Tylko Żalka żal…


Poseł Żalek z PO (ilustr. Nacho - wykorzyst. fot. Anatola Chomicza)

Poseł Żalek z PO (ilustr. Nacho – wykorzyst. fot. Anatola Chomicza)

Kolejny raz zastanawiam się, kto wpada na pomysł wysłania do mediów posła Żalka. Poseł Żalek reprezentuje ponoć Platformę Obywatelską i w stylu charakterystycznym dla niej (ach ten czarownie przyklejony uśmiech!) obwinia rozmówców o absurdy i banialuki. Ponadprzeciętnie sam wpada w sidła absurdu, kiedy próbuje udawać, że zna się na prawie.

Jak zwykle w Platformie wszystko jest u niego cacy. Obecne przepisy nie dyskryminują nikogo, a konstytucja gwarantuje wszystko, o czym obywatel może sobie pomarzyć. W tym raju, jeśli mniejszość chce jakiś specjalnych uregulowań, to odstaje od najnowszych trendów kazuistycznych i od tego, co najmodniejsze.

Skoro jednak konstytucja reguluje już wszystko, to prosiłbym pana Żalka o jakąś inicjatywę prawodawczą, by zlikwidować setki niepotrzebnych przepisów (np. w kodeksie karnym), które jakieś grupy społeczne (choćby niepełnosprawnych, duchowieństwo, dzieci itd.) w określonym zakresie faworyzują. Prosiłbym, by doprowadził do wykreślenia przepisów o karach za sianie nienawiści wobec wyznawców religii lub osób o innym kolorze skóry. Po co mnożyć byty, panie pośle. Konstytucja zapewnia równość i nie pozwala na dyskryminację. Wystarczy, prawda!

Reklamy

Polscy piłkarze jak przekupki ze Wschodu


Mogło się zdarzyć na rynku w Łodzi (ilustr. Nacho)

Mogło się zdarzyć na rynku w Łodzi (ilustr. Nacho)

Mamy wyjątkowy talent do pokazywania innym, że są mniejszej wartości, że my jesteśmy lepsi, wyżsi kulturowo albo bardziej światowi.

Od dawna obserwuję na rynkach i placach targowych dziwną manierę zwracania się do wszelkich handlarek zza wschodniej granicy per „ty”. Zupełnie jak do prostytutek (chyba). Sprzedająca dziwne przedmioty kobieta z Białorusi, Ukrainy czy Wietnamu nie jest „panią”, choćby czterdziestka na karku była już tylko jej wspomnieniem. To samo z polską kobietą handlującą kapustą kiszoną byłoby nie do pomyślenia.

Czytaj dalej

Skansen


Znaczących kandydatów we francuskich wyborach prezydenckich jest czworo. Kampania „SOS homophobie” przygotowała więc 4 plakaty, na których jednopłciowe pary przekonują, że nieoficjalnie już i tak są rodzicami, a przydałoby się, by zaakceptowano ten fakt oficjalnie.

Bo we Francji nikt nie zabrania zawierania związków partnerskich i olbrzymia większość ludzi nie ma nic przeciwko temu. Trudno dziś znaleźć francuski film bez wątku gejowskiego. Fakty zaakceptowano i uznano, że nie wpływają nijak na życie społeczne. Nie ma publicznego zgorszenia, a dzieci rodzi się więcej.

W USA o gejach wypowiada się oficjalnie obecna władza.

Hillary Clinton - o akceptacji praw gejów ( źródło:Carter Gibson)

Hillary Clinton - o akceptacji praw gejów ( źródło:Carter Gibson)

Hillary Clinton mówi rzeczy oczywiste – że geje są w każdej społeczności, rasie, wierze; że są nauczycielami, rolnikami, bankierami, żołnierzami i sportowcami. A skoro zdajemy sobie z tego sprawę, to zauważamy, że są też w naszych rodzinach, wśród naszych przyjaciół i sąsiadów. Bycie gejem to nie jest zachodni wynalazek – to ludzka rzeczywistość.

