Pan Bóg i DNA


DNA (ilustr. 123rf.com)

DNA (ilustr. 123rf.com)

Tak podobno TO wygląda. TO, czyli DNA. Nie wiem, nie widziałem.

Tak też mniej więcej ma wyglądać DNA posłanki Grodzkiej. I gdy przyjrzą się temu fachowcy, to od razu wiedzą, że posłanka Grodzka to facet z krwi i kości.

Ci fachowcy to od kilku dni politycy prawicowi blisko związani z Kościołem i kierujący się nauką tegoż.

Ich wywody mają dowodzić niestosowności sejmowego „awansu” Anny Grodzkiej i niemożności zaakceptowania tego „dziwactwa”.

DNA najprawdopodobniej potwierdzi pierwotną płeć, a i okaże się pomocne w wielu innych sytuacjach. Nie wątpię nic, a nic.

Paradoks polega jednak na tym, że nagle czynnik boski odsunięto w cień. Nagle wszyscy na prawicy podpierają się osiągnięciami nauki, nagle wiara ufa laboratoriom. Nagle nie ma żadnych sprzeczności i dyskusji.

Nauką nie da się już wesprzeć przy związkach partnerskich – wtedy wygodniejszy jest Bóg i święte księgi. Posłanka Grodzka nie została jednak przez Pana Boga omówiona i oceniona, stąd bezradność i pęd ku wiedzy. Pozostaje ciągle otwarte pytanie o płeć Pana Boga. Wyniki badań genetycznych mogą być zaskakujące.

 

Reklamy

Wskaż 5 różnic między Grodzką a Kempą


Anna Grodzka kontra Beata Kempa (zdj. z internetu)

Anna Grodzka kontra Beata Kempa (zdj. z internetu)

Szala umysłowego dziwactwa chwieje się w Polsce coraz niebezpieczniej. Typowanie przez Ruch Palikota posłanki Grodzkiej na stanowisko wicemarszałka Sejmu uznawane jest przez krakowskiego socjologa Jarosława Flisa (dzisiejsza rozmowa w TVN 24) za próbę zaogniania sytuacji, rodzaj happeningu i robienie niepotrzebnego zamieszania na naszej scenie politycznej. Tak myśli – niestety – wielu: od Solidarnej Polski, przez PiS po SLD (co jest już kuriozum).

Panu Flisowi z niczym dziwnym nie kojarzy się ewentualna kandydatura posłanki Kempy na analogiczne stanowisko, bo Solidarna Polska uznała, że to dobry moment, by pokazać, że też się liczy. To ostatnie jest zresztą poniekąd racjonalne, ale to inny temat.

Oto więc dwa zdjęcia i prośba o znalezienie szczegółów (pięciu, siedmiu albo czterdziestu dwóch), które powodują, że Anna Grodzka jest be, a Beata Kempa a jakże. Już znaleźliście?

Anna Grodzka jest obywatelką RP, ma pełne prawa do zajmowania stanowisk, jest posłanką sporego klubu, osobą kulturalną i – jak sądzę – pracowitą. Na domiar złego, jest inteligentną kobietą. KOBIETĄ, bo tak, w zgodzie z prawem, uznano w tymże kraju.

Dla dużej części śmiejących się pod większym lub mniejszym nosem dyskutantów, decydujący jest fakt zmiany płci i uroda, o której godzinami może mówić słynna profesor Pawłowicz.

Co do urody, niech każdy ocenia według uznania (zdjęcia do dyspozycji).

Zmiana płci ma tyle wspólnego z byciem marszałkiem czy prezydentem, co przeszczep nerki, leworęczność,  krótkowzroczność czy rude włosy.

Może więc usłyszę wreszcie, co merytorycznie nie pasuje panu Flisowi, panu Ziobro, lewym panom z SLD i kobiecie o nazwisku Pawłowicz w kandydaturze Ruchu Palikota. Nie usłyszę, prawda?

Zdziwaczała panna?


Krystyna Pawłowicz (fot. internet)

Krystyna Pawłowicz (fot. internet; oprac. Nacho)

Gdybym posługiwał się językiem posłanki Krystyny Pawłowicz z PiS, ten tekst musiałby wyglądać mniej więcej tak:

O związkach partnerskich wypowiadała się ostatnio jakaś dziwna osoba. Samotna, taka co nigdy faceta nie znalazła i nie dorobiła się nawet dzieci. Ciekawe, jak się pociesza?

Bezproduktywnie dla polskiego państwa spędza czas na jakiejś uczelni w Ostrołęce i nawet nie wspiera polityki prokreacyjnej własnej partii. Najważniejszych rzeczy dorobiła się za komuny. Skoro wtedy skończyła studia prawnicze, to widać miała spore znajomości. Komentuje w Radiu Maryja, gdzie ukrywa się wielu z osobistymi problemami.

Nie napiszę tak jednak, bo nie wypada, a bliźniego szanować wskazana rzecz.

Niemal dokładnie takim językiem i używając argumentów tej klasy posługuje się ta kobieta. Ten poziom narracji jest wstydem dla polskiego życia naukowego (bo to doktor, profesor i Bóg wie, kto jeszcze w jednym ), co środowisko to już zauważyło. Jest też wstydem dla Prawa i Sprawiedliwości – nawet uwzględniając skrajny konserwatyzm tej partii… W maglu, do którego oddaję obrusy, poziom dyskusji jest znacznie lepszy.

Słów o Annie Grodzkiej cytować nie mam zamiaru – tu fragment sejmowych wypowiedzi Pawłowiczówny:

„W relacjach homo nie ma żadnego pożycia, jest najwyżej jałowe użycie drugiego człowieka, traktowanego jak przedmiot”. Podkreślała, że proponowane związki mają cel „czysto hedonistyczny, autodestrukcyjny dla człowieka, partnera, członków jego rodziny, mają zapewnić na koszt społeczeństwa i budżetu, ale nie w interesie społecznym wygodne i łatwe praktykowanie egoistycznych pragnień”.*


*cytat z PAP/wp.pl