Eeee – pacjent, eeeee – zdrowie


e-pacjent - metoda z Aleksandrowa Łódzkiego (ilustr. Nacho)

Jak to pięknie wygląda na obrazku! Szczerzący śnieżnobiałe zęby lekarze aż proszą się, by odwiedzić ich w przychodniach Aleksandrowa Łódzkiego. Siedzisz sobie w zaciszu domu, czujesz, że rośnie ci temperatura – nic prostszego… Parę kliknięć i już masz umówioną wizytę…

Niewiarygodne?

Ano niewiarygodne.

System rejestracji wizyt on-line pod nazwą „e-pacjent” wymaga najpierw osobistej wizyty i zdobycia loginu. Potem wymaga szczęścia, bo na wizyty załatwiane przez internet przeznacza się tylko 2 „numerki”. Ponoć więcej nie trzeba. Nie wiesz też od razu, czy ci się udało. Pani oddzwoni i potwierdzi. Albo nie potwierdzi.

W czasach internetu słuchamy kwiecistych wypowiedzi polityków, lekarzy i farmaceutów, którzy obwiniają się o wszystkie niedostatki. Zawsze w trosce o nas, pacjentów. W czasach internetu nikt nie chce się odważyć, by na recepcie wpisać uprawnienia do świadczeń. Odważnych nie ma, bo i internetu nie ma. Komputer w służbie zdrowia to taka udoskonalona maszyna do pisania. Jego nikłe możliwości nie są w stanie połączyć swych sił z równie nikłymi możliwościami maszyn z NFZ czy ZUS. Nikt niczego błyskawicznie nie sprawdzi, bo z niczym nie jest połączony. Dźwiga się opasłe karty chorobowej przeszłości pacjenta, nieczytelnie marze długopisem po recepcie, zapomina o przystawieniu pieczątki.

Wszyscy są zawaleni pracą i koniecznością wypełniania stert dokumentów. Ręcznie.

Manufaktura pod nazwą „polska służba zdrowia” przeraża swym rozmachem i jakością szarego obywatela, który marzy jedynie, by nie musiał trafić w jej tryby…


e-pacjent – metoda z Aleksandrowa Łódzkiego

Reklamy