Zamienić Rusa na Eira


Taki znaczek do nabycia na: pamiatkizpolski.pl

Taki znaczek do nabycia na: pamiatkizpolski.pl

Po tysiącu lat przyśniło się nam, że rodzinę warto zmodyfikować.

Braci było trzech: Lech, Czech i Rus. Nie było lekko, ale z Rusem faktycznie w ogóle się nie udawało. Usilnych starań nie czyniono, więc w końcu Rusa ekskomunikowano.

W zamian pojawił się bratanek Węgier, ale to tylko bratanek.

Dorobiliśmy się też francuskiego adoratora, ale o tym nie wspomina się zbyt głośno, bo namiętności należy dzielić bardziej intymnie.

O dziwo, dość wiernie trzymamy się brata Czecha, może dlatego, że prędzej czy później wybacza nasze szczeniackie wygłupy.

I oto nadarzyła się okazja!

Pojawił się brat, nowy i czwarty (albo trzeci, odliczając wyklętego).

Jakby zrodzony z jednej matki (jak tam jej było na imię?), choć wcześniej nieznany. Bezpiecznie daleki irlandzki Eir zaprzyjaźnił się z nami z wzajemnością. Poczuliśmy, jak gdyby miłość ta trwała też z tysiąc lat. Nadaje się do zabawy, wypicia, zaśpiewania. Córkę nie wstyd mu oddać na żonę. Lubiący przyrodę. Emocjonalnie i obyczajowo podobny do nas. Często katolik. Nikt o tym wcześniej nie słyszał, by brata znaleźć po tysiącu lat, ale stało się.

I może to będzie największy pożytek z Euro 2012.

Reklamy