Nieczułość


Zdj. z filmu Geneza planety małp

Zdj. z filmu Geneza planety małp

Teraz już wiem. Jestem wyjątkowo nieczuły.

Moje serce nie daje żadnych znaków, gdy trzy lata po katastrofie smoleńskiej rząd, prezydent, delegacje partii politycznych, Kaczyński z kolegami i rzeszą zwolenników, ciągle odgrywają żałobników.

Myślę nawet, że to niezdrowe.

Nie czuję powodów, dla których 1o kwietnia miałby się stać dniem ogólnonarodowej zadumy, wieczornic, mszy, manifestacji i na co tam jeszcze kto nie wpadnie.

Rozumiem rodziny ofiar – ich prawo cierpieć choćby do końca życia. Takie jak prawo każdego z nas po utracie bliskiej osoby.

Reszta? Reszta udaje albo naprawdę nie ma co robić.

Nie chcę kraju wlokących się cmentarnymi alejami konduktów, wydumanych przemówień, rozgrywanej śmiertelnej powagi, gigantycznych wieńców i flag, zawodzonych bez skrupułów pieśni, największych na świecie pomników.

Nauczmy się siebie szanować za życia, a po śmierci dajmy już spokój.

Wiem – jestem wyjątkowo nieczuły…

Reklamy

Jakiż piękny upadek


ilustr. Nacho

ilustr. Nacho

Co się dzieje? Notowania Platformy spadają na łeb na szyję, a PiS znacząco zwycięża w sondażach. Nawet, jeśli te ostatnie są niewiarygodne, to jesteśmy świadkami pięknego upadku. Donaldowi Tuskowi będzie teraz niezwykle trudno powiedzieć podczas swojego kolejnego exposé coś takiego, co odmieni kierunek trendu. Kto mu jeszcze wierzy?

Czytaj dalej

Rosyjskie klonowanie (tekst nieco dłuższy;))


Strona niejakiego "ihistoriana" (ilustr. Tomek Nacho)

Strona niejakiego „ihistoriana” (ilustr. Tomek Nacho)

Nie ukrywam, że jestem sfrustrowany. Nie napiszę o frustracjach osobistych, ale o tej, która dotyczy mojej dzisiejszej aktywności w sieci.

Korzystając z Google+, wdałem się w dyskusję polityczno – historyczną z Rosjanami.

Czytaj dalej

Rozmówki małżeńskie 18


Rozmówki małżeńskie 18 (ilustr. Nacho)

Rozmówki małżeńskie 18 (ilustr. Nacho)

Mówi się, że było już wszystko. Zbrodniarz, zdrajca, morderca, kłamca, agent, chamstwo, łajdactwo… Ależ, ależ drodzy politycy! Macie przyszłość długą i ciekawą. Przed Wami ostatni etap zabawy – pozostało w języku polskim jeszcze parę mocniejszych słów, których nie wykorzystaliście…

Nagle przygrzało


Polska prawica w Budapeszcie - ilustr. Nacho (wykorzyst. zdj. "Happy people" z worddreams.wordpress.com

Będzie o pogodzie.

Przygrzało znacznie i gwałtownie. Po okresie chłodów zjawisko to okazuje się niebezpieczne dla części obywateli.

Odurzenie ciepłem powoduje swego rodzaju błogostan i irracjonalne samozadowolenie, a u najmniej odpornych euforię. Zbieg okoliczności jakiś, że przyswajalność promieni słonecznych u sympatyków prawicy jest na dodatek gorsza. Ach i to skojarzenie z wrednym logo Platformy Obywatelskiej.

Czytaj dalej

Kaczyński o wynoszeniu z domu


ilustr. Nacho (wykorzyst. zdj. z forum/Pitbul.pl)

Jako dziecko wyniosłem z domu zegarek, żeby się pochwalić przed koleżankami w przedszkolu. Dostałem potem lanie (jeszcze było wolno) i od tej pory nic nie wynoszę.

