Trawka


trawka (fot. Nacho)

trawka (fot. Nacho)

Prezes Listkiewicz beznamiętnie przyznał, że na kolejną wymianę trawy na niemal wszystkich naszych euro-stadionach pójdą dalsze grube paczki banknotów. I w sprawie trawki kompromisu być nie może, bo to skandaliczne, gdyby trawa nie spełniała pod piłkarzem wyśrubowanych norm UEFA. Milionów poszło już tyle, że nie ma co zawracać sobie głowy tym, kto za kolejną wymianę murawy zapłaci.

I nie będzie biadolenia, marudzenia i rozliczania. Euro to sprawa narodowa i wymaga poświęceń.

Euro jednak to tylko widoczny gołym okiem dowód na to, jak ciężko nam w Polsce poradzić sobie z trawnikami. Gdzie nie spojrzeć wyliniałe trawniczyska, zachwaszczone łąki, blade kępy czegoś trawopodobnego. Inaczej być nie może, bo polska ziemia trawy nie lubi.

Burak, ziemniak, łubin, brzózki – proszę bardzo! Trawa – kojarząca się wszystkim z banałem niesłychanym, walczy u nas z ubogimi opadami, ubogą glebą i ubóstwem wód gruntowych. Dla trawy wszystko tu ubogie. Gdy widzicie gdzieś w kraju piękny trawnik, to albo jakaś świeża sprawa, albo nawiedzony właściciel, który nie wie, co robić z pieniędzmi.

Żeby było jak w katalogu firm ogrodniczych, trzeba lać wodę, wałować, siać, odchwaszczać, regulować kwasowość. Najlepiej setki lat – jak mawiają Anglicy. My na to nie mamy czasu i funduszy, więc pogódźmy się, że po wielkich staraniach będzie zaledwie dostatecznie. W końcu piłkarze z kibicami wyjadą i nikt nam już nie będzie zawracał głowy…

Advertisements