Twarze potępionych


ilustr. Tomek Nacho (wykorzyst. zdj. ze strony chisoxblog.mlblogs.com)

ilustr. Tomek Nacho (wykorzyst. zdj. ze strony chisoxblog.mlblogs.com)

 

Od wielu dni pokazuje mi się twarze potępieńców: jest twarz księdza G., jest twarz innego księdza. Jest jego dom, jego miejscowość. Ksiądz G. jest podejrzany o pedofilię – czyn naganny społecznie i moralnie. Karalny.

Ksiądz G. jest na wolności, bo jeszcze zarzutów mu nie postawiono, a o ewentualnym wyroku możemy myśleć w nieprzewidywalnej perspektywie.

Człowiek, który zajeżdża rowerzyście drogę, łamie przepisy, być może zagraża zdrowiu i życiu rowerzysty, używa słów rynsztokowych i obraża rowerzystę, twarz ma zamazaną, a rejestracja jego samochodu nie pozwala nawet rozpoznać miasta, z którego pochodzi.

Mniejsze zło? Wyczyn godny uszanowania?

Widzieliście kiedyś twarz kierowcy zatrzymanego, gdy prowadził pod wpływem alkoholu? Twarz kierowcy TIR-a jadącego pod prąd, na wprost samochodu osobowego? Rejestracje ich samochodów?

Nic nie widzieliście, bo nie zdążyli nikogo zabić?

Bo przepisy mówią tak, a nie inaczej?

Bo chodzi o dobro dziecka?

A co TIR-y dzieci omijają?

Nie widzieliście, bo mało kto przy tych twarzach obśliniłby się z satysfakcji i żądzy zemsty. Przy księdzu G. tłumy ślinią się obficie. Niech więc patrzą…

Reklamy

Coś wierci się w brzuchu…


Czy gdyby w moim pokaźnym brzuchu zalęgła się żywa istotka, będziecie się tym emocjonować przez następne miesiące? A jeśli w końcu coś urodzę? A jeśli to tylko niestrawność?

Ps. Przypominam, że jestem facetem, więc to dodatkowy argument za wyjątkowością mojego brzucha.

Naród wielce pryncypialny


ilustr. Heyah

ilustr. Heyah

W dyskusjach na forach internetowych byłem w wyraźnej mniejszości. Wśród „młodzieży”, która nie rozumie, że nie należy promować ludobójstwa i zbrodniczych reżimów… Dobrze być wśród młodzieży.

Gdy wszyscy mający moc zakazali reklamy Heyah z Leninem ( np. Komisja Etyki Reklamy), a inni mający jedyne zdrowe kręgosłupy moralne to wsparli, wokół banalnych posterów promocyjnych zrobiło się głośno.

Czytaj dalej

Ktoś przede mną


ilustr. z 123rf

ilustr. z 123rf

Na razie nie wiem, co z tym zrobić. Od jakiegoś czasu obserwuję przerażającą koincydencję: gdy może i bym coś napisał, coś skomentował, coś dodał od siebie, znajduję w mediach podobny albo identyczny pogląd. Pogląd mój własny, ale przecież wypowiedziany przez kogoś zupełnie innego…

I co? Mam napisać to samo, udając że to moje pierworodne? A może dać tylko link z dopiskiem „ja też tak sądzę„?

Gdy nie jest się wyjątkowo wyjątkowym (a to niekoniecznie zaleta), jest się w grupie innych myślących podobnie, a czasem identycznie. Czyż nie wystarczy jeden przedstawiciel takiej grupy, by zakomunikować światu opinię w sprawie A albo w sprawie B?

Czy my wszyscy musimy komunikować się tak desperacko obficie?

Przyznam, że nie wiem.

Równo i kiepsko


Polskie telewizje informacyjne (ilustr. Nacho)

Polskie telewizje informacyjne (ilustr. Nacho)

Polskie telewizje informacyjne (TVP Info, Polsat News, TVN 24, Superstacja) mają te same cele i używają tych samych środków. Widz ma więc wybór pozorny, a różnice tkwią zaledwie w niuansach.

Nie jestem medioznawcą i nie chcę wysłuchiwać rozmaitych teorii fachowców. Jako widz, ale też jako zwierzę polityczne, mam prawo marzyć i mieć wyobrażenie o dobrej telewizji informacyjnej. Takiej w Polsce nie ma, a nadzieja jaka towarzyszyła pierwszym latom istnienia TVN24 jest coraz słabsza.