W Berlinie i Paryżu (lecz nie tylko) gejami są rządzący miastem. Minister Sikorski bez oporów podaje rękę Guido Westerwelle, który jest jego niemieckim odpowiednikiem i ma męża. Uśmiecha się do Jóhanny Sigurðardóttir, pani premier Islandii, która jest otwartą lesbijką i ma żonę. Robi to też pan Tusk i nie widzi w tym zapewne nic nadzwyczajnego.

A na miejscu, w naszym skansenie?

U nas żadna stacja nie puszcza teledysku Justyny Steczkowskiej, gdzie dwóch facetów jest ewidentnie parą.

Czas sprzedawać bilety za wejście do skansenu…

Chuchaj, dmuchaj, a łobuz wyrośnie


Litwini celebrują litewskość (fot. AP)

Litwini celebrują litewskość (fot. AP)

Od lat Polska stosuje wobec Litwy taryfę ulgową. Ja również byłem przekonany, że to najlepsza metoda na wyraźny nacjonalizm i obawy przed „imperium znad Wisły”, z jakimi mamy do czynienia u naszych północno-wschodnich sąsiadów.

Na wszystko patrzyliśmy z łagodnością i pobłażaniem mądrzejszego, starszego brata. Tłumaczyliśmy sobie samym, że ONI po prostu się boją, że walczą o tożsamość, podmiotowość, że budują własną (tyle razy w przeszłości tłamszoną) historię.

Wygląda na to, że nie stawiając spraw jasno i dobitnie wychowaliśmy sobie pod nosem butnego łobuziaka. Czas zacząć stawiać wymagania, egzekwować prawo – o ile nie jest za późno…

Czytaj dalej

Listy o nienawiści


Artykuł w "20 Minutes" ze zdjęciem rodziców François Chenu

Artykuł w "20 Minutes" ze zdjęciem rodziców François Chenu

Jest noc z 13 na 14 września 2002 roku. François Chenu idzie przez park we francuskim Reims. Ma 29 lat. Nie wie, że wrześniowa noc będzie dla niego ostatnią.

W tym samym czasie trzech miejscowych skinheadów wpada na pomysł, by „stłuc pedała”. Jeden ma dopiero 16 lat.

Parkowy staw będzie miejscem, gdzie kaci spotkają się z przypadkową ofiarą.

Czytaj dalej

Kobiety i mężczyźni – równanie nierównego


Oslo - jedna z prac Wiegelanda (fot. Nacho)

8 marca jako Dzień Kobiet jest dla mnie od lat zagadką nieodgadnioną. Może dlatego, że brak mi wyobraźni do dyskryminowania kobiet w jakikolwiek sposób.

Wręczanie kwiatków wymuszone niekiedy okolicznościami powoduje, że odbiera mi głos i rozum.

Płeć żyjąca dłużej i zdrowiej, na ogół wykonująca lżejsze od tej drugiej prace wygląda z reguły na bardzo zadowoloną z okazywanych hołdów. Nie wiem, czego hołdy dotyczą. Jeśli chodzi o urodę, to dziwne, że ma to być raz w roku. Jeśli chodzi o macierzyństwo i dzieci – okazje będą w maju i czerwcu.

Jeśli idzie o zrównanie praw z mężczyznami – zakładam, że od strony formalnej walka dawno zakończona. Popierając feministki walczące na manifach o różne rzeczy, odnoszę się do przypadków przedmiotowego traktowania kobiet w różnych sytuacjach i ewentualnie poniżania kobiet w niektórych dalekich krajach.

Powody do manif (choć przyjęło się, że dotyczą one wyłącznie pań) mieliby także faceci, ale jeszcze na to nie wpadli.

Czytaj dalej

Gdzie ja żyję…


ilustr. Nacho/ wykorzystano fot. Radia Lublin

Elena Pawłowa, rosyjska specjalistka Międzynarodowej Akademii Nauk Ekologicznych miała wykłady na lubelskim UMCS.