Zauważył to dziś Jarosław Kaczyński i przekazał mi oraz innym, co to nic nie wynoszą, wyrazy współczucia.

Bóg zapłać!

Bo wynieść – prócz zegarka – powinienem patriotyczne pojmowanie ojczyzny naszej, zwanej Polską.

Znalazłem się w elitarnym gronie, bo jest ze mną przynajmniej Radosław Sik0rski , który chce nasz ukochany kraj zdemontować, oddać we władanie Unii Europejskiej (czytaj Niemców).

Czytaj dalej

Diabeł nie tkwi w niczym


Ziobro czy Kaczyński - co to za pytanie (ilustr. Nacho)

Poza apokalipsą w postaci europejskich problemów finansowych, wyjątkowe zainteresowanie w ostatnich dniach budzi w mediach nieco krytyczny stosunek pana Ziobry do pana Kaczyńskiego. Mowa, że PiS się przełamie, odłamie i Bóg wie czym to się skończy.

Jakoś nie słyszę jednak, co miałoby to oznaczać. Bo słyszeć nie mogę.

Nie oznacza to nic, a diabeł nie tkwi w żadnych szczegółach.

O ile wyodrębnienie PJN ma racjonalne uzasadnienie, to rywalizacja Ziobro – Kaczyński jest czystą iluzją. Między panami nie ma żadnej różnicy programowej, obydwaj stosują identyczne metody, obydwaj mają podobne cele. Różnica w wieku i wyglądzie to za mało, by się tym zajmować.

Jeśli dojdzie do cudownego rozmnożenia jednej XIX-wiecznej partii w dwie XIX-wieczne partie, to jedynie zamieszanie w naszym grajdole stanie się jeszcze większe. Czego nikomu nie życzę…

Obnażanie…


W tym momencie przeczytałem, że w internecie wrze po wczorajszej rozmowie Lis – Kaczyński i że tzw. opinia publiczna jest niemal równo podzielona. W części tekstów używa się też słowa „obnażanie”, co jednak oznacza, że bezwiednie trafiłem w sedno. Moje zdanie znacie…

Oto przykład z pola walki…

Obnażanie u Lisa


Tomasz Lis i Jarosław Kaczyński w TVP2 - ilustr. Nacho

Dość monotonna i grzeczna kampania wyborcza sypnęła iskrami na ostatniej prostej. Oto nie będący w najlepszej formie Tomasz Lis i jego gość Jarosław Kaczyński w formie dwuznacznej, czyli z uśmiechem permanentnym.

Tomasz Lis był w drugiej połowie programu po prostu wściekły i – niestety – to było widać. Zdaje się, że jednak zasługuje na miano najlepszego polskiego dziennikarza politycznego, bo – mimo irytacji i pomyłek, udało mu się obnażyć prezesa PiS, jak nikomu w tej kampanii.

Czytaj dalej

Wybory przekalkulowane


Od jakiegoś czasu trwa na nas polowanie. Poluje Platforma Obywatelska, dzierżąc w dłoniach wyimaginowany kalkulator. Ofiarami nie mogą być jedynie zwolennicy PiS, bo ci są zbyt oporni na słowa ze strony Pomarańczowych.

Wszyscy pozostali (w tym niżej podpisany) są pod nieustannym obstrzałem. Dzisiaj do łowców dołączył Sławomir Nowak (którego skądinąd lubię).

I śpiewka jest zawsze ta sama – nie warto oddawać głosu na kogokolwiek innego niż na PO, bo inaczej głosujemy na PiS. Makiawelizm tego przekazu ma uzasadnienie w liczbach, ale z demokracją mu nie po drodze.

Ja mam ochotę żyć w kraju, gdzie na ulicy spotykam różne barwy obywatelskiej świadomości. Jeśli przyjdzie nam żyć pod rządami Małego Brata, trudno. Rozejrzę się i pomyślę, ileż to wokół naiwności i kołtuństwa.

