Unia dziwnych języków


Ogłoszenie z Google+ o publicznym spotkaniu z prezydentem Barroso (ilustr. Nacho)

Ogłoszenie z Google+ o publicznym spotkaniu z prezydentem Barroso (ilustr. Nacho)

Pan Barroso to nie byle kto, a Google+ to nie byle co. Serwis zaprosił dziś na spotkanie („na żywo”) z Jose M. Barroso, szefem Komisji Europejskiej. Będąc w G+ ma się czasem takie wyjątkowe możliwości i sprawie mógłbym tylko przyklasnąć.

Żeby nie było za słodko, pojawiła się na horyzoncie także łycha dziegciu. Łycha stara i oblepiona muchami, bo od lat nikt jej nie czyścił.

Spotkanie będzie transmitowane w wielu językach, ale oczywiście nie po polsku. Spotkanie z szefem organizacji, w której ponoć jesteśmy, będzie tłumaczone na rosyjski, ukraiński, turecki czy arabski, ale nie będzie na język jednego z największych krajów Unii.

Nie ma tłumaczenia na parę innych języków lokalnych, ale niech każdy martwi się o siebie 😉

Swego czasu był pomysł, by kanał Euronews (który odpowiada za techniczną stronę spotkania wraz z koncernem Google) nadawany był po polsku, ale skończyło się na ostro okrojonej wersji. Starania naszych przedstawicieli były mizerne, podobnie jak jeszcze wcześniej próby wejścia do niemiecko – francuskiej telewizji ARTE.

Szkoda, że aktywność – odnoszącego ponoć wielkie unijne sukcesy – Donalda Tuska nie próbuje do UE zbliżyć także zwykłych obywateli.

Zestaw tłumaczeń jest wyraźną wskazówką, kto się w Europie liczy, a kto śpiewa w chórkach…

UWAGA! W trakcie transmisji internetowej były jednak dostępne tłumaczenia we wszystkich językach UE. Nie dotyczyło to Google+. Nie wiem, jak było na Euronews.

Reklamy

ONI chcą wiedzieć


strona Komisji Europejskiej zachęcająca do ankiety (zrzut: Nacho)

strona Komisji Europejskiej zachęcająca do ankiety (zrzut: Nacho)

Czy wiecie, że jesteśmy w Unii Europejskiej? No, pewnie tak.
Od dawna mam odczucie, że „BYCIE” w Polsce nie ma na nic wpływu. Taka to dziwna demokracja, że mieszkasz, uczestniczysz w wyborach, komentujesz, a wszystko rozgrywa się poza tobą. Żyły można sobie wypruć – i nic.

Otóż pod tym względem, pozorny moloch jakim jawi się Unia Europejska, robi bardziej przyjazne wrażenie. Zachęcam Was do „BYCIA” w Unii i przynajmniej nabrania przeświadczenia, że ktoś bierze pod uwagę nasze poglądy.

Kolejny raz Komisja Europejska zaprasza do konsultacji. Każdy może wypełnić ankietę (anonimowo lub imiennie) i wypowiedzieć się o przyszłości Unii. Co działa, a co powinno działać lepiej? Co uprościć, co wprowadzić, by było większe poczucie przynależności do tej wspólnoty krajów…

W kraju nikogo nie obchodzi nasze zdanie. Bruksela chce usłyszeć, co myślimy.


*Możecie kliknąć na obrazek – otworzy się odpowiednia strona internetowa. Wypełnienie zajmuje około kwadransa.

*Nadal mam problem techniczny z blogiem – wymiana zdań z WordPressem trwa…

Europejskie grzybki na święta


atom (ilustr. futurity.org)

Co za różnica, czy jestem za, czy przeciwko energii atomowej…

Myślałem niedawno, że to istotne, bym miał jakiś pogląd w tej sprawie.

A tu masz…

Według Süddeutsche Zeitung Komisja Europejska za tydzień przedstawi nowy projekt, dzięki któremu na naszym kontynencie przybędzie do 2030 roku 40 nowych elektrowni atomowych.

Co to ma więc za znaczenie, że ja będę przeciw, gdy otoczą mnie ze wszystkich stron te najbardziej ekologiczne z ekologicznych (cudzysłów można sobie dostawić lub nie) elektrownie.

Komisja robi to zresztą na złość Niemcom, które o atomie już słyszeć nie chcą.

Nadal nie wiadomo, co myśli na ten temat Polska, bo wcześniej chciała bardzo, a teraz zasłania się brakiem finansów. W sumie więc wszystko jedno. Prąd będzie, odpady zakopie się pod Finlandią (już tak się robi) albo wyśle w kosmos.

Elektrownie atomowe są dużym urozmaiceniem krajobrazu – kominy maluje się w różne wzory. Można zaprosić specjalistów od murali – niech się wyżyją.

A że atom kojarzy się z grzybkiem? Wszak Polacy grzyby uwielbiają, więc i w tej sprawie protestów raczej nie będzie…