Warszawski kosmos


fot. ze strony cocina.facilisimo.com

fot. ze strony cocina.facilisimo.com

Bywając ostatnio tu i ówdzie, przemierzając europejskie (i nie tylko) lotniska, zauważam wyjątkowość warszawskiego Okęcia… O, pardon: lotniska im. Fryderyka Chopina…;) Myślę, że jest to teraz najbardziej kosmiczny port lotniczy świata, a fakt ten stanowi przygrywkę do zakupu promów kosmicznych przez poczciwe linie lotnicze LOT…

Międzygalaktyczne aspiracje mają na razie odzwierciedlenie w cenach napojów i przekąsek oferowanych przez gastronomię Okęcia.

Konkurencja tu taka, że wszędzie ceny są identyczne. Kupując ciastko, przygotuj się na 16,90 (podaję z pamięci). Ciastko warte maksimum 3 złote osiąga więc ponad pięciokrotne przebicie, co z kosmosem ma już wiele wspólnego.

Ziemianie wymyślili to tak: żeby ceny w portach lotniczych nie szalały, trzeba wpuścić McDonaldsy, Burger Kingi i inne takie. Gdzieniegdzie podziemia zapełniają się nawet regałami tanich supermarketów.

Okęcie z Ziemią nie chce mieć nic wspólnego, więc za kawę zapłacimy kosmicznie, siadając na chybotliwym plastikowym stołku (opcja na pufie i kanapie kosztuje zresztą identycznie).

Komu się nie podoba, może wylecieć z Łodzi i posilić taniej. Problem tylko taki, że wylecieć z mojego miasta niemal nie ma dokąd…

Ciężka choroba wieku dziecięcego


fot. z news-light.com

fot. z news-light.com

Czy LOT powinien tak się spieszyć z kupowaniem Boeinga 787? Czy dreamliner nie okazuje się klapą? Czy bezpiecznie jest podróżować tym samolotem?

Wszystkie wątpliwości i zarzuty unoszą się w próżni. LOT nie ma ze sprawą nic wspólnego, zaś dreamliner wolnej woli jeszcze nie posiada.

Choroba wieku dziecięcego słynnego samolotu jest najbardziej bolesna dla jego amerykańskiego stwórcy – koncernu Boeing.

To niewątpliwa kompromitacja tej znanej i w końcu solidnej firmy. Lata przygotowań, przedłużające się testy, opóźnione oddawanie maszyn klientom – to wszystko nic wobec niekończącej się serii usterek, której chwilowym finałem jest wstrzymanie lotów dreamlinera.

Zaufanie do marki nadszarpnięto widowiskowo. Jest co prawda szybka reakcja serwisowa, jednak sam fakt, że chyba żaden wyprodukowany egzemplarz nie uniknął usterek, naraża na kąśliwe komentarze o „chińskiej jakości”. Szczęśliwie katastrofy nie było, ale Boeing nad swoją reputacją będzie musiał teraz ciężko popracować.

Smutnym LOT-em bliżej do Pekinu?


LOT po chińsku? (ilustr. Nacho)

Czy rzeczywiście Polskie Linie Lotnicze LOT przestaną być polskie? Znajomi podróżujący naszymi samolotami nie mogą się napatrzeć na naburmuszone stewardessy. Ale personel pokładowy protestuje i protestować nie przestanie. Najpierw, bo jest niezadowolony ze swoich warunków pracy, a potem, bo być może będzie zmuszony uczyć się chińskiego.

Nieoficjalnie wiadomo, że do zakupu LOT przymierza się Air China. Chiński przewoźnik być może nauczy nasz personel, że klient rozczarowany obsługą może nie wrócić i wybrać połączenia innych firm. Z tym dzisiaj coraz mniejszy kłopot.

Chrapkę na polskie samoloty mają też Turkish Airlines. W obydwu wypadkach na przeszkodzie stoją przepisy Unii Europejskiej, ale te mogą zostać wkrótce złagodzone.

Kilka lat temu wrażenie zrobiło na mnie wykupienie przez Chińczyków szwedzkiego Volvo. Jednak dopracowana transakcja nie musi – jak widać – źle się skończyć i dzisiejsze Volvo, ani nie straciło swej jakości, ani nie zniknęło z rynku. A uśmiech przyda się zawsze, bo ma zbawienny wpływ na nasze własne zdrowie…

Zobacz: WirualneMedia

 

Tylko w Świecie Nacho: Okęcie – szczęśliwe zakończenie


Lot 016: Widok z terminalu, bezpośrednio po lądowaniu... (fot. VL)

Ciekawostka. Tylko w Świecie Nacho zdjęcie pokazujące Boeinga z lotu 016 „leżącego” na pasie bezpośrednio po szczęśliwym lądowaniu. Zdjęcie wykonano przez okno terminalu pasażerskiego. Oznacza to, że gdyby doszło do katastrofy widzieliby ją na własne oczy również wszyscy pasażerowie oczekujący w hali odlotów. Patrzyliby na to ludzie mający wkrótce wejść na pokład samolotu. Także osoby starsze i dzieci…

Na szczęście widzieli perfekcyjne lądowanie…

Święte oburzenie


Biedna głowa dyrektora PLL LOT. Zdaniem posłów PiS, powinna – nomen omen – polecieć

Ach czemuż to, czemuż tacy srodzy są panowie Hofman i Polaczek?

Oto renomowana niemiecka strona internetowa Merian.de pokazywała pod koniec minionego roku reklamę LOT zachęcającą do podróży do Polski. Dzięki reklamie (zdjęcie obok) zepsuty do szpiku kości Niemiec ma polecieć naszym samolotem do Warszawy lub Krakowa, by tam taplać się w nieprzyzwoitych orgietkach homoseksualnych, tudzież krążyć po wytłumionych korytarzach luksusowych hoteli, które spełnią jego każdą wyuzdaną zachciankę.

W żaden sposób nie mogło się to PiS spodobać. Wszak mają tu przyjeżdżać Niemcy pełni swej historycznej winy, by pochylić głowy przed licznymi pomnikami sławiącymi nasz wyjątkowy naród. Jeśli chcą, mogą dodatkowo nawrócić swe grzeszne dusze. A jest gdzie.

Tymczasem reklama na stronie Merian.de otwarcie namawia do seksturystyki i sodomii.

Zejdźmy na ziemię: LOT wyparł się reklamy. Wszystko dopisali Niemcy, bo LOT dał tylko czyściutkie i niewinne logo. Skandalem (na razie?) nie zajął się ani premier, ani minister. Głowa jeszcze nie poleciała.

A może niech panowie z PiS wyluzują i zajmą się konferencjami prasowymi na ważniejsze tematy.

Przecież oszustwo z tej reklamy jest ewidentne. Dzięki politykom rządzącym już czas jakiś, nie ma w Polsce ani wyuzdanych w swej ofercie hoteli, ani oficjalnego przyzwolenia na homoseksualizm. Nie ma jeszcze paru innych rzeczy, które wokół uznano za normalne.


Szczegółowo o sprawie napisali: kk/pr/zz/rt/pap na portalu Wirtualnemedia.pl