Polska w czerni i bieli


ilustr. Nacho

ilustr. Nacho

Polski świat komentarzy politycznych rozpoznaje tylko dwa kolory – czerń i biel. Wdarcie się do tego świata z odcieniami szarości traktowane jest jak zdrada, infantylizm i brak własnego zdania. To główny powód, z jakiego niektórych dyskusji unikam jak ognia.

Widzący „szarości” muszą siłą rzeczy wdepnąć w jaskrawą biel i brudną czerń wysmarowywaną na różne sposoby. Kończy się pyskówką, a w najlepszym razie ostracyzmem.

Czytaj dalej

Reklamy

Pokarm na tacy


ilustr. Nacho (wykorzyst. fot. Dmitry Karpezo; wikipedia)

ilustr. Nacho (wykorzyst. fot. Dmitry Karpezo; wikipedia)

Jeśli komuś otwiera się coś na widok przymilnego lisa, jakim jest niewątpliwie Antoni Macierewicz, niech chwilowo owo coś odłoży na bok. Schłodzony, pozbawiony emocji, lepiej zauważy, że żerowanie drapieżnika musi się w polskich warunkach skończyć sukcesem.

Taki brak precyzji, takie sprzeczności, taki brak przygotowania do udzielania informacji i odpowiedzi na wiadome z góry pytania, jakie cechują wielce szanownych panów prokuratorów (a pośrednio i obecne władze kraju), prorokują rozgrzebywaniu sprawy smoleńskiej długą przyszłość.

Nie jest to jednak nic zaskakującego. W podobnie nonszalancki i niekompetentny sposób swoje opinie, decyzje, ekspertyzy wykonują dziesiątki naszych urzędów publicznych. I jakoś to od lat wytrzymujemy. Pan Macierewicz także.

Coś na rzeczy (rozmówki małżeńskie 25)


Ilustr. Nacho

Ilustr. Nacho

Gdybyśmy żyli w normalnym świecie, wczorajszy dzień byłby skandalem, ale skoncentrowanym wokół Rzeczpospolitej. Gdy w 1983 roku niemiecki Stern opublikował materiał o rzekomych pamiętnikach Hitlera, skandal i kompromitacja skupiły się na naiwnej redakcji pisma.

Tu i teraz, gdy teoretycznie poważna gazeta, publikuje tekst o trotylu pałętającym się po skrzydłach „smoleńskiego” tupolewa, skandal uderza w rząd, komisje i prokuratorów. Nie uderza specjalnie w Rzeczpospolitą, która udaje obrażoną dziewicę. Najpierw przeprasza, potem jakby się odgraża, a z przeprosin wycofuje.

Wszystko przypomina szczegółowo zaplanowaną akcję przeciwko Tuskowi i spółce, bo przecież niezależnie od prawdziwości przekazu, wykiełkowało w publicznej świadomości kolejne ziarno zwątpienia. Jak zwykle, każda wersja prowadzi u nas do jednego wniosku – COŚ BYŁO NA RZECZY!

Donald Tusk i inni „obwinieni” są jednak sami sobie winni: tak nieudolnie i niesprawnie odpowiadają na zarzuty i wyjaśniają przyczyny katastrofy, tak długo czekają na „dobrą” chwilę ze swoimi konferencjami, są tak mało jednoznaczni i zdecydowani, że może i zasłużyli na to, by plotka nabiła im porządnego guza.

Smoleńsk bez cenzury


Stało się to, co można było przewidywać. Minister Sikorski rozpropagował w Polsce fakt istnienia na rosyjskich serwerach drastycznych zdjęć z katastrofy w Smoleńsku. To, że kiedyś się pojawią, można było traktować jako pewnik. Że przyłoży do tego rękę szef polskiej dyplomacji – już nie.

Zdjęcia zostały opublikowane niemal miesiąc temu – do chwili wpisu Sikorskiego na Twitterze nie budziły emocji i prawie nikt o nich nie wiedział.

