Dwa kroki do wojny


Irańskie dzieci (fot. z Google+ z profilu Hassana Al Shouli)

Sprawa, która od jakiegoś czasu bardzo mnie martwi związana jest z nieuchronnie zbliżającym się konfliktem wojennym w Iranie.

Jedno z najpiękniejszych państwa świata, o niezwykle bogatej historii i sympatycznych ludziach stoi na krawędzi przepaści.

Kryzys strefy Euro i załamania gospodarcze pulchnego Zachodu są niczym wobec zagrożenia egzystencji.

W zasadzie wiadomo, że Izrael nie cofnie się przed atakiem. Wątpliwości budzi postawa USA, bo tu grają rolę kwestie wyborcze i wizerunkowe.

Godzina zero zbliża się jednak nieubłaganie i może zagrozić nam wszystkim.

Niby podstawą narastającego napięcia jest potencjalna możliwość stworzenia przez Teheran bomby atomowej, ale nikt nigdy nie wyjaśnił, dlaczego ta sama bomba jest mniej groźna w rękach Koreańczyków z Północy, ani dlaczego swego czasu dopuszczono, by broń masowej zagłady mogły posiadać Chiny czy Indie.

Teraz dochodzi jeszcze kwestia wiarygodności informacji wywiadowczych. Po nadętym i pustym w środku balonie, jakim był Irak, trudno mieć pewność, że informacje z Iranu są pewne.

Niewiadoma nie oznacza jednak pocieszenia. Nieobliczalność może być groźniejsza niż się wszystkim wydaje. Reakcja Iranu na agresję ze strony Izraela może być wściekła i chaotyczna. To może konflikt przenieść poza obydwa kraje.

Tak czy owak, rządy totalitarne w Iranie przyczyniają się bezpośrednio do eskalacji napięcia. W najlepszym wypadku czeka nas benzyna po 7-8 złotych. Za miesiąc, 6 miesięcy, rok ? O najgorszym scenariuszu lepiej nie myśleć…

 

Advertisements