Czytaj dalej

Polska mowa nienawiści


Gdyby przed hipotetycznym meczem Polska – Niemcy „Bild” umieścił zdjęcie wehrmachtu najeżdżającego nasz kraj i podpisał je „Powtórzcie wrzesień 1939” byłby skandal na całą Europę. Mimo, że porównanie jest tylko częściowo trafne (bo kto inny był w obu wypadkach agresorem), mentalnie to taki sam język nienawiści.

Brukowiec "Super Express" zachęca do boju (fot. se.pl)

Brukowiec „Super Express” zachęca do boju (fot. se.pl)

Zwykły mecz Polska – Rosja przedstawiany jest w mediach często (tu dzisiejsza okładka Super Expressu) jako sprawa narodowa, a nasz przeciwnik na boisku, jak przeciwnik na polu walki. Jesteśmy w tym śmieszni i żałośni, bo tym samym przyzwalamy i dopraszamy się podobnego traktowania przez innych w przyszłości. Trzeba było jeszcze Rosjan namalować jak kacapów w walonkach i z samogonem w ręce.

Polak jak się patrzy


Piłkarski polski (ilustr. Nacho)

Piłkarski polski (ilustr. Nacho)

 

Czego to się dzisiaj nie nasłuchaliśmy… Jakaż maestria, by wykrzesać z siebie cokolwiek, co przypomina język polski. Piłkarze o swojsko brzmiących nazwiskach starali się, jak tylko mogli, byśmy uwierzyli, że w duszy i na języku są Polakami.

„Ja sie czujeć dobrze i lubić kolegi”…

Starania futbolistów zostały docenione przez stacje radiowe i telewizyjne. Po transmisjach bezpośrednich z konferencji futbolistów (godziny poranne), do pracy wzięli się monterzy.

Parę godzin później pozlepiano wszystko tak ładnie, powycinano tak zgrabnie, że naród został przekonany, że panowie będą go godnie reprezentować. Zdania miały już podmioty, orzeczenia i całą resztę.

Język może przekazać wszystko. Media jeszcze więcej…

Pozornie elegancko, pozornie z sympatią


Władimir Kirianow(fot. oryg. rosjanie.pl?)

Ten przyjemnie wyglądający starszy pan, to Władimir Kirianow. Dziennikarz rosyjski, mieszkający od niemal ćwierć wieku w Polsce. Pracownik moskiewskiego tygodnika „Argumenty i fakty„, niegdyś trzymającego poziom, dziś w gronie przeciętnych acz popularnych tabloidów.

Pan Władimir ma to niezrozumiałe szczęście, że jest przy różnych okazjach zapraszany do polskich mediów. Zwłaszcza, gdy w Rosji coś się dzieje, Kirianow ma głos.

Od lat obserwuję, ile może zrobić jedna osoba, by psuć stosunki między krajami. Może dużo.

Kirianow budzi oczywistą niechęć Polaków. Ma w sobie tyle nacjonalizmu, uwielbienia dla Kremla, przekonania o wyjątkowości swego kraju, że Rosja widziana jego oczyma staje się iluzoryczną krainą bez skazy.

Czytaj dalej

Paplanina kolejowa


Rumowisko lokomotyw i wagonów w Szczekocinach (ilustr. Nacho; wykorzyst. zdj. PAP)

Rumowisko lokomotyw i wagonów w Szczekocinach (ilustr. Nacho; wykorzyst. zdj. PAP)

No to mamy porządną dyskusję. Straszna katastrofa niedaleko Zawiercia zrobiła to, czego u nas nie robi się normalnie. Spowodowała, że trwa polsko-polska debata o WAŻNYCH SPRAWACH.

Bzdety, jakimi zajmują się media (z nielicznymi wyjątkami) i władze przez cały rok stają się bardziej widoczne w obliczu takich wydarzeń.

Niedosyt poważnej rozmowy jest widać tak odczuwalny, że wypadek kolejowy zmusił większość do mówienia wszystkiego, co ślina na język przyniesie.

Czytaj dalej

TVN24 zapowiada emisję brazylijskich telenowel


Nowy wymiar TVN24 (ilustr. Nacho + internet)

Nie wiadomo, czy tak będzie prezentowała się nowa wizytówka TVN24, ale wszystko ku temu zmierza.

