Chuchaj, dmuchaj, a łobuz wyrośnie


Litwini celebrują litewskość (fot. AP)

Litwini celebrują litewskość (fot. AP)

Od lat Polska stosuje wobec Litwy taryfę ulgową. Ja również byłem przekonany, że to najlepsza metoda na wyraźny nacjonalizm i obawy przed „imperium znad Wisły”, z jakimi mamy do czynienia u naszych północno-wschodnich sąsiadów.

Na wszystko patrzyliśmy z łagodnością i pobłażaniem mądrzejszego, starszego brata. Tłumaczyliśmy sobie samym, że ONI po prostu się boją, że walczą o tożsamość, podmiotowość, że budują własną (tyle razy w przeszłości tłamszoną) historię.

Wygląda na to, że nie stawiając spraw jasno i dobitnie wychowaliśmy sobie pod nosem butnego łobuziaka. Czas zacząć stawiać wymagania, egzekwować prawo – o ile nie jest za późno…

Litwa traktuje polską mniejszość wyraźnie dyskryminacyjnie. Podobnie jest z mniejszością rosyjską, co spowodowało, że obydwie się wyraźnie do siebie zbliżyły. To budzi w Wilnie niechęć.

My w zasadzie nie robimy nic i z roku na rok doprowadziliśmy nasze wzajemne stosunki niemal na skraj wrogości.

Na nic tu sympatyczne gesty i uśmiech pani prezydent Dalii Grybauskaite.

Ostatnio Liwa wprowadziła niezwykłe wręcz przepisy, które niemal całkowicie zatrzymają tradycyjne wizyty dzieci z „polskich” domów dziecka na Litwie. Były one (wizyty) praktykowane zwłaszcza na Podlasiu. Dzieci przyjeżdżały na święta i ferie. Polskie rodziny zżyły się z dziećmi, a te ostatnie poznawały uroki naszego kraju.

Niby to nadal możliwe, ale wyobraźcie sobie nową drogę urzędową. Wszystko podzielono na dwa etapy.

Najpierw trzeba przedstawić litewskim władzom dokument potwierdzający statut organizacji oraz numer w Krajowym Rejestrze Sądowym. Wymagany jest też plan pobytu dziecka: informacja co będzie robiło w Polsce, a także co zapewnia mu stowarzyszenie podczas pobytu. Dokumenty mają być potwierdzone przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a następnie przetłumaczone na język litewski.

Drugi etap to kwalifikowanie rodzin, u których dzieci miałyby przebywać. Stankiewicz wymieniła, że wymagane jest m.in. zaświadczenie o niekaralności, dokumenty potwierdzające, że rodzina jest w stanie pokryć koszty podróży dziecka oraz ma warunki bytowe i finansowe, aby mogło ono u niej przebywać, musi też przedstawić zaświadczenie lekarskie o braku chorób psychicznych.*

To nie koniec…

Po zatwierdzeniu wszystkich dokumentów stowarzyszenie musi nawiązać kontakt z kuratorami dzieci. Następnie zapraszająca rodzina miałaby podpisać z nim umowę a także pokryć koszt jego przyjazdu. Stankiewicz powiedziała, że kurator musi odwiedzić dziecko raz na miesiąc, ma sprawdzić warunki, w jakich przebywa dziecko. Ma też przeprowadzić z nim rozmowę. Dodała, że jeśli okazałoby się, że dziecku nie podoba się pobyt, wraca na Litwę wraz z pozostałymi dziećmi.*

Patrząc z boku, do sprawy trudno się przyczepić. Biurokracja kolosalna, ale przecież chodzi o dobro dziecka. Poza tym przepisy nie ograniczają się do wyjazdów do Polski. Obejmują wszelkie wyjazdy litewskich dzieci – także wewnątrz kraju.

Jednak lista takich pozornie małych utrudnień jest już długa i nie ma odpowiednika po naszej stronie.

Mieliśmy ulepić sobie przyjaciela – nie robiąc nic, pozwalamy by wyrastał nam wrogi arogant.

 

* fragmenty informacji PAP z serwisu naszemiasto.pl

Advertisements