Populizm czy dobry pomysł


Tramwaj w Tallinie - tym można już jeździć bezpłatnie (fot. jkb - wikipedia)

Tramwaj w Tallinie - tym można już jeździć bezpłatnie (fot. jkb - wikipedia)

W półmilionowej stolicy Estonii, przeprowadzono właśnie referendum, podczas którego mieszkańcy miasta zdecydowali, że chcą bezpłatnej komunikacji miejskiej*. Nic nie jest jednak przesądzone. Mer Tallina Edgar Savisaar zapowiedział, że ostateczną decyzję władze podejmą we wrześniu tego roku.

Można sobie wyobrazić, że ludzie w każdej sprawie będą głosowali podobnie. Przy wyborze „płacić” czy „nie płacić” ta pierwsza opcja nie ma szans.

Ale w Tallinie chodzi – przynajmniej teoretycznie – o coś więcej.

Chociaż koszty darmowej komunikacji mogą sięgnąć 600 Euro na rodzinę rocznie, to kalkulacja zysków i strat nie jest wzięta z sufitu.

Podstawowe argumenty za darmowymi autobusami i tramwajami związane są z przewidywanym gwałtownym zmniejszeniem ruchu samochodowego w mieście (a w centrum w szczególności). Zakłada się, że zmniejszą się znacznie wydatki na remonty dróg, budowę parkingów, zniknie kłopot z miejscami parkingowymi, a i poprawi się mobilność osób z niskimi dochodami.

Serce mówi mi TAK, bo idealizmem szczycić się przyjemnie. Wcale się jednak nie zdziwię, gdy eksperyment nie wypali.

Już na wstępie zastanawiam się, jak „uwolniony” transport poradzi sobie z „uwolnionymi” pasażerami. Co będzie z motywacją do unowocześniania taboru, zapewniania jakości usług?

Współczesna historia pokazuje, że darmowe powoli staje się niczyje, na darmowym oszczędza się najłatwiej, darmowe się redukuje. Jest też pytanie o indywidualizm ludzi, o ich pojmowanie wygody…

A zatem populizm, demagogia, pseudokomunizm?

Może niekoniecznie. Trzymajmy kciuki za efekt eksperymentu, bo to przynajmniej jest jakiś pomysł na coraz bardziej nieznośnie zatłoczone ulice.


*referendum jest wielodniowe i jeszcze trwa, ale wyniki są już oczywiste


informacja na podstawie Ridus/Interfax

Advertisements