Z miłości do przeciętności


Z miłości do przeciętności (ilustr. Nacho)

Czy ja nie jestem zbyt surowy? Krytycznie o tym, krytycznie o tamtym…

Może to wszystko dlatego, że te najbardziej denerwujące sprawy najsilniej motywują do pisania…

Mamy rządy Platformy Obywatelskiej (i PSL, co podkreślają uparcie niektórzy). I w zasadzie gotów jestem nawet zgodzić się z tezą, że partia ta nieźle radzi sobie w czasie kryzysu. Że jest partią, która tak głęboko wgryza się w bieżące sprawy, że aż je jakoś rozwiązuje.

Pozostaje kwestia, czy mi to wystarcza. Niestety, mam nieco wyższe aspiracje.

Rząd Tuska jednak pozbawiony jest wszelkiej ekscytacji przynależnej wielkim. To takie duże biuro, gdzie każdy mniej lub bardziej sprawnie przerzuca papierki z jednej sterty na drugą, podpisuje co trzeba, stawia pieczątkę, gdy tak być musi.

Jak wiadomo urzędy i biura żadnej wizji i planów dalekosiężnych mieć nie mogą, bo nie są zdolne wyjść poza rutynę. Tak jest i z rządem Platformy.

Mam mieszane uczucia w odniesieniu do energii atomowej. Owo mgliste „nie” czy rozmyte „tak” przestaje być ważne, gdy czytam, że elektrowni atomowej u nas jednak nie będzie. Przeszkadza interesom rosyjskim i niemieckim, nie mamy zagwarantowanych pieniędzy. Tuskowi brak iskry bożej, by powiedzieć, czego my właściwie chcemy i oto kolejne rozwiązanie energetyczne odchodzi w niebyt. Alternatywy też nie znamy.

Nie ma dalekosiężnego pomysłu na transport drogowy i kolejowy. Okazuje się, że na inwestycje tego typu już brakuje pieniędzy, a Unia będzie je wydzielała coraz skromniej.

Od kilku lat odnoszę wrażenie, że jeśli w Polsce ma coś powstać, to tylko dzięki Unii.

Czy my mamy w ogóle jakieś środki własne i czy jest pomysł, jak je inwestować? Jak to się działo, że kiedyś coś u nas powstawało bez udziału funduszy z Brukseli?

Zasłonięta euforią byłej minister służba zdrowia, prycha, buczy i drży. To przypadek wieloletniej choroby, której uleczenia w przewidywalnej przyszłości nie widać.

Można to wszystko mnożyć i uzupełniać niemal bez końca.

Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że jak już Platforma ustami swych wodzów ogłasza jakieś posunięcia z dłuższą perspektywą, to szybko musi się z tego wycofywać.

Co jest w tym radosnego?

Szybkie i dyskretne rewidowanie własnych planów świadczy o tym, że były one przygotowane kiepsko i ryzykownie.

Pozostaje więc przeciętność i teraźniejszość, a z tą w bólach obecne władze sobie radzą…

 

Reklamy