Gwoli prawdy przyznaję, że sprawa nawet bez aktywności szefa MSZ  i tak trafiłaby do polskich mediów. Prędzej czy później. Jednak im później, tym lepiej.

Sceny na zdjęciach mogliśmy sobie wyobrazić. Nie mogliśmy przewidzieć komentarza autora rosyjskiego wpisu. Wskazuje on na rytualny charakter „morderstwa” pod Smoleńskiem, na podmianę samolotów (drugi polski tupolew był w tym czasie w Rosji poza naszą kontrolą), brak pożaru, nienaturalne obnażenie ciał, zaplanowane działania służb. Zamiast „wskazuje” powinienem napisać „snuje przypuszczenia”…

Mamy nowy wątek w niekończącej się dyskusji. Absurd goni absurd, pytania się mnożą, a rzekomo kompetentne władze i sądy nie potrafią jasno przedstawić argumentów mogących zakończyć sprawę. Końca tej kosmicznej intrygi nie widać…

Groteska w Kałkowie


Pomnik tupolewa w Kałkowie (fot. ©Kazimierz Cuch/Echo Dnia)

Pomnik tupolewa w Kałkowie (fot. ©Kazimierz Cuch/Echo Dnia)

Ofiary lotniczej katastrofy w Smoleńsku przewracają się pewnie w grobach ze śmiechu. „Pomnik”, który postawiono w sanktuarium Bolesnej Królowej Polski w Kałkowie-Godowie jest odpustowym fajerwerkiem, jakich mało.

Co widać? Samolocik, w którego drzwiach radośnie pokazuje się para prezydencka, pan Gosiewski w okienku, paru innych wybranych w okienkach sąsiednich. Biało – czerwona stylistyka.

Czytaj dalej

Romeo uciekł spod balkonu


ilustr. Nacho (wykorzyst. zdj. z internetu)

Jak bardzo nasze obecne władze chcą się odróżnić od tych poprzednich, że zapominają o sprawach podstawowych. Zapominają o przyjaźni, odwzajemnianiu życzliwości, o solidarności, o wspieraniu niesprawiedliwie sądzonych…

Jak bardzo rząd Tuska, nasza prezydencja w UE (choć to ci sami ludzie) chcą być politycznie poprawni, by udowadniać, jak niepoprawny był prezydent Lech Kaczyński.

Julia Tymoszenko siedzi. Dostała siedmioletni wyrok za nadużycia przy zawieraniu kontraktów gazowych z Rosją. Być może wyrok zostanie zmieniony, być może anulowany, ale to już bez naszej pomocy.

Czytaj dalej

Zazdrość i pamiętniki


zdj. Monika Płatek - Facebook

Poszło o pamiętniki. Kaczyńskiego. Profesor Płatek mówiła o nich parę dni temu. Okazało się, że nie chodziło o Kaczyńskiego jedynego prawomyślnego, a o Kaczyńskiego Teda „Unabombera”. To on, a nie Lech miał zainspirować Breivika.

Odetchnęliśmy z ulgą.

Pomyłki czy przejęzyczenia nie mogła darować profesor Jadwiga Staniszkis. Wczoraj błąd solidnie wypomniała. „Jak ta profesor się nazywała…”. „Aaaa Płatek zdaje się…”. „Aaaa tak ona chyba też pracuje na naszym uniwersytecie…”

Typowo kobiece wbijanie szpili. Staniszkis, normalnie dość precyzyjna i obdarzona dobrą pamięcią, zapomina nazwisko osoby, o której ma zamiar mówić. I prawie nie zna „tej drugiej” profesorki z uczelni, na której sama pracuje. Uniwersytet Warszawski to w końcu takie masy obcych ludzi. Oczywiście, to czysty przypadek i krystaliczne intencje wytknięcia błędu.

Dobrze jednak pamiętać, że kij ma dwa końce i kiedyś ktoś wypomni pani Staniszkis jej niedoskonałości. W równie intryganckiej formie…