Meandry statystyki


question (źródło ilustr.: automobilee.alle.bg)

question (źródło ilustr.: automobilee.alle.bg)

Wyjechać i wrócić. Zajrzeć na swój blog. Dojść do siebie, by ponownie coś napisać. Taki scenariusz to pewnie rutyna. Temat niespecjalny.

Jednak kolejny raz doświadczam przy tak banalnej okazji pewnego zwątpienia.

Czy jestem, czy mnie nie ma, czy piszę, czy nie piszę, statystyki blogowe wyglądają podobnie. Zagląda do mnie zbliżona liczba gości (miło mi zawsze bardzo :)).

Może blog jest takim miejscem, które trzeba regularnie odwiedzić? Może nie ma znaczenia, czy pojawia się tam coś nowego? Może to taka kawiarnia, gdzie się wpada przy okazji?

Z drugiej strony, może nie warto pisać, bo oglądalność utrzyma się zawsze na jakimś poziomie…

Może, gdy ktoś wchodzi, wcale nie czyta, bo czasy takie, że przebrnięcie przez 5 pierwszych zdań jest już wydarzeniem, o którym się mówi znajomym…

Z tego tekstu też nic nie wyniknie – podobnie jak ze statystyki odwiedzin…

Cóż, życie … 😉

Reklamy

Rzodkiewkom weto!


Pisałem już ( tutaj…) o moich perypetiach z rzodkiewkami. Z całego zasianego pola zebrałem PIĘĆ sztuk, z czego w trzech żyły jakieś obleśne stworzenia, a pozostałe zużyłem do sałatki. Sałatka z dwiema rzodkiewkami była atrakcyjna, ale zawierała ostatnie dwie rzodkiewki, które urodziły się z mojej inicjatywy.

Nigdy więcej!

PS. Zdjęcia nie będzie.

Nieefektowny i nieefektywny


frustrat (ilustr. Nacho)

frustrat (ilustr. Nacho)

Zauważam, że wszyscy wokół mnie aż tryskają pracowitością, efektownością i efektywnością. Jeden to nawet wziął się i ściany maluje!

Nie wiem, jak to jest, ale mnie trafił się świat spraw niewidocznych i nieciekawych. Po powrocie z urlopu wrodzona sumienność dręczyła mnie od razu przypowiastkami w stylu: „trzeba napisać coś na blogu”.

„Trzeba napisać” – czyż ja o tym nie wiem?

Minęło półtora tygodnia od kiedy mam komputer w zasięgu oczu, a efekty blogowania zerowe.

Nie to, że jakiś wstręt czy obojętność. Tyram, żyły sobie wypruwam,  tryskam potem po szafach, ale tradycyjnie nikt tego nie zauważy.

Jeśli chodzi o tzw. widoczne efekty jestem jakimś społecznym wyrzutkiem. Nie mam czym się pochwalić, czego opowiedzieć. Samochodu nie odkurzyłem, ścian nie pomalowałem, chwastów nie wypieliłem. Hymnu pochwalnego na moją cześć nikt nie odśpiewa.

Tylko, że ja naprawdę nie miałem czasu…

Nacho disconnected


electric hand (fot. jaredandlindsay.com)

electric hand (fot. jaredandlindsay.com)

Życie i technika przyniosły mi ostatnio pewną niespodziankę psychologiczną. Uszkodzony router przez kilka dni odciął mi dostęp do części sieci internetowej, w tym do własnych blogów.

Byłem zaskoczony sam sobą. To niedowierzanie, poczucie krzywdy i pozbawienia mnie mojej własności…

Człowiek reaguje dziwnie. Niby w teorii wszystko umiemy przewidzieć, nic nam nie straszne, a tu drobiazg i trach…

Nasze blogi, konta w sieciach społecznościowych tkwią w przestrzeni wirtualnej, którą jednak z czasem „oswajamy” i traktujemy jak rzeczywistą. Brak prądu, uszkodzenie komputera czy routera uświadamia nam, że to co tworzymy w sieci zdążyło do nas niemal przyrosnąć.

Niby wszystko jest publiczne, ale też jest wyjątkowo intymne i własne. Dziś niemal nikt nie pisze pamiętników na papierze, ukrywając je potem skrzętnie przed wścibskimi.

Nasz udział w globalnej sieci jest jednak czymś w rodzaju pamiętnika. Czujemy, że należy do nas od początku do końca. Czujemy, że kontrolujemy sytuację.

Wirus, hakerzy, awarie różnego rodzaju – są jak policzek. Warto sobie powtarzać, że „My w sieci” jesteśmy zaledwie pewną iluzją i chyba nie należy jej traktować tak serio…

Nacho – rolnik z bloków


moje rzodkiewki (fot. Nacho)

moje rzodkiewki (fot. Nacho)

Nacho stał się ogrodnikiem kilka lat temu, gdy w jego życiu pojawił się ogród. Wcześniej z zacięciem uprawiał pelargonie, corocznie kupując nowe sadzonki w sklepie na parterze swojego bloku.

Z własnym ogrodem zaczął postępować metodycznie. Czytał pisma fachowe, jeździł na kiermasze i targi. Uznał, że jest rolnikiem z krwi i kości i umie zasadzić, przyciąć, a nawet wytępić, co trzeba.

W ostatnią sobotę pojechał na targi ogrodnicze do łódzkiej hali sportowej. Kupił ładne cebulki i jeden krzaczek. W prezencie, że tam się zjawił podarowano mu opakowanie nasion rzodkiewki.

