Polskie Zawodzenie Narodowe S.A.


ilustr. hu.ezo.tv

ilustr. hu.ezo.tv

Jakże szczęśliwi lub nieszczęśliwi są ci, którzy nie mają nikogo bliskiego, po kim mogliby płakać. A może ci bliscy byli tak straszni, ze na wspomnienie nie zasługują?

Jakże szczęśliwi lub nieszczęśliwi są ci, którzy do swoich łez potrzebują widowni. Ci, którzy mają tylko smutek publiczny.

Zbiorowa hipnoza smoleńska trwa już dwa lata. Psychologowie mówią, że żałoba trwająca ponad rok traci znamiona zdrowej reakcji na śmierć. Ta hipnoza wydaje się chorobliwa z jeszcze jednego powodu. Polacy masowo nie lubią polityków, oceniają ich nisko, nie wierzą w ich uczciwość. Śmierć – zwłaszcza tragiczna i zbiorowa – usuwa wszelkie obiekcje.

Spora grupa ludzi daje się prowadzić drogą znaną z historii. Biblia wspomina o płaczkach, które były z reguły starszymi kobietami niespokrewnionymi ze zmarłymi. W naszej świadomości tkwi też pojęcie „płaczek żydowskich”. Była to grupa kobiet „uświetniająca” swym płaczem pogrzeby wybitnych członków danej społeczności żydowskiej. Panie były zapraszane specjalnie i potrafiły – prócz zawodzenia – śpiewać piękne pieśni ku czci zmarłych.

Zawodowe opłakiwanie stało się naszą mocną stroną. Nie sposób już sobie wyobrazić naszej zbiorowej radości, a euforia kibiców kojarzy się raczej z destrukcją i inwektywami.

Nasze znicze można kupić nawet tam, gdzie nie ma tradycji palenia świec na grobach.

Nie mam pomysłu, co z tym zrobić.

Jedyna myśl, jaka mi przychodzi do głowy, to wykorzystanie polskiego potencjału w dziedzinie zawodzenia i smutnych ceremonii.

Organizujmy je dla chętnych z całego świata. Płaczmy zawodowo, smućmy się za pieniądze, odprawiajmy widowiskowe msze z pochodami, płonącymi krzyżami. Ustawmy innym smutną ramówkę w telewizji, ogłaszajmy żałoby i wieczorne modły. Wystawiajmy „Dziady” i „Treny”. Stawiajmy innym pomniki, popiersia, zmieniajmy nazwy szkół i ulic. Dla wszystkich, którzy sobie tego zażyczą. Nasi zaliczą przy tym interesujące wycieczki, a tamci zobaczą, jak należy się smucić. I jak należy czcić.

Jarosław Kaczyński mógłby wreszcie zostać biznesmenem i przegonić w dochodach Palikota.

Obawiam się jednak, że ten pomysł ma jedną wadę – takich imprez nikt poza Polską nie będzie chciał…

Reklamy