Złotouści


ilustr. Dave Walker - cartoonchurch.com

ilustr. Dave Walker – cartoonchurch.com

Dzisiejsze rekolekcje smoleńskie w Sejmie przypomniały mi, że Donald Tusk jest naprawdę znakomitym mówcą. Nie ma w tym krzty ironii, bo to talent i zaleta. Prawdopodobnie premier ma jeszcze więcej zalet, ale ta dominuje. Zalety trzeba jednak eksponować umiejętnie.

Słowa Donalda Tuska są zrozumiałe, jasne, przesłanie czytelne. Zaryzykowałbym nawet, że najczęściej reaguję na nie z przyzwoleniem. Może mam jakąś szczególną predyspozycję do przytakiwania pięknie mówiącym? Opamiętanie przychodzi później. Bo któryż to już raz słyszę z tych ust słowo „przepraszam”, frazesy o „możliwych błędach”, „niedoskonałości”. Coś, co jest wiarygodne za pierwszym razem, za trzecim i piątym smakuje jak odgrzewane frytki. Coś, co zapowiada działania ma skończyć się działaniami. Jak wszyscy wiemy – nie kończy się.

Drugi mówca, którego lubię słuchać, to Janusz Palikot. Wszystko jest tu zbyt jaskrawe, ale nie pozwala się nudzić. I prawdziwe, choć nie zawsze zgodne z prawdą. Palikot ma dar budowania porównań, błyskotliwego komentowania rzeczywistości. Jego wskazania dla Polski są słuszne, o czym przekonamy się za ileś tam lat. Nie przekładają się na poparcie społeczne z różnych powodów. Podstawowym jest jakaś delikatna nieobliczalność tego polityka. Rewolucjoniści w stabilnym społeczeństwie zawsze są mniejszością, próbują więc tę stabilność naruszyć. To nie może znaleźć poklasku, gdy powód nie jest powszechnie afirmowany.

Drugim powodem jest – mimo wszystko – stosunek Janusza Palikota do Kościoła Katolickiego. Wczorajszy program Moniki Olejnik pokazał dobitnie, że nawet liberalna część społeczeństwa nie dorosła do laickiego państwa. Janusz Palikot tu też lekko przekracza granicę między krytyką a nienawiścią do Kościoła. Jego laickie państwo miałoby niszczyć i pokazywać Kościół jako siedlisko zła. Ten absurd wyprowadził dziennikarkę z równowagi. Monika Olejnik nie zauważa jednak, że Polska wymaga radykalnego cięcia, bo drobne kroki kompletnie zawodzą i mamy do czynienia od dawna z państwem wyznaniowym.

Mając argumenty i talent oratorski, Janusz Palikot (podobnie jak D. Tusk) marnuje szansę oburzając nawet tych, którzy mogą być jego potencjalnymi sojusznikami.

Cóż, byłoby bardzo miło, gdyby mądrość i dar mówienia z sensem przekładały się na polityczną efektywność. Tak jednak nie jest z różnych przyczyn. Może więc trzeba do słów przykładać mniejszą wagę, nagradzając raczej czyny…