Przyjdzie czas na Bydgoszcz


Bydgoszcz (fot. Nacho)

Chciałbym, by powstał kiedyś alternatywny przewodnik po Polsce. Taki, dla tych, którzy pojeździli już po Krakowach, Wrocławiach, Gdańskach, Kazimierzach czy Białowieżach. Niby są książki o Polsce „niezwykłej”,”zapomnianej”, ale nie punktują one zbyt wyraźnie miejsc fajnych, nastrojowych, wartych pobytu. A nie tylko o zabytki tu chodzi.

U mnie od dawna na czele takiego kontr-ratingu jest Bydgoszcz. Miasto walczące z uznanymi wdziękami Torunia i walczące raczej bezskutecznie.

A w Bydgoszczy zatrzymać się warto. Jest co zwiedzić, ale to miasto ma przede wszystkim swój nieco prowincjonalny charakter. Starówka nie jest oblegana przez turystów, a ogląda się ją z przyjemnością. Nie brakuje sympatycznych sklepów, kawiarni (wejść należy do cukierni Sowy, która ma swoją filię w Łodzi, ale pozbawioną zupełnie stylu).

Są sympatyczni ludzie, przeciskające się przez miasto tramwaje na węższych niż gdzie indziej torach (takich jak w Łodzi). Na peryferiach znajdziemy duże salony meblowe, bo to miejsce, gdzie meble się produkuje.

Chciałoby się, by Bydgoszcz była odnowiona i wypieszczona, ale czy nie straci wtedy swojego uroku…

Tymczasem zwrot: „jadę pozwiedzać Bydgoszcz” wymaga tłumaczenia i przekonywania, że to nie żart. Niesłusznie!