Smutnym LOT-em bliżej do Pekinu?


LOT po chińsku? (ilustr. Nacho)

Czy rzeczywiście Polskie Linie Lotnicze LOT przestaną być polskie? Znajomi podróżujący naszymi samolotami nie mogą się napatrzeć na naburmuszone stewardessy. Ale personel pokładowy protestuje i protestować nie przestanie. Najpierw, bo jest niezadowolony ze swoich warunków pracy, a potem, bo być może będzie zmuszony uczyć się chińskiego.

Nieoficjalnie wiadomo, że do zakupu LOT przymierza się Air China. Chiński przewoźnik być może nauczy nasz personel, że klient rozczarowany obsługą może nie wrócić i wybrać połączenia innych firm. Z tym dzisiaj coraz mniejszy kłopot.

Chrapkę na polskie samoloty mają też Turkish Airlines. W obydwu wypadkach na przeszkodzie stoją przepisy Unii Europejskiej, ale te mogą zostać wkrótce złagodzone.

Kilka lat temu wrażenie zrobiło na mnie wykupienie przez Chińczyków szwedzkiego Volvo. Jednak dopracowana transakcja nie musi – jak widać – źle się skończyć i dzisiejsze Volvo, ani nie straciło swej jakości, ani nie zniknęło z rynku. A uśmiech przyda się zawsze, bo ma zbawienny wpływ na nasze własne zdrowie…

Zobacz: WirualneMedia

 

Reklamy

Tylko w Świecie Nacho: Okęcie – szczęśliwe zakończenie


Lot 016: Widok z terminalu, bezpośrednio po lądowaniu... (fot. VL)

Ciekawostka. Tylko w Świecie Nacho zdjęcie pokazujące Boeinga z lotu 016 „leżącego” na pasie bezpośrednio po szczęśliwym lądowaniu. Zdjęcie wykonano przez okno terminalu pasażerskiego. Oznacza to, że gdyby doszło do katastrofy widzieliby ją na własne oczy również wszyscy pasażerowie oczekujący w hali odlotów. Patrzyliby na to ludzie mający wkrótce wejść na pokład samolotu. Także osoby starsze i dzieci…

Na szczęście widzieli perfekcyjne lądowanie…

Rozmówki małżeńskie 6


ilustr. Nacho

Od dłuższego czasu obserwuję nieproporcjonalną i niewyjaśnioną logicznie liczbę katastrof lotniczych z udziałem polskich samolotów i pilotów. Nie jesteśmy krajem, gdzie duża grupa dysponuje prywatnymi awionetkami, a tu nie ma miesiąca, by nie było informacji o tym, że ktoś nie doleciał do celu.


Większość wypadków kończy się tragicznie. Ginie pilot i giną pasażerowie. Smoleńsk był z pewnością wypadkiem na wielką skalę, ale działo się i przedtem, i potem.


Zastanawia mnie skala zjawiska i przyjmowanie wiadomości o kolejnym wypadku z kamienną twarzą. Samoloty spadają blisko zabudowań i jest tylko kwestią czasu, gdy usłyszymy o ofiarach wśród tych, którzy nie lecieli.


Gdzieś są jakieś instytucje, które powinny sprawdzać stan techniczny samolotów i – być może – dopuszczać je (lub nie) do ruchu lotniczego. Gdzieś są urzędy kontrolujące, kto i w jakim stanie zasiada za sterami. Może czas się ocknąć i zbadać, co się dzieje z tym, co ma startować i lądować. Na razie udają nam się starty…