Najpierw mieliśmy sagę z dramaturgią Titanica: statek rozbija się u wybrzeży i tonie. Obserwujemy godzina po godzinie, jak o kolejne centymetry rośnie fala i takież centymetry zanurza się wrak wycieczkowca…

Zresztą, jakiż tam Titanic… Od dawna inspiracją dla dziennikarzy TVN24 są telenowele. Wszystko jedno – brazylijskie, amerykańskie czy polskie…

Różnica jest jednak dość istotna – tu wszystko ma odbywać się na żywo. W końcu „Big Brother” święcił triumfy oglądalności, a jak połączyć jedno z drugim, to słupki urosną.

Na razie to ja jestem osłupiały…

Czytaj dalej

Pokazują nam palucha…


ilustr. Nacho (źródło internet/anonimowe)

Czy nie czujecie, jak od miesiąca dyskutując o debatach, politycy największych partii pokazują nam palucha?

Tego palucha.

Jedni się zgadzają na coś, czego nie zaproponowano, inni proponują coś, na co nikt się nie zgodzi, jeszcze inni nie zgadzają się w ogóle, a są i tacy, którzy się zgadzają i proponują, ale jakoś im nie wychodzi.

Partie utrzymywane są z naszych pieniędzy, decydują o jakości lub bylejakości naszego życia dzięki naszym głosom, ale rozmawiać z sobą nie chcą. Udawanie, że jest inaczej niczego nie zmienia.

Czytaj dalej

Euronews po polsku – kilka lat za późno


Stację można oglądać "na żywo" w internecie (fot. Nacho)

Kulawo i z wielkim opóźnieniem wystartowała polska wersja międzynarodowego kanału informacyjnego Euronews. Stało się to 1 lipca, ale przeszło niezauważenie. Choć ten rok przyniósł już spolszczenie niektórych pozycji francuskiej TV5 (czytaj…), to tym razem zmiana nie jest tak spektakularna.


Euronews dodał polską ścieżkę językową (co możecie sprawdzić, jeśli macie telewizję satelitarną), ale dotyczy to tylko wybranych pozycji programowych.

Czytaj dalej

Modny poród tylko w TVN 24


ilustr. Nacho (wykorzystano zdj. z emedoutlet.com)

TVN 24 kreuje modę na oryginalne porody. Kilka dni temu Polskę zarzucono szczegółami wyjątkowego porodu z udziałem chwackich strażaków. Dziś niesłychany poród kobiety w asyście taksówkarza.

To nic, że w tzw. cywilizowanych krajach straż pożarna jest przygotowana na takie zdarzenia. To nic, że strażacy jeżdżą wymiennie z pogotowiem i policją na konkretne wezwanie przez działający np. numer 112. To nic, że są odpowiednio przeszkoleni.

Czytaj dalej

Anna Prucnal o polskim kinie


Po tym, co widziałam w polskich filmach, powinnam codziennie się upijać. W filmie „Warszawa” jedyny moment, który mnie dotknął, to kiedy żyrafa przechodzi przez Stare Miasto. Raptem coś się dzieje. A poza tym taka beznadzieja…

Z wywiadu Remigiusza Grzeli w: „Hotel Europa – rozmowy”

TV5 wreszcie z polskimi napisami


Po kilku latach zapowiedzi, francuska telewizja TV5 wreszcie wprowadza polskie napisy do swoich programów.

Ta informacja pojawiła się w serwisie Wirtualnemedia.pl. Czytamy tam też, że napisy pojawią się w paśmie największej oglądalności, czyli po godz. 17.00. Dla nas oznacza to więcej francuskich filmów, programów kulturalnych i dokumentalnych, dostępnych dla tych, którzy nie posługują się językiem Moliera…

Dopisuję 31 marca: Nie zniechęcajcie się. Napisów nie znajdziecie przy każdym programie po 17.00. Najczęściej pojawiają się przy filmach (choć nie tylko). Trzeba wejść na stronę TV5 (po francusku, ale można się domyślić) i tam przy programie na dany dzień zaznaczyć filtrowanie emisji z napisami po polsku. Sprawdziłem na dziś – jest film fabularny, program publicystyczny i film dokumentalny.

Maria Konopnicka – nadzwyczaj zwyczajna


Maria Konopnicka

Ze sporym zaskoczeniem przyjąłem, że oto tekst skromnego Nacho o programie Tomasza Lisa zawędrował za ocean i znalazł się jako „List z Polski” w Polonijnej Gazecie Internetowej Meritum (zobacz…). Dzisiaj przeczytałem tam nawet wyjątkowo smaczny komentarz, potwierdzający wszystko co napisałem wcześniej (zapewne bez woli autorki). Widocznie los tak chciał.

Wypadało przejrzeć, co piszą i czytają nasi rodacy w Nowym Jorku. Meritum trudno określić jednoznacznie, ale to dobrze. Widać autorzy jakoś mogą współpracować ze sobą mając kompletnie różne poglądy polityczne. Pocieszenie znajdą więc sympatycy wszystkich naszych ukochanych partii politycznych.

Zainteresował mnie artykuł Janusza Kopcia „Maria Konopnicka na cenzurowanym”. To jeden z takich tekstów, które miło przeczytać, nawet gdy myśli się co innego. A ja myślę.

Janusz Kopeć pisze o Konopnickiej ciekawie, nawiązując do informacji, jakie pojawiły się w polskich mediach w ostatnich latach. Że nie chodzi tylko o Gazetę Wyborczą, potwierdza I część interesującego eseju Joanny Jaskółki (tu, tu, tu…).

Podążając za słowami Janusza Kopcia: nie chciałbym przerywać Marii Konopnickiej jej wiecznego snu. Gdy jednak dowiaduję się o korowodach z dociekaniem, czy pisarka była w związku z inną kobietą, czy nie, myślę sobie, że nadal taplamy się w naszym polskim błotku. Czas najwyższy otrzepać piórka i spojrzeć, jak pięknie jest poza nim.

U nas (w błotku) bohater ma być przykładny niczym wzorzec metra z Sèvres. Najlepiej jak ma żonę /męża (niepotrzebne skreślić), przodków katolików, dzieci śliczne i prawe. Bohater ma walczyć o Polskę, nie opuszczając niedzielnej mszy. Bohater ma wypowiadać się w obronie i ku czci wszystkich wcześniejszych bohaterów.

O bohaterze nie wolno powiedzieć niczego ponadto, co napisano wyżej. Czyli że był przykładny i tak dalej…

Kompletnie tego nie rozumiem. Zawsze wydawało mi się, że kimś godnym naszej pamięci jest ten, kto coś sensownego zrobił.

Maria Konopnicka napisała sporo tkwiących w naszych głowach wierszy. Jest autorką „Roty”. Dlaczego mielibyśmy nie pisać o niej dociekliwie , dlaczego gazety nie powinny upubliczniać faktów spoza encyklopedycznej notki.

To jak już Gazety zasugerowały, że Maria być może romansowała z drugą Marią, to przestajemy z dnia na dzień cenić „Rotę”?

Problem jest dopiero wtedy, kiedy jak pisze pan Kopeć „czujemy się zaambarasowani”. A po co się tak czujemy? Kto nam każe? Cóż jest tak nieakceptowalnego w czyimś życiu, że każe opuszczać wzrok na widok starej fotografii Marii K.? Ja tam patrzę z przyjemnością.

Patrzę z przyjemnością na inną pisarkę, chorującą ponoć wenerycznie. Patrzę z przyjemnością na artystę, który tworzył dzięki solidnej dawce „wzmacniaczy”.

Patrzę na nich wszystkich z szacunkiem, bo widzę w nich ludzi z krwi i kości. Jest mi zupełnie obojętne, czy Maria Konopnicka miała kumpelkę czy kochankę. Ten dylemat powinni rozstrzygnąć historycy i biografowie.

Do historii polskiej literatury Maria K. weszła raz i już nic jej stamtąd nie wygoni. Nie przekreśli też wszystkich innych szlachetnych czynów.

Pan Kopeć nie poczuł się urażony wiedzą na temat licznych romansów Konopnickiej z mężczyznami. Niech tę samą miarkę zastosuje do ewentualnego jednego związku z inną kobietą.

 

 

Mucha na bobku


Jadę sobie wczoraj spokojnie przestronną łódzką aleją. Autobus śmiga, a tu nagle na ścianie jednego z budynków patrzy na mnie coś wielkiego. To reklama jednej z telewizji komercyjnych, która pokazała, pokazuje albo będzie pokazywała swój serial. Na billboardzie wielkimi jak słonie literami czytam: „MUCHA”, „BOBEK”. Albo w odwrotnej kolejności. Pomyślałem, że to ohydne i czas najwyższy zmienić trasę…