Zatrzymane dojrzewanie


Jakub Gierszał w "Sali samobójców" (fot. z filmu - oprac. Nacho)

Jakub Gierszał w „Sali samobójców” (fot. z filmu – oprac. Nacho)

Aż strach pisać dziś cokolwiek krytycznego o polskim filmie. Strach, bo można zniszczyć w zarodku kiełkujące wreszcie talenty. Strach, bo już średni film zdobywa dziś dziesiątki nagród festiwalowych błyszcząc zalotnie pośród morza chłamu.

Ale odważę się…

Czytaj dalej

Reklamy

Okrucieństwo dychotomiczne


Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Czy po rosyjskim kinie możemy spodziewać się czegoś wyjątkowego? Czy przedstawienie świata kontrastowego do bólu może być atrakcyjne i prawdziwe na ekranie?

Twierdzące odpowiedzi na te pytania nie mają dla mnie wątpliwości po obejrzeniu filmu „Okrucieństwo” w reżyserii Mariny Ljubakowej (premiera: 2007; w Polsce: 2010).

Czytaj dalej

Kevin już nie jest sam w domu


Ezra Miller w scenie z filmu (zrzut Nacho)

Poszedłem do kina, bo mnie namówiono. Poszedłem, bo gra Tilda Swinton. Poszedłem, bo to miał być mroczny thriller. Poszedłem, bo to miała być nietypowa historia matki, która nie może się zdobyć na więcej ciepła w stosunku do syna…

Tak, jak w wypadku innych pań reżyser (na ogół, choć są wyjątki), tak i film Szkotki Lynne Ramsay „Musimy porozmawiać o Kevinie”, zmusił mnie do wielkiej cierpliwości. Kobiety widzą świat nieco inaczej, więc i tu cyzelowanie każdej sceny prostowało mi jelita i nakazało wiercić się w fotelu we wszystkich płaszczyznach.

Czytaj dalej

W ciemności widać mniej


Scena z filmu - ilustr./zrzut Nacho

To całkiem dobry film. Nie arcydzieło, ale film, na który warto wybrać się do kina. Jeśli dostanie Oskara, to raczej z powodów politycznych niż za podniesienie sztuki filmowej na poziom wyżej.

Czytaj dalej

„Żona doskonała” – w kinach


Francuska publiczność znów może tu  [w nowym filmie François Ozona „Żona doskonała” – przyp. Nacho] zobaczyć razem swe ukochane gwiazdy – Deneuve i Depardieu – przed 30 laty skojarzone w „Ostatnim metrze” przez François Truffauta. (…) I ani trochę nie przeszkadza tamtejszym widzom, że on jest dziś dwukrotnie szerszy niż wtedy, a ona po wielu operacjach plastycznych nie może się uśmiechać zbyt gwałtownie.

Nacho ma nadzieję, że podobna konstatacja dotyczyć będzie również polskiej publiczności

Jacek Szczerba w Gazecie Wyborczej

fot. materiały prasowe/modyfikacja Nacho

Anna Prucnal o polskim kinie


Po tym, co widziałam w polskich filmach, powinnam codziennie się upijać. W filmie „Warszawa” jedyny moment, który mnie dotknął, to kiedy żyrafa przechodzi przez Stare Miasto. Raptem coś się dzieje. A poza tym taka beznadzieja…

Z wywiadu Remigiusza Grzeli w: „Hotel Europa – rozmowy”

Japonia nie potrzebowała Godżilli


O wielkim trzęsieniu ziemi w Japonii miałem w zasadzie nie pisać. Co tu bowiem mądrego powiedzieć? Że to straszne? No, straszne. Że bardzo współczuję tym, którzy ucierpieli? Oczywiście, że współczuję.

Pomyślałem, że nie pisząc popełniam jednak jakiś błąd. Mój pierwszy wpis w „Świecie Nacho” dotyczył wstrząsów w Nowej Zelandii. I jak tu teraz pominąć Japonię, gdy tamto wydaje się dziś niemal błahostką. Błahostką z perspektywy następnego miesiąca, bo w Christchurch na pewno jeszcze długo będą leczyć rany.

I tylko na marginesie tych dramatycznych wydarzeń, myślę sobie, że może niedobre jest „wywoływanie wilka z lasu”. Ta japońska fascynacja zniszczeniami. Ileż to filmów z Godżillami, Hedorami i innymi potworami przetoczyło się już przez światowe ekrany. Ileż razy jak zapałki padały wieżowce i mosty. Pod łapą tego czy owego postdinozaura.

Przyroda zrobiła swoje, jak wiele razy w historii. Zrobiła to bez fantazji i bez rekwizytów. Efekt jest równie przerażający…

Jak zostać królem, mimo wady wymowy, braku sensownych logopedów, zbliżającej się wojny i innych przeciwności losu


Jak to możliwe, że polscy widzowie od lat znoszą upokorzenia ze strony dystrybutorów i nawet nie pisną? Może nie czują się upokarzani? Może czują, a nie wiedzą, jak z upokorzeniami walczyć?

Jeśli czytasz ten tekst i jeszcze nie wiesz, o co chodzi, już wyjaśniam…

Od dzieciństwa jestem uczony, że zagraniczny film ma mieć w Polsce nowy i precyzyjny tytuł, żeby przyciągnąć nietypowego polskiego widza. Piszę bezosobowo, ale powiedzmy sobie szczerze – tytułami zajmują się konkretne osoby, mające imiona i nazwiska, choć przez dystrybutorów skrzętnie ukrywane.

Ja tych nazwisk nie znam, ale ktoś za wymyślanie niezwyczajnych tytułów zapewne dostaje nawet kasę.

Dlaczego film w Polsce ma inny tytuł niż na świecie jest nie do pojęcia.  Próby rozwikłania zagadki nie przyniosły dotąd rozstrzygnięć.

Jeśli myślicie: „a bo był już film o takim tytule”, to zupełnie nietrafione. Przez polskie kina przewinęły się już liczne filmy o takim samym tytule i zupełnie innej treści.

Inna koncepcja: „a może chcą, żeby tytuł dla Polaka był fajniejszy”, też nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Fajniejszy musiałoby znaczyć „lepszy niż to wymyślił autor, co samo w sobie jest uwłaczające. Dla wszystkich.

Podejrzewam, że prawda jest bardziej banalna i może być nieprzyjemna dla naszej nacji. Z dystrybutorami przesiaduje w kawiarniach jakaś wybitna elita uznająca nasz wzniosły i błyskotliwy naród za zgraję niedouków. Coś na wzór podmiotów i przedmiotów sławetnych „Polish jokes”.

Czytaj dalej