Michel i Beata


Michel Houellebecq "Mapa i terytorium" (ilustr. Nacho)

Mógłbym właściwie pisać o samej książce, o tym jaka ciekawa, o tym, że bez długich narad wyróżniona we Francji prestiżową Nagrodą Goncourtów, albo że „Mapa i terytorium” Michela Houellebecqa jest och i ach…

Wszystko to mógłbym, bo książka na wszystkie pochwały zasługuje. Dość powiedzieć, że czytając ją, kilkakrotnie zastanawiałem się, czy nie sprawdzić w Google tych wszystkich postaci, które przewijają się przez jej strony. Sugestywna, realna, namacalna.

Świetna powieść, którą pochłania się z przyjemnością.

Miałem nie o tym jednak…

Otóż przy okazji tej książki zacząłem się zastanawiać nad kunsztem tłumacza, a właściwie tłumaczki. Nad faktem, że zdania pisane przez mężczyznę tłumaczy kobieta.

Czytaj dalej

Reklamy

Eeee – pacjent, eeeee – zdrowie


e-pacjent - metoda z Aleksandrowa Łódzkiego (ilustr. Nacho)

Jak to pięknie wygląda na obrazku! Szczerzący śnieżnobiałe zęby lekarze aż proszą się, by odwiedzić ich w przychodniach Aleksandrowa Łódzkiego. