Pokarm na tacy


ilustr. Nacho (wykorzyst. fot. Dmitry Karpezo; wikipedia)

ilustr. Nacho (wykorzyst. fot. Dmitry Karpezo; wikipedia)

Jeśli komuś otwiera się coś na widok przymilnego lisa, jakim jest niewątpliwie Antoni Macierewicz, niech chwilowo owo coś odłoży na bok. Schłodzony, pozbawiony emocji, lepiej zauważy, że żerowanie drapieżnika musi się w polskich warunkach skończyć sukcesem.

Taki brak precyzji, takie sprzeczności, taki brak przygotowania do udzielania informacji i odpowiedzi na wiadome z góry pytania, jakie cechują wielce szanownych panów prokuratorów (a pośrednio i obecne władze kraju), prorokują rozgrzebywaniu sprawy smoleńskiej długą przyszłość.

Nie jest to jednak nic zaskakującego. W podobnie nonszalancki i niekompetentny sposób swoje opinie, decyzje, ekspertyzy wykonują dziesiątki naszych urzędów publicznych. I jakoś to od lat wytrzymujemy. Pan Macierewicz także.

Reklamy

Ktoś przede mną


ilustr. z 123rf

ilustr. z 123rf

Na razie nie wiem, co z tym zrobić. Od jakiegoś czasu obserwuję przerażającą koincydencję: gdy może i bym coś napisał, coś skomentował, coś dodał od siebie, znajduję w mediach podobny albo identyczny pogląd. Pogląd mój własny, ale przecież wypowiedziany przez kogoś zupełnie innego…

I co? Mam napisać to samo, udając że to moje pierworodne? A może dać tylko link z dopiskiem „ja też tak sądzę„?

Gdy nie jest się wyjątkowo wyjątkowym (a to niekoniecznie zaleta), jest się w grupie innych myślących podobnie, a czasem identycznie. Czyż nie wystarczy jeden przedstawiciel takiej grupy, by zakomunikować światu opinię w sprawie A albo w sprawie B?

Czy my wszyscy musimy komunikować się tak desperacko obficie?

Przyznam, że nie wiem.