Pogranicze zaryglowane


fot. Catherine Munro - Wikipedia

fot. Catherine Munro – Wikipedia

Czesi zabezpieczają swój dobytek przed polskimi złodziejami. Powołują „wiejską policję”, która ma ich chronić przed utratą mienia. O sprawie informuje Polsat News.

W przygranicznych wsiach po czeskiej stronie ginie wszystko. Modne są kosiarki. Ostatnio ukradziono nawet wóz strażacki.

Komentator w rewanżu podaje, że polska policja złapała u nas czeskich złodziei włazów żeliwnych czy innego dającego się sprzedać złomu.

Otóż ja proszę, by nasz komentator nie szedł na łatwiznę. Problem pewnie w skali zjawiska. Złapanie Czechów niekoniecznie wyrównuje rachunki.
Proszę też Czechów, by byli oszczędniejsi w ferowaniu opinii. Wszyscy w reportażu byli nieco spanikowani i wiedzieli, kto winien.
Czy jednak wiedzieli naprawdę? Jeśli nikogo nie łapią, to położenie przy granicy nie jest żadnym dowodem.
A może robi to jedna bezczelna szajka?

Chciałbym wyjaśnienia tych masowych ponoć kradzieży. Bo wstyd.