś) i wrzucał kuleczki z uśmiechem satysfakcji. Instrukcja sadzenia wydała mu się niezbyt precyzyjna. Odstępy przewidziano za małe, bo przecież, jak to wszystko urośnie, to się w ziemi nie pomieści.

Czytaj dalej

Nacho jest zawsze pod wpływem


Doszedłem już któryś raz z rzędu do wniosku, że jestem wyjątkowo niesympatyczny. Otóż, nie dodaję nowych odnośników do innych blogów i w ogóle w zasadzie innych polskich blogów nie czytam.

Choćby pisali tam o pojawieniu się drugiej Matki Boskiej albo ogłoszeniu ślubów kapłańskich posłanki Grodzkiej.

Nie czytam celowo i z podłości (zaglądam tylko grzecznościowo do Romka :))

Czytanie innych, którzy – tak jak ja – mają zdanie na wszystkie możliwe tematy świata, powoduje, że podświadomie się sugeruję. Podświadomie przyjmuję jakąś argumentację.

Nacho w tym miejscu ma być czyściutki i autentyczny. Słowem pur & clean!

Zaletę ma to jedną – gdy czytacie mój wpis i wydaje się Wam, że inni też to napisali, to znaczy że ja tych innych nie czytałem, a ma miejsce tylko przypadkowa zbieżność poglądów.

Rozumowanie ma wszak i wadę ukrytą: blogów nie czytam, ale inne media do mnie docierają. Wyrabianie własnego sądu jest więc żmudne i niemal niewykonalne.

Człowiek jest zawsze pod wpływem…

 

 

Rozsądny Nacho


Nacho ma zamiar nabrać dystansu do swojego Świata. Po obserwacji samego siebie w ostatnich tygodniach zauważył, że Świat pochłania go za bardzo, a wokół dzieje się mnóstwo ciekawych rzeczy. Świat Nacho pozostanie, ale wpisy pojawią się wtedy, gdy Nacho uzna, że pisać musi, a i czasu mu nie będzie brakowało.

Pozdrawiam

Nacho