Rowerowy szalej


To w Amsterdamie - u nas jest tak samo (fot. ski-epic.com)

To w Amsterdamie – u nas jest tak samo (fot. ski-epic.com)

Wsadzanie kija w mrowisko niespecjalnie mnie porusza, a jego efekty łatwo sobie wyobrażam.

Nie mogę jednak jakoś przejść obojętnie wobec mody, która rozwija się błyskawicznie na moich oczach.

Teraz modna jest jazda na rowerze. Mkną więc zadowolone dziewczęta i chłopcy w różnym wieku przez ulice naszych miast i wsi. Mkną – ekologicznie i zdrowo w oparach spalin i na granicy zdrowego rozsądku.

Rowerzyści umieli się zorganizować, stanowią dziś znaczące lokalne lobby i to dla nich – całkiem słusznie – buduje się wreszcie ścieżki rowerowe.

Jednak cyklistów nie obowiązują już dziś żadne przepisy. Karta rowerowa jest zbędna, punktów im nikt nie odbierze, a pomysłowością dorównują tym na motocyklach.

Rowerzyści jadą i rozmawiają przez komórkę o złamanych sercach i udanych biznesach, szaleńczo mkną przez pasy i po pasach dla pieszych, jeżdżą na skos, by było krócej, wyprzedzają z prawej i z lewej, suną chodnikami. Ufają, że „świętej krowy” zło się nie ima, a nieszczęście obejdzie taką szerokim łukiem.

Nie wiem dlaczego te masy amatorów dwóch kółek nie muszą stosować się do żadnych zasad poza zdrowym rozsądkiem, który – jak wiadomo – u każdego jest na innym poziomie.

Nie wiem dlaczego w porządku jest, jeśli para na rowerach jedzie obok siebie, zajmując cały pas ruchu i blokując samochody i autobusy, a ja nie mogę autem przejechać linii ciągłej.

Nie wiem dlaczego ja mam zwolnić przed skrzyżowaniem i rozpoznać sytuację, a rowerzyści po prostu na to skrzyżowanie wjeżdżają, pedałując jak w amoku.

Nie wiem dlaczego rowery jeżdżą po jezdni nawet wtedy, gdy obok wytyczono ścieżkę tylko dla nich.

Nie wiem, dlaczego ja pić nie mogę (by prowadzić), a im rausz w podróży nie przeszkadza.

Nie wiem dlaczego po mojej ulicy paroletnie dzieci gnają na swych malutkich rowerkach wzdłuż, w poprzek i na skos, a ich nota bene zmotoryzowani rodzice patrzą na to jak dobrą wprawkę do dorosłości.

Mnożyć pytań nie będę, bo ktoś zdecydował, że tak ma być i już. Potrzeba paru nieszczęść, by przyszło opamiętanie.

Reklamy

2 thoughts on “Rowerowy szalej

  1. Wiesz, ja nie jeżdżę, ale jeździłem i naprawdę w większości sytuacji jestem za korzystaniem z roweru. To co obserwuję w Łodzi jest jednak na granicy paranoi. Ścieżka rowerowa była asfaltowa, ale nawet gdyby to była kostka nikt nie roztkliwia się nad „przyjemnością” z jazdy samochodem, gdy jedyne co mnie zajmuje to omijanie dziur. Też mam serdecznie dość. Głupota projektantów ścieżek to osobny temat, a alkohol – tu chodziło mi raczej o wieś, gdzie już dwukrotnie miałem mrożące w żyłach przeżycia z jadącymi w pijanym widzie dziadkami. Kierowcy nie są lepsi, ale mają – mimo wszystko – większą szansę przeżycia. Pozdrowienia z Łodzi!

  2. Całkowicie się zgadzam, ale tylko trzy małe uwagi. Od razu mówię, że nie jeżdżę rowerem, więc nikogo nie bronię 🙂 1) Niestety, zniesiono przepis zakazujący jeżdżenia rowerzystom obok siebie. Chyba jakieś tam obostrzenie pozostało, no ale efekt jest jaki jest – są „na prawie”. 2) Rowerzyści na drodze w sytuacji, gdy obok jest ścieżka rowerowa też doprowadzają mnie do pasji, ale: rzadko w Polsce ścieżki rowerowe są robione z głową. Kończą się w płocie, na słupie albo po prostu nigdzie. Z upodobaniem robi się też je z kostki – całkowicie jestem w stanie zrozumieć rowerzystę, który po 30 min. masażu wibracyjnego ma serdecznie dość i zjeżdża na asfalt. 3) Rowerzysta po piwie też ma kłopoty z prawem, więc jak rozumiem, komentarz odnosił się do postulatów rowerzystów, a nie stanu faktycznego?

Możliwość komentowania jest wyłączona.