Cieszyłbym się jednak, gdyby te wybory pokazały, że różnimy się między sobą bardziej subtelnie niż różni się PiS od Platformy. Jeśli więc ktoś ma ochotę głosować na Pomarańczowych, to niech to zrobi dlatego, że nie znalazł nikogo, kogo bardziej lubi, akceptuje, komu bardziej ufa i parę innych „bardziej”. To samo, jeśli zagłosuje na PiS, SLD, RP, PJN czy PSL. Byle szczerze.

Przez ostatnie lata wmówiono nam skutecznie, że bój między PO i PiS to NASZ bój i mamy się zdecydować, po której jesteśmy stronie. Otóż nie jest to nasz bój i nie musimy wybierać z dwóch kolorów. Jeśli nasz głos okaże się w końcu bez znaczenia (bo szczerze i z przekonaniem głosowaliśmy na gościa nr 57 z listy 239), to potem stańmy spokojnie przed lustrem i zachwyćmy się naszą uczciwością. Wobec nas samych.

Superman jednego dnia


Tusk - Superman jednego dnia

ilustr. Nacho

Premier Tusk miał dzisiaj swój dobry dzień. Może nawet najlepszy w minionej kadencji, choć wątpię, by premier był tego świadom.

W szczycie kampanii przedwyborczej spotkał się z reprezentacją kiboli i miał odwagę nie zgodzić się na żądania, które ta specyficzna społeczność stawiała. Miał odwagę stanąć po stronie tych, którzy kibolami nie są. Stracił zapewne dziesiątki głosów, choć wątpliwe, by korzyść z tej porażki odniosło Prawo i Sprawiedliwość.

Dzisiaj nawet prezes Kaczyński nie pozostawił złudzeń, że łamania prawa na stadionach nie akceptuje.

Donald Tusk pokazał się nam jako mąż stanu wiedzący czego chce i nie puszczający koniunkturalnie oka do wszystkich tylko dlatego, że ci „wszyscy” mogą się kiedyś do czegoś przydać.

Mało było takich chwil w ostatnich latach i szkoda, że ta niezwykła dzisiejsza jest eksponowanym powodem do dumy naszego Supermana.

Wyjątkowa chęć poświęcenia swego czasu na spotkanie z marginesem, którego istnienie kosztuje nas wszystkich reputację, pieniądze, a niejednokrotnie zdrowie, każe jednak przypomnieć, że w Polsce byłoby się z kim spotykać, by omawiać sprawy znacznie ważniejsze.

Do tego też trzeba mieć dużo odwagi. Może nawet więcej niż tej pokazanej dzisiaj.

 

Wolność niekoniecznie totalna…


TO SIĘ WAM NIE SPODOBA…

fot. free stock photo/ modyf. Nacho

Trwająca dyskusja na temat wolności słowa w internecie i – przyznaję – niewspółmiernej akcji wobec twórcy jakiejś obraźliwej wobec prezydenta witryny, zaskoczyła mnie niemal jednomyślnością polityków. Generalnie „wolność słowa jest wartością najwyższą” i trzeba się liczyć z efektami ubocznymi i je zaakceptować.

Bzdura! Jest w kodeksie kara za używanie wulgarnego słownictwa w miejscach publicznych (martwy przepis, ale jest…), jest zakaz prezentowania w telewizji pornografii, treści antysemickich i Bóg raczy wiedzieć jakich jeszcze; nie wolno propagować nazizmu i komunizmu, alkoholu i papierosów; nie wolno pokazywać twarzy przestępców (chyba że będzie specjalna zgoda sądu). Mógłbym jeszcze wymieniać… Wyobrażacie sobie teksty, zdjęcia i słownictwo z części stron internetowych w telewizyjnej Jedynce? Dwójce? TVN? Polsacie?

Czytaj dalej