Nacho disconnected


electric hand (fot. jaredandlindsay.com)

electric hand (fot. jaredandlindsay.com)

Życie i technika przyniosły mi ostatnio pewną niespodziankę psychologiczną. Uszkodzony router przez kilka dni odciął mi dostęp do części sieci internetowej, w tym do własnych blogów.

Byłem zaskoczony sam sobą. To niedowierzanie, poczucie krzywdy i pozbawienia mnie mojej własności…

Człowiek reaguje dziwnie. Niby w teorii wszystko umiemy przewidzieć, nic nam nie straszne, a tu drobiazg i trach…

Nasze blogi, konta w sieciach społecznościowych tkwią w przestrzeni wirtualnej, którą jednak z czasem „oswajamy” i traktujemy jak rzeczywistą. Brak prądu, uszkodzenie komputera czy routera uświadamia nam, że to co tworzymy w sieci zdążyło do nas niemal przyrosnąć.

Niby wszystko jest publiczne, ale też jest wyjątkowo intymne i własne. Dziś niemal nikt nie pisze pamiętników na papierze, ukrywając je potem skrzętnie przed wścibskimi.

Nasz udział w globalnej sieci jest jednak czymś w rodzaju pamiętnika. Czujemy, że należy do nas od początku do końca. Czujemy, że kontrolujemy sytuację.

Wirus, hakerzy, awarie różnego rodzaju – są jak policzek. Warto sobie powtarzać, że „My w sieci” jesteśmy zaledwie pewną iluzją i chyba nie należy jej traktować tak serio…

Advertisements