Z Lublina miała jechać do Warszawy, więc – wraz z opiekującym się nią doktorantem – udała się na miejsce, skąd odjeżdżają do stolicy busy firmy Contbus.

Tam nie chciano jej wpuścić do tego „ekskluzywnego” pojazdu, bo – zdaniem kierowcy – budziła odrazę.

Wstydzę się już na samą myśl, co o sprawie pisał protestujący doktorant. Udowadniał on, że starsza kobieta była czysto, schludnie, choć niemodnie ubrana. Mam lekkie mdłości na samą myśl, jak ta przepychanka na przystanku mogła wyglądać.

To już nie wstyd za Polskę, to coś gorszego. Nie przychodzą mi do głowy odpowiednie słowa, ale z łatwością wyobrażam sobie taką sytuację ileś lat temu w RPA albo w 1938 roku w berlińskim tramwaju.

Co ja mogę zrobić? Nazwy „Contbus” postaram się nie zapomnieć – nigdy nie skorzystam z ich usług i namawiam innych, by postąpili podobnie.


źródło: artykuł Magdaleny Bożko w Dzienniku Wschodnim

Łódź. Holocaust. Wyjątkowe zdjęcia.


Logo instytutu Yad Vashem w Jerozolimie

Dzień Pamięci Holocaustu przypada w tym roku na początku maja. Dokładnie nie wiadomo kiedy, bo i Żydzi różnią się tu w opiniach. Co to jednak za różnica. Nie mogę przejść obojętnie obok masowej zbrodni, która rozgrywała się także tu – parę ulic od mojego domu… Czytaj dalej

Legia Honorowa dla Różowego Trójkąta nr 7952


fot.internet/modyf. Nacho: naznaczeni w życiu - naznaczeni w obozie

Sprawiedliwość wygrała gonitwę z czasem. We francuskim Puteaux (Hauts-de-Seine) wręczono przedwczoraj Legię Honorową ostatniemu żyjącemu więźniowi Buchenwaldu, który trafił do obozu za swój homoseksualizm.

To najwyższe francuskie odznaczenie pierwszy raz trafiło do ofiary nazizmu prześladowanej za swą orientację seksualną.

97-letni Rudolf Brazda, sudecki Czech (ale z niemieckojęzycznej rodziny), osobiście uczestniczył w uroczystości. Nie krył zadowolenia, że w ten sposób uhonorowani zostali wszyscy ci (a szacuje się, że w czasie III Rzeszy dotyczyło to 15-20 tys. osób), których deportowano do obozów za ich orientację.

Czytaj dalej

Węgrzyn bez winy


zobacz w powiększeniu...Nie ulega dla mnie wątpliwości, że karanie posła Platformy Obywatelskiej Roberta Węgrzyna za wypowiedź o gejach i lesbijkach jest zupełnie niedorzeczne. W końcu prócz patrzenia na baraszkujące lesbijki, lubi także Celine Dion i Seweryna Krajewskiego…

Pan Węgrzyn jest spod znaku Panny, co również go usprawiedliwia.

Tłumaczy go i to, że na Uniwersytecie Jagiellońskim studiował na wydziale STOSUNKÓW Międzynarodowych.

Ma też pieska Czikę, co mówi samo za siebie…

Czytaj dalej

Autystyczny recepcjonista


Historia jest zupełnie autentyczna, choć wolałbym, by nie była.

W jednym z paryskich szpitali specjalistycznych, w zgodzie z przepisami nakazującymi zatrudnianie osób niepełnosprawnych i w zgodzie z poprawnością wszelaką, zatrudnia się w recepcji osoby autystyczne.

Efekt jest taki, że wchodząc do budynku i chcąc się czegoś dowiedzieć, stajemy przed osobą, która patrzy na nas z zainteresowaniem, ale i lękiem.

