Wrzawa


Mierzyć prędkość można także z mostów (fot. iStockphoto)

Mierzyć prędkość można także z mostów (fot. iStockphoto)

Burza jaka rozpętała się wraz z zapowiedziami ministra Nowaka o instalacji w Polsce kolejnych radarów i projektami zaostrzenia przepisów wobec kierowców naruszających ograniczenia, jest zaiste czymś wyjątkowym.

Politycy ze wszystkich partii, obywatele kierowcy, internauci kierowcy – wszyscy jak jeden mąż ośmieszają, wyszydzają, wykrzykują i protestują. Robią to, bo nagle ktoś w Polsce postanowił egzekwować prawo, które na razie obowiązuje jakby teoretycznie.

Ktoś ośmielił się ustawiać urządzenia łapiące kierowców tam, gdzie ci od dawna uznawali znaki ograniczenia prędkości za przydrożną iluzję.

Do chóru dołączył nawet rozsądny Ryszard Kalisz, który – jak twierdzi – ma prawo jazdy od stu lat i nigdy mandatu nie zapłacił. Co więc panu Ryszardowi będą przeszkadzały jakieś „suszarki” na słupach czy w rękach policjantów?

Sprawa otarła się już o prawa obywatelskie, z czego jasno wynika, że te będą łamane, jeśli obywatele poniosą konsekwencje lekceważenia prawa z kodeksu drogowego. Dialektyka czterech kółek.

Polacy jeżdżą fatalnie (choć lepiej niż jeszcze parę lat temu): brawurowo, chamsko, egoistycznie. Nie sygnalizują manewrów, bez przerwy zmieniają pas mając za nic płynność ruchu, uśmiechają się do pieszych chcących przejść na pasach (tylko się uśmiechają).

Niegdyś podobnie było we Francji. Tam nikt się nie bawił tak jak minister Nowak. Jak ustawiano radar, to nigdy nie była to pusta skrzynka. Jak ustawiano, to nikt nie myślał o tym, by kierowcę o tym uprzejmie poinformować.

W wielu krajach mandaty są drakońskie. Poszukajcie w sieci kwot, jakie się płaci w Niemczech za przekroczenie prędkości w mieście… Tam też bywa ograniczenie do 30 czy 40 km/h. Na norweskich pustkowiach wolno jechać maksimum 80 km/h, nawet, gdy droga płaska i prosta (czyli sporadycznie). W Finlandii za bezsensowne parkowanie bezwarunkowo wystawią ci mandat i przyślą do Polski (doświadczyłem).

Minister Nowak był fair. Obok akcji zaostrzającej przepisy otworzył dyskusję nad umiejscowieniem radarów, bezsensownością niektórych ograniczeń, ilością znaków. Każdy może sypać przykładami jak z rękawa. Ja też.

Że jednak zasadnicze ograniczenia pozostaną i ich łamanie będzie jakoś egzekwowane jest oczywiste. Odwrotność byłaby absurdem, którego nikomu nie życzę.