Z lekką nieśmiałością


ilustr. image-video-gallery.co.cc./Nacho

ilustr. image-video-gallery.co.cc./Nacho

Premier Tusk wyjątkowo się dzisiaj krygował, mówiąc o swojej wizycie w krajach Zatoki Perskiej i o wizycie w Polsce swojego odpowiednika z Chin. Twierdził, że sprawa może się wielu wydać mało interesująca.

Bez fałszywego wstydu, proszę. Mamy tendencję do traktowania Chin jak jakiegoś nuworysza, o którym świadczy jedynie Tybet i plac Tien An Men. Czy przypadkiem nie jest jednak odwrotnie?

Cywilizacja chińska jest znacznie starsza i potężniejsza od naszej. Dzisiejsza gospodarka Chin dobija się skutecznie o palmę pierwszeństwa ze Stanami Zjednoczonymi. O liczbie ludności nie wspomnę.

Gościliśmy premiera jednego z najpotężniejszych państwa świata, przy którym nawet rozległa Rosja jawi się nieco blado.

Nie było łatwo – to pierwsza wizyta po wielu, wielu latach i nie ma co się jej wstydzić. Jest wyjątkowy plus dla naszej dyplomacji i naszego rządu, że doprowadził do warszawskiego spotkania.

Kraje Zatoki Perskiej są istotne przede wszystkim ze względu na ropę. Dopóki ją mają, mogą wpływać na światowe rynki, mogą stabilizować świat lub wprost przeciwnie. My nie możemy wiele, więc utrzymywanie z nimi dobrych relacji jest naszym obowiązkiem.

To największy sukces Donalda Tuska w polityce zagranicznej od początku jego rządów. Może dzisiaj tego nie widzimy, ale na to zawsze potrzeba czasu…

Reklamy