Pod coraz grubszą warstwą kurzu


książki (ilustr. 360solutions.com)

książki (ilustr. 360solutions.com)

Gazeta Wyborcza alarmuje, że czytelnictwo w Polsce już nie spada, bo jest na katastrofalnie niskim poziomie (tu oryginalny artykuł – Małgorzaty I. Niemczyńskiej). Nie znam odpowiedzi na pytanie, jak szybko sobie z tym poradzić i osobiście wątpię, by nawet solidne wsparcie apelujących o to bibliotek coś tu znacząco zmieniło.

Mody na czytanie nie ma, państwo umywa ręce (nawet minister Zdrojewski winę zwala na samorządy), a Polska wlecze się na szarym końcu europejskiej stawki.

Jesteśmy tak nowocześni, że czytamy czasem jakieś teksty w internecie, a najchętniej już tylko opisy aplikacji na Androida. Z komentarzy internautów wynika, że gdyby nam to zaliczyć do statystyk, to bylibyśmy całkiem oczytani.

Czytaj dalej

Stefánsson intensywnie


Jón Kalman Stefánsson "Niebo i piekło" (fot. Nacho)

Intensywność wrażeń i uczuć opisywanych w tej książce obezwładnia, choć nie od razu oznacza to, że te 207 stron wejdą do grona Waszych ulubionych.

Gdybym miał skwitować ją jednym zdaniem, to jest to powieść, w której sentencje i trafne myśli o ludzkiej egzystencji pojawiają niemal w każdym akapicie.

Oto wybrany przeze mnie fragment:

Łatwo siebie oszukać, gdy jest się samemu, można niemal stworzyć samego siebie, być mądrym, zmyślnym, znać odpowiedź na wszystkie pytania.

Wśród ludzi jest już całkiem inaczej.

Wtedy trzeba się wysilać, nie jesteś już tak zmyślny, nie jesteś nawet blisko mądrości.

Wtedy jesteś czasami zwykłym cholernym durniem i gadasz przeróżne głupoty.

Warto przeczytać książkę tego islandzkiego autora, by zobaczyć, że daleka kultura może być nam tak bliska…

Berlin od zewnątrz i od środka


Roger Moorhouse kontra Hans Fallada (fot. Nacho)

To miało być tak… Napiszę coś o tym, co czytam. Napiszę więc o książce Rogera Moorhouse’a „Stolica Hitlera” (wyd. Znak Kraków 2011), a kiedyś potem o powieści Hansa Fallady „Każdy umiera w samotności” (wyd. Sonia Draga, Katowice 2011).

Nie wyszło. Pierwszy tekst nie doczekał się mojej chęci pisania, drugi przyspieszył i zderzył się z tamtym, który kiełkował zaledwie w mojej głowie…

Czytaj dalej

Michel i Beata


Michel Houellebecq "Mapa i terytorium" (ilustr. Nacho)

Mógłbym właściwie pisać o samej książce, o tym jaka ciekawa, o tym, że bez długich narad wyróżniona we Francji prestiżową Nagrodą Goncourtów, albo że „Mapa i terytorium” Michela Houellebecqa jest och i ach…

Wszystko to mógłbym, bo książka na wszystkie pochwały zasługuje. Dość powiedzieć, że czytając ją, kilkakrotnie zastanawiałem się, czy nie sprawdzić w Google tych wszystkich postaci, które przewijają się przez jej strony. Sugestywna, realna, namacalna.

Świetna powieść, którą pochłania się z przyjemnością.

Miałem nie o tym jednak…

Otóż przy okazji tej książki zacząłem się zastanawiać nad kunsztem tłumacza, a właściwie tłumaczki. Nad faktem, że zdania pisane przez mężczyznę tłumaczy kobieta.

Czytaj dalej

Zaskakujące (?) wspomnienia Józefa Czapskiego


Józef Czapski - Na nieludzkiej ziemi

To już kolejne wydanie książki Józefa Czapskiego (wyd. Znak, 2011), w której autor wspomina swoją tułaczkę po ZSRR podczas II wojny światowej. Jak tysiące innych, trafił do obozu dla polskich żołnierzy kampanii wrześniowej, zaraz gdy Rosjanie zajęli nasze ziemie wschodnie.

Książka ta robi na mnie większe wrażenie niż „Archipelag Gułag” Sołżenicyna. Jest przerażająca i porażająca. Jednak nie to mnie zaskoczyło.

W pewnym momencie Czapski snuje refleksje na temat okresu, gdy Polaków zaczęto wypuszczać z łagrów, bo – na mocy porozumienia z Sikorskim – miało w ZSRR powstać sojusznicze wojsko polskie do walki z Niemcami.

Wygłodzeni i wyniszczeni rodacy trafiali do punktów formowania armii. Dostawali pierwsze od dawna przyzwoite posiłki, znośną odzież, zaczynali czuć, że nie są już zesłańcami.

Co wtedy?

Patrząc na tych ludzi, obserwując samego siebie, stwierdzałem, że nie staliśmy się lepsi ani odrobinę. Wystarczy trochę ubrać i odkarmić te kobiety z kirpicznych zawodów, z dalekich zesłań, wystarczy, aby ci mężczyźni wynędzniali, w podartych fufajkach, „męczennicy i bohaterowie”, w cudzysłowie i bez cudzysłowu, z cyngą, z Kołymy czy Workuty, nałożyli mundury, podjedli – już wyłazi ta sama stara tandeta, flirty, wódka, brak myśli, inteligencji, blaga i bezgraniczna zarozumiałość.