Paplanina kolejowa


Rumowisko lokomotyw i wagonów w Szczekocinach (ilustr. Nacho; wykorzyst. zdj. PAP)

Rumowisko lokomotyw i wagonów w Szczekocinach (ilustr. Nacho; wykorzyst. zdj. PAP)

No to mamy porządną dyskusję. Straszna katastrofa niedaleko Zawiercia zrobiła to, czego u nas nie robi się normalnie. Spowodowała, że trwa polsko-polska debata o WAŻNYCH SPRAWACH.

Bzdety, jakimi zajmują się media (z nielicznymi wyjątkami) i władze przez cały rok stają się bardziej widoczne w obliczu takich wydarzeń.

Niedosyt poważnej rozmowy jest widać tak odczuwalny, że wypadek kolejowy zmusił większość do mówienia wszystkiego, co ślina na język przyniesie.

Mamy więc wykłady o jakości naszych torów. Kiepskiej. Mamy wykłady o jakości naszego taboru. Kiepskiej. O jakości rozjazdów, przejazdów, zwrotnic i semaforów. Kiepskiej, a jakże.

Kiepscy są maszyniści, kolejarze ogólnie, zawiadowcy, personel powiązany. Kiepskie są rozwiązania, polityka transportowa, wykorzystanie pieniędzy z Unii Europejskiej.

To wszystko miałoby być przyczyną tego wypadku.

Nie, mili Państwo, fajnie by było, ale nie jest.

Uporządkujmy.

Nawet, gdy już wszystko kiepskie być przestanie, nie uchronimy się przed wypadkami. Zdarzają się wszędzie, nawet tam, gdzie tory równiutkie, a lokomotywy i wagony lśniące i pachnące nowością.

Pechowe pociągi jechały po nowym torowisku i nic nie wskazuje na to, by były niesprawne. Tzw. czynnik ludzki niekiedy zawodzi. Pewnie tu też. Ktoś usłyszy zarzuty.

Gdzieś w paplaninie przebijał się nieśmiało jeden rozsądny głos na temat: że może czas skończyć z kompletnym chaosem, jaki panuje na kolei. Że nikt już od dawna nie wie, na którym peronie pojawi się pociąg, którym torem pojedzie, gdzie postoi i dlaczego.

Nie wiedzą kolejarze i nie wiedzą pasażerowie. Rozkład jazdy zmienia się jak prognoza pogody. Chaos to nieprzewidywalność i nieobliczalność. Nikt nie zauważy, że coś jest nie tak, bo nie ma reguł i punktów odniesienia.

To jedna z przyczyn generalnych, które istotnie zwiększają niebezpieczeństwo katastrofy.

Nawet Gazeta Wyborcza snuje dziś dywagacje na temat niepotrzebnych kolei wysokich prędkości. Jakiś związek z wypadkiem w Szczekocinach? Żaden.

Chciałbym, by poważne dyskusje z udziałem władz trwały u nas na okrągło. By ludzie wspólnie wypracowywali rozsądne rozwiązania. Bym słyszał tę „paplaninę” przy różnych okazjach. Sam się włączę. Niech telewizja publiczna stworzy kanał zajmujący się tym, co ważne dla Polaków. Może warto będzie płacić abonament.

Wtedy po jakimś wypadku (bo ich nie unikniemy) porozmawiamy krótko i rzeczowo o jego prawdopodobnych przyczynach. I tylko o tym.

No to, do następnej katastrofy!