Zawierało 200 białych kuleczek i instrukcje, co z nimi począć.

Dotychczasowa wiedza i doświadczenie rolnicze zaowocowały.

Nacho zrobił jakieś sto dziurek w ziemi (reszta na kiedyś) i wrzucał kuleczki z uśmiechem satysfakcji. Instrukcja sadzenia wydała mu się niezbyt precyzyjna. Odstępy przewidziano za małe, bo przecież, jak to wszystko urośnie, to się w ziemi nie pomieści.

Czytaj dalej

Nacho jest zawsze pod wpływem


Doszedłem już któryś raz z rzędu do wniosku, że jestem wyjątkowo niesympatyczny. Otóż, nie dodaję nowych odnośników do innych blogów i w ogóle w zasadzie innych polskich blogów nie czytam.

Choćby pisali tam o pojawieniu się drugiej Matki Boskiej albo ogłoszeniu ślubów kapłańskich posłanki Grodzkiej.

Nie czytam celowo i z podłości (zaglądam tylko grzecznościowo do Romka :))

Czytanie innych, którzy – tak jak ja – mają zdanie na wszystkie możliwe tematy świata, powoduje, że podświadomie się sugeruję. Podświadomie przyjmuję jakąś argumentację.

Nacho w tym miejscu ma być czyściutki i autentyczny. Słowem pur & clean!

Zaletę ma to jedną – gdy czytacie mój wpis i wydaje się Wam, że inni też to napisali, to znaczy że ja tych innych nie czytałem, a ma miejsce tylko przypadkowa zbieżność poglądów.

Rozumowanie ma wszak i wadę ukrytą: blogów nie czytam, ale inne media do mnie docierają. Wyrabianie własnego sądu jest więc żmudne i niemal niewykonalne.

Człowiek jest zawsze pod wpływem…

 

 

2011 in review – Statystyki Świata Nacho za rok 2011 (po angielsku)


The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2011 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

A New York City subway train holds 1,200 people. This blog was viewed about 8 000 times in 2011. If it were a NYC subway train, it would take about 7 trips to carry that many people.

Click here to see the complete report.

Życzenia na wszelki wypadek


Anioł na Święta (zdj. Nacho)

Może się tak zdarzyć, że do Świąt niczego już nie napiszę. Nie chciałbym jednak pozostać bez życzeń dla Was…

Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę samych dobrych rzeczy! Dziękuję za odwiedziny – ponad 8000 wejść robi na mnie wrażenie! Nie przesadźcie z jedzeniem, nie zatyrajcie się przed wigilią! Wyluzujcie i odetchnijcie!

Spotkamy się, gdy czas mi pozwoli…

Obnażanie…


W tym momencie przeczytałem, że w internecie wrze po wczorajszej rozmowie Lis – Kaczyński i że tzw. opinia publiczna jest niemal równo podzielona. W części tekstów używa się też słowa „obnażanie”, co jednak oznacza, że bezwiednie trafiłem w sedno. Moje zdanie znacie…

Oto przykład z pola walki…

Ogród Nacho – ciekawe przypadki


Tak jak Romek pomyślałem, że czasem warto oderwać się od spraw bieżących i powędrować do ogrodu. Oto zdjęcia z tej krótkiej wędrówki…

Opis zdjęć (od góry, od lewej):

  1. Peonia. Zdjęcie z maja, bo dziś po kwiatach nie ma już śladu. Pięknie pachniała. 4 wielkie kwiaty na krzaku…
  2. Forsycja biała. Jestem dumny z tej odmiany, bo zakwitła pierwszy raz w tym roku. Ta odmiana pachnie! Na razie jest mała, ale widać wytrzymuje ostrą zimę…
  3. Nic nadzwyczajnego: truskawki ozdobne. Jeść nie można. Spróbowałem rok temu – są niesmaczne; za to świetnie zadarniają kawałek ogrodu, gdzie nie posadziłem nic. Wyglądają pięknie i kwitną długo… Mam odmianę z żółtymi i farbkowo-różowymi kwiatami. Ta druga – zdecydowanie ładniejsza… Taka truskawka najchętniej zajęłaby cały ogród, gdyby jej na to pozwolić 😉
  4. Karen Blixen – duńska odmiana róży, prawie nie do zdobycia w Polsce. Zdjęcie z ubiegłego roku. Jest duża, śnieżnobiała, dystyngowana, odporna na choroby i zimno (nie okrywałem). Lada dzień będą kwiaty tegoroczne i będzie ich dużo, bo pąków nie brakuje. Wlokłem sadzonkę z Danii 3-4 lata temu i polubiła widać kiepską, łódzką glebę… Mam sporo róż – w tym roku większość toczy walkę z mszycami – Karen Blixen jest ponad to paskudztwo. Nie wiem, jak ona to robi…

Ogórkowe szaleństwo


Moi Drodzy!

Już wszystko wiadomo. Ludzie chcą czytać o ogórkach. Dzisiaj ( a są dopiero godziny przedpołudniowe) Świat Nacho odwiedziła rekordowa liczba internautów. Wszyscy czytają wyłącznie o ogórkach.

W związku z tym udam się teraz do pustelni, by zastanowić się nad zmianą profilu. Być może zajmę się wyłącznie ogórkami. Temat już teraz wydaje mi się wyjątkowo atrakcyjny – zwłaszcza jego aspekt erotyczny… 😉