Kraina modlitwą płynąca


Sejm to, czy kościół (ilustr. Nacho; wykorzyst. zdj. z wikipedii - aut. Kpalion)

Sejm to, czy kościół (ilustr. Nacho; wykorzyst. zdj. z Wikipedii – aut. Kpalion)

I już nadeszły TE dni. Nie, nie koniec świata. Dni pełne miłości, wspólnie śpiewanych kolęd, dzielenia się opłatkiem i dodatkowych nakryć. Boże Narodzenie.

Już w gmachu Sejmu zbiegli się w odprasowanych garsonkach i garniturach marszałkowa Kopaczowa i marszałek Borusewicz z partii wszystkich Polaków i marszałek Wenderlich z partii niegdysiejszych komunistów. Wszyscy, by pomodlić się z księdzem biskupem. Dobre słowo płynie wzdłuż Bugu, Wisły i Odry. Każdy mówi krótkie kazanie dla ludu.

Modlą się też w urzędach miast i gmin, szpitalach, domach pomocy społecznej. Im większa państwowa czy samorządowa instytucja, tym ksiądz wyższy rangą. Wszędzie zbiegną się pracownicy. Niektórzy nie zrobią tego dobrowolnie, więc wywrze się niedwuznaczny nacisk.

Wypada pomodlić się w szkole i przedszkolu. Jakiś ksiądz zdąży zajrzeć z opłatkiem, by nieść Boże Słowo rozsianym po Polsce owieczkom.

Kościół Katolicki w krainie modlitwą płynącej korzysta z sytuacji, bo – bądźmy szczerzy – któż by nie skorzystał. Jest okazja, by pokazać swoje znaczenie i wpływy.

Na biurku u pani w łódzkim Urzędzie Stanu Cywilnego obrazek z uśmiechniętym Janem Pawłem II. Pani bardziej święta. Państwowa ceremonia bardziej uświęcona. Po katolicku.

A wszystko to dlatego, że my Ciebie tak kochamy, Boże.

Jakoś do 27-ego grudnia wytrzymamy. Na złość, nienawiść i podłość przyjdzie jeszcze czas. I wtedy będzie po świecku.