Patrzy, gdy zadajemy pytanie, ale też i potem. Następuje cisza i intensywna wymiana spojrzeń. Powtórzenie pytania niczego nie zmienia. Odpowiedzi nie uzyskamy. Francuzi opowiadają sobie o tej sytuacji z rozbawieniem, ale są też nieco zażenowani.

Jak tu teraz – zgodnie z poprawnością – wyperswadować taki pomysł dyrekcji szpitala, nie urażając pana portiera.

Autystyczny recepcjonista odzywa się czasami – dokładnie wtedy, gdy ma na to siły i ochotę. Najczęściej, gdy sam chce zadać pytanie.

Podobno miała to być forma terapii. Mam nadzieję, że pomysł wynikał przynajmniej z życzliwości, a nie złośliwości.

U Lisa nieuleczalnie i wenerycznie


Wczorajszy program „Tomasz Lis na żywo” (możesz w całości zobaczyć tutaj…) był jak późne stadium choroby wenerycznej – niby pacjent żywy, lecz spustoszenie ogromne. Pacjent to obecni w studiu politycy Prawa i Sprawiedliwości. Niestety, ci spoza studia w większości także…

Właściwie nie ma już co leczyć. Użyto najsilniejszych antybiotyków i najnowocześniejszej kuracji. Na próżno.

Sprawa jest chyba zupełnie beznadziejna.


Pochodzę z rodziny typowo polskiej. Ślady problemów ze stosunkiem do Żydów przewijały się sporadycznie przez moje dzieciństwo. Pamiętam, gdy babcia mówiła, że wybuch II wojny światowej pokazał – ku zaskoczeniu – że choćby w sprawach aprowizacyjnych we wrześniu 1939 roku chętniej pomagali mojej rodzinie łódzcy Niemcy niż Żydzi. Że Żydzi to był brud, smród i ubóstwo. Przed gettem jeszcze.

Takie stereotypy, z których niewiele wynikało. A jednak.

Przez większą część życia nie spotkałem Żyda, nie wiedziałem jak takie spotkanie miałoby wyglądać. Jeśli już, spodziewałem się jakiegoś lekko nieprzyjemnego i nieokreślonego wrażenia. W każdym razie spotkanie Żyda uznałbym za godne odnotowania. Potem spotkałem szewca i aktorów. Było najzwyczajniej w świecie, ale jakoś tak „specjalnie”.

To „specjalnie” rozumiem dopiero od niedawna. Leciutko śmierdzący antysemityzm był ze mną zawsze.

Temat był dla mnie fascynujący i niepojęty. Jak mogłem mieć jakieś uprzedzenia nie znając Żydów?

Holocaust i jego skala nie mieściły mi się w wyobraźni…

Ostatni rok to zmasowana lektura książek i liczne filmy na ten temat. Po wielu latach ponownie obejrzałem wielogodzinny film „Shoah”. Kiedyś wydał mi się strasznie nudny. Dziś myślę, że to arcydzieło prostoty i emocji.

Po pewnym czasie nie miałem już wątpliwości, że jako nacja maczaliśmy w tragedii holocaustu palce. To jasne jak słońce i proste jak drut. Maczaliśmy nie przy pomocy marginalnych ohydnych zbrodni, ale dość powszechnie. Czasami przez czyn, czasami przez przyzwolenie. Najczęściej przez udawanie, że wokół nas nic się nie dzieje.

Kropka. To rola Polaków, pomimo setek przykładów współczucia, bezinteresownej pomocy i odwagi.

I oto wczoraj słucham jak panowie z PiS-u opowiadają jakieś straszne dyrdymały, są obrzydliwi w swym obronnym bełkocie. Bredzą, bo im się wydaje, że bronią narodu i bronią polskości. Atakowanych przez – a jakże – całą resztę.

Po programie było mi niedobrze, bo nie chciało mi się wierzyć, że można tak udawać i tak fałszować. W „żywe oczy”. Powoływać się na takie „autorytety”, które to z nas czyniły największych męczenników i bohaterów.

