Pionierzy


fot. Jérôme Mars - JDD

fot. Jérôme Mars – JDD

Patrząc na to zdjęcie trudno się nie uśmiechnąć. Panowie Alain i Jean-Marc beztrosko trzymają się za ręce i są przykładem dobrego odżywienia. Zapewne mają też poczucie humoru, bo do gazetowej fotografii zdecydowali pozostać na tym spacerze w domowych pantoflach.

Nic nie jest udawane, a Alain (z lewej) jest w końcu kucharzem, więc nawet brzuch ma tu swoje uzasadnienie. Wszystko jak w starym dobrym małżeństwie. Z wiekiem upodobnili się do siebie, choć dzieli ich 14 lat – Alain ma ich 71, Jean-Marc (z zawodu kolejarz) 57.

Gdybyście zajrzeli do ich domu, obraz byłby jeszcze pełniejszy. Welur, koronki, frędzle, abażury, stary zegar. Białe okiennice. Jak u innych emerytów z maleńkiego Fossoy we Francji, gdzie mieszkają.

Parę wyróżnia właściwie tylko to, że właśnie planuje swój ślub. Bo teraz będzie to już legalne.

Już teraz nie walczą, by być pionierami. Swoje miejsce w historii zdążyli zapisać. Jean-Marc i Alain są pierwszą w historii francuską parą, która , która zawarła PACS w Trybunale Najwyższej Instancji w Chateau-Thierry w 1999 roku. Tak niedawno, ale i dawno zarazem. Był 3 grudnia, ale o tym Alainowi musi z lekkim wyrzutem przypomnieć partner.

Jeszcze wcześniej, w 1982 roku, obydwaj przeżyli powiew wolności, gdy homoseksualizm ostatecznie zdepenalizowano (zrównanie wieku). I pomyśleć, że Polska zrobiła to dokładnie pół wieku wcześniej (1932 r.).

Do zrównania praw gejów sami się zresztą przyczynili. Uczestniczyli w gay-pride (poznali się przy tej okazji), Alain angażuje się w działalność „Związku przedsiębiorców gejowskich”. W końcu obydwaj walczą do dziś o uznanie dla homoseksualnych ofiar deportacji.

Nie narzekają, ale pamiętają. Alain pamięta, jak matka wyrzuciła go z domu po odważnym coming-out. Pamięta jak sytuację w domu opanowała babcia, oferując jego partnerowi nawet miejsce w rodzinnym grobie.

Pamiętają też czas AIDS, gdy niemal nie było tygodnia bez pogrzebu. Pamiętają, jak poprzedni mer Fossoy zamierzał ich wyrzucić z miasteczka, gdy przyszli po dokument potwierdzający konkubinat. Mer kompletnie przepadł w późniejszych wyborach, a dziś para uczestniczy w spotkaniach lokalnego koła emerytów. „Normalnego” koła.

Świadomość, że pierwsi we Francji zawarli związek partnerski nie zmieniła ich życia, choć piękny reportaż znalazł się o tym nawet w „Marie-Claire”.

Właściwie chcą już odpocząć, poczuć że są na emeryturze. Często jeżdżą do Paryża, wreszcie mogą uczestniczyć w koncertach, wystawach czy przedstawieniach teatralnych. Może najbardziej wyróżniają ich te pantofle na zdjęciu – w każdym innym związku żona by do tego nie dopuściła…


więcej: Christel De Taddeo – Le Journal du Dimanche