Holocaust wydepilowany


Steve Sem-Sandberg - Biedni ludzie z miasta Łodzi (reprod. Nacho)

Trzeba było Szweda, by pięknie i wyraziście opowiedzieć o tym, co działo się za murami największego getta II wojny światowej. Żaden Polak, żaden Łodzianin, żaden człowiek stąd, nie miał ochoty popracować solidnie nad tym tematem.

Trudno – mamy w efekcie szwedzką książkę o łódzkich Żydach. Książkę pasjonującą i – być może – najlepszą, jaką na ten temat przeczytałem. Polecam każdemu!

Na marginesie tej lektury przyszło mi do głowy, że może OBOK nazywania wszystkiego wokół imieniem Jana Pawła II, warto nazwać by co nieco imieniem milionów ofiar wymordowanych przez Niemców w obozach i gettach.

Może zdobylibyśmy się na hołd milionom POLSKICH OBYWATELI wyznania mojżeszowego, których już nie ma.

W Łodzi jest ulica (uliczka) Bojowników Getta Warszawskiego. Bo walczyli?

Są uliczki Hersza Berlińskiego i Berka Joselewicza. Bo walczyli.

Jest ulica Karskiego (od niedawna) i Roosevelta (od dawna). Ulica tego, który wrzeszczał do władców świata, że tu morduje się społeczność żydowską i ulica tego, który dobrze o tym wiedział i nie ruszył palcem w tej sprawie.

Jest aleja Pamięci Ofiar Litzmannstadt Getto – najmniejsza aleja, jaką widział świat. Ot, zwykła uliczka dojazdowa do rampy, z której odprawiano tysiące polskich obywateli (Żydów jednakże) np. do Auschwitz.

Rydz-Śmigły, Bandurski, Piłsudski, Jan Paweł II i włókniarze – oni pasują do wielopasmowych tras tranzytowych.

Milionów wybitych jak zwierzęta w rzeźni trzeba ukryć. Dociekliwi znajdą, przeciętni wymażą ze swej pamięci.

Nie jest jeszcze za późno, by wyrównać proporcje, by pokazać nasz szacunek i pochylić głowę. Skala Katynia i Powstania Warszawskiego to nie jest jedyna skala, jaką powinniśmy stosować…

Advertisements