Jesteśmy smutnym narodem pozbawionym umiejętności patrzenia w lustro. Smutnym narodem, którego spora część gotowa bić i szczuć w obronie pseudo-honoru, pseudo-patriotyzmu i pseudo-religijności.

Tomasz Lis podjął temat trudny, ale – wydawałoby się – nie beznadziejny. Nie znam kraju w Europie, który nie musiałby się wstydzić za jakąś część swej historii. Powinno być nam łatwiej, bo jako ludzie mamy prawo popełniać błędy. A rozumiejąc je, możemy sobie wybaczyć.

Niestety, co najmniej 1/3 z nas (optymistycznie licząc) żyje w błogostanie obłudy i nienawiści. Oficjalnie nikt nie jest antysemitą, nieoficjalnie – droga do powiedzenia prawdy o nas samych (nie o Żydach, Niemcach, Rosjanach – bo w tym jesteśmy niezastąpieni) jest jeszcze bardzo długa…

ilustr. Nacho z wykorzystaniem źródła: Meritum

O kobietach dzień po…


Utytułowani ludzie bronią niszowego, ale ponoć wartościowego pisma „Liberté!”. Mało kto o nim słyszał, więc pewnie dlatego chcą mu obciąć dotacje. Jest list otwarty w tej sprawie i publikuje go Gazeta Wyborcza.

Pod listem 36 podpisów wielce szacownych osób. Osoby szacowne to mężczyźni. Są też 2 szacowne kobiety. Takie kandyzowane wisienki na torcie.

List zajmie mało kogo, choć pewnie nieco spopularyzuje periodyk.

Podpisy zajęły mnie, bo fantastycznie pokazują miejsce pań w polskim życiu publicznym.

Wczoraj jakaś dyskusja popołudniową porą w czołowej stacji informacyjnej. Miejsce kobiet w polityce. Jest relacja z utworzenia kobiecego gabinetu cieni. I te uśmieszki prowadzących, te drobniutkie, a jednak mało finezyjne docinki.

Kobieta w Polsce jest „obiektem” niepoważnym. Pojawia się jako dodatek do garnituru, wtedy, kiedy tym noszącym garnitur wydaje się to ostatecznie niezbędne. Kobieta ma urozmaicać debatę publiczną, dodawać jej wdzięku i kolorytu.

Kobieta ma udowadniać, że mężczyzna jest tolerancyjny i otwarty na cały, wielki świat zjawisk niezwykłych.

Polska kobieta XXI wieku nadal nie jest partnerem i poważnie traktowanym adwersarzem.

Są naturalnie wyjątki, ale – jak wszyscy wiemy- żyjemy w kraju cudów, więc coś odstającego od reguł tego świata może się zdarzyć.

Nikt nie zastanawia się dziś na poważnie , czy nie jest jednak tak, że to właśnie kobiety są dziś największymi osobowościami nudnej, narcystycznej i zacietrzewionej klasy politycznej. Na poważnie nikt nie przelicza, jak istotne są różne codziennie upubliczniane zarzuty wobec rządzących masowo mężczyzn i jak często mamy ich wszystkich serdecznie dosyć. I jak rzadko dotyczy to pań (z poprawką dotyczącą ich procentowego udziału w przeróżnych gremiach).

Nikt nie czyni porównań i nie wspiera tu kobiet na poważnie, bo na poważnie nie mają tu szans.

Nie robi tego nawet większość samych kobiet, no bo jak przyjdzie co do czego to przecież mężczyzna jest bardziej godny zaufania, choćby pijak i awanturnik.

W Polsce o rasizmie, ksenofobii i dyskryminacji mówi się w odniesieniu do Arabów, Żydów, gejów.

Panowie, nie trzeba szukać tak daleko!

PS. O żadnym z poruszonych tu zjawisk nie mówi pani Radziszewska, bo z reguły nie mówi w ogóle o sprawach istotnych. Polskim paradoksem jest fakt, ze ona też jest kobietą.