Warlikowski w świetnej formie


Opowieści afrykańskie według Szekspira - reż. Krzysztof Warlikowski (fot. Zbigniew Libera)

Mam nadzieję, że autor fotografii nie naśle na mnie CIA i FBI za pokazanie na blogu tego zdjęcia bez zezwolenia. Mam nadzieję, że potencjalny widz nie przestraszy się też opisu najnowszego spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego, jaki znajdzie na stronie warszawskiego Teatru Nowego (tutaj…).

Zdjęcie świetne, a spektakl jeszcze lepszy.

Zupełnie nie rozumiem (tu się nic nie zmieniło), dlaczego Krzysztofa Warlikowskiego nie nosi się u nas na rękach. Nawet gdy – jak w moim przypadku – dane było obejrzeć jedynie połowę spektaklu „Opowieści afrykańskie według Szekspira”.

Zacznijmy od prozy życia. Spektakl w nowoczesnej sali gdzieś na końcu świata. Warszawskie przedmieścia. Trafić trudno, ale jak już się wie, to da się przeżyć.

Kawy nie ma – odchodzi więc opisywany kiedyś problem z chęcią wyjścia do toalety ;). Przerwy rozplanowane bardziej życzliwie. Nie ma więc dziś marudzenia.

Spektakl przerwany w połowie z powodu awarii nagłośnienia, ale za to z wyjątkowo grzecznymi przeprosinami. Nie mogę się gniewać, choć zorganizowanie kolejnej wyprawy do stolicy (na „dokończenie”) będzie dla mnie mało realne. Widziałem skonsternowane twarze paru kobiet. Pewnie przyjechały specjalnie. Nocleg w hotelu, taksówka, wyżywienie. A tu połowa szczęścia jedynie…

Ta połowa szczęścia to jednak moc wyjątkowych wrażeń, doskonała gra aktorska, gdzie tym razem lśni np. Jacek Poniedziałek, Adam Ferency

Panowie są jakby bardziej przekonujący, i to dobrze. Małgorzata Hajewska – Krzysztofik dobra, ale w „(A)pollonii fenomenalna.

Jest wszystko, czego spodziewamy się po Warlikowskim: leczenie ran i kompleksów, walka ze stereotypami, rasizmem i innymi -zmami. Jest nagość, w jakimś sensie podobna scenografia, wykorzystanie techniki video.

Jest to jednak krok do przodu, w tym co już było świetne. Pojawia się bowiem humor. Jest go więcej i jest wyjątkową skrzący. Do tego stopnia, że przypomniały mi się starsze filmy Almodovara – te najlepsze.

Gdy powiedziałem znajomym o tym skojarzeniu z hiszpańskim reżyserem, nikt nie wiedział, o co mi chodzi. Trudno – najważniejsze, że dla mnie to jeszcze większy powód do zachwytu.

Warlikowski nie jest dla wymuskanej elity intelektualnej, jak można sądzić po opisach i widowni. „Opowieści afrykańskie…” przyswoi sobie większość tych, którzy lubią teatr i nie boją się wyzwań.

Jedyny problem przed jakim stanąłem, to pewien dydaktyzm przedstawień tego reżysera. Przekonuje do otwartości, akceptacji innych, do spojrzenia w lustro… Przekonuje jednak tych, którzy są już przekonani. Ci, którzy winni popracować nad swoim umysłem nie przekona, bo nigdy na jego spektakle nie trafią…