Z nasłuchu: Gossip „A joyful noise”


Nowa płyta grupy Gossip "A joyful noise" (fot. Nacho)

Nowa płyta grupy Gossip „A joyful noise” (fot. Nacho)

Jestem jednym z nielicznych, którzy lubią etykietowanie w przypadku wykonawców i ich płyt. Porównywanie czegoś z czymś, wskazywanie paralelizmu wielokrotnie już pomogło mi odkryć nowy zespół, zmusiło do posłuchania jakiegoś utworu.

W przypadku grupy Gossip sprawa jest bardziej złożona. W jej recenzjach pojawia się prawie wszystko, co może piszącemu przyjść do głowy. Ich muzyka to rock, pop, indie, soul, dance, disco, punk i Bóg wie co jeszcze.

Najbardziej pasuje mi tu energetyczna muzyka rockowa przyprawiona wszystkim, co znamy ze świata pop kultury. Gossip z płyty na płytę jest lepszy, zmienia się jak dojrzewające w beczkach wino. Majowe CD „A joyful noise” podzieliło krytyków, bo ponoć brakuje mu zadziorności i ostrości. To prawda. „Music for men” czy „Standing in the way of control” (obie płyty mam, więc mogę porównać) były ostrzejsze, momentami niemal punkowe i heavy.

Ale Nacho lubi perfekcję, więc nową płytą jest zauroczony. Dopracowana w szczegółach, urozmaicona, prawie popowa. Cóż mi więcej trzeba…

Polecam tym, którzy lubią klarowny, silny wokal Beth Ditto i sporą dawkę energii emanującej z amerykańskiego tria.

Odradzam tym, którzy chcieliby sobie na ścianie powiesić śliczne zdjęcie ulubionej grupy. Beth jest łagodnie mówiąc tęga, Hannah błąka się gdzieś na granicy płci, a jedyny prawdziwy facet: Nathan Howdeshell przypomina uratowanego przed chwilą topielca.

No ale, gdy się tej malowniczej trójki posłucha, od razu wiadomo, co jest atutem takich oryginałów.

***

UWAGA: Jeśli w sieci znajdziecie teledysk z utworem „Casualities Of War” (skądinąd najładniejsza piosenka z płyty; w stylu Madonny, a może grupy ABBA), pamiętajcie, że to nietypowe nagranie i niewiele mówi o muzyce grupy Gossip.

 

Advertisements