Zatrzymane dojrzewanie


Jakub Gierszał w "Sali samobójców" (fot. z filmu - oprac. Nacho)

Jakub Gierszał w „Sali samobójców” (fot. z filmu – oprac. Nacho)

Aż strach pisać dziś cokolwiek krytycznego o polskim filmie. Strach, bo można zniszczyć w zarodku kiełkujące wreszcie talenty. Strach, bo już średni film zdobywa dziś dziesiątki nagród festiwalowych błyszcząc zalotnie pośród morza chłamu.

Ale odważę się…

Przede wszystkim polecam „Salę samobójców” Jana Komasy, film z ubiegłego roku, do wyszukania teraz także w telewizji.

Dobrze zagrany (brawo pani Agata Kulesza!), z dobrymi efektami specjalnymi, dobrą muzyką i współczesną historią obyczajową. Dobry film, przyswajalny zapewne wszędzie na świecie.

Taki powierzchowny uniwersalizm ma tu rację bytu tylko pod warunkiem, że przyjmiemy punkt widzenia części młodzieży określającej się jako emo. Ten punkt widzenia to bycie odrzuconym, niezrozumianym przez wszechświat z najdalszymi galaktykami włącznie.

Filmowi rodzice zrozumieć bohatera nie mogą i nie potrafią, bo są beznadziejnie omamieni światem kariery i pieniądza. Nie ma szans na wsparcie rówieśników, bo ci są płytcy, wyśmiewają każde odstępstwo od pseudo-normy, a o posiadaniu uczuć pozytywnych nawet nie myślą.

Filmowy Dominik odnajduje namiastkę stabilności i uczuć w wirtualnym świecie internetu. Ten świat go pochłania i zawłaszcza.

Nie jest jasne, dlaczego Dominik nagle potrzebuje zrozumienia. Nie jest jasne, jak Dominik dotrwał do pełnoletności. Nie jest jasne, jak taki imprezowicz nagle gubi się w swojej tożsamości seksualnej.

„Sala samobójców” stwarza wrażenie, że tacy ludzie – jak w filmie – na pewno gdzieś istnieją. Wyobrażamy sobie, że ci na szczycie karier biznesowych i politycznych właśnie są tak zepsuci, a ich dzieci właśnie tak beznadziejnie bezbronne w swojej głupocie. A internet właśnie jest taki zwodniczy i toksyczny.

Obawiam się, że to iluzja i nawet ci, którzy film wychwalają pod niebiosa, z Dominikiem niewiele mają wspólnego i nikogo podobnego nie znają. Przypadki takie pewnie są znane psychiatrom, ale wtedy wspomniany uniwersalizm gdzieś się nam rozpływa.

Jakub Gierszał w roli Dominika wypada nieźle. Zwłaszcza jego mimika i gra ciałem nie budzą zastrzeżeń. Intonacja i dykcja pozostawia jednak pewien niedosyt (głównie na początku). To zresztą pewna maniera wśród aktorów, by mówić jak nawigacja samochodowa. Albo to pokolenie już tak ma.

Debiut fabularny Jana Komasy doceniam i czekam na jeszcze. Mam nadzieję, że to „jeszcze” będzie miało nieco więcej wymiarów i  niuansów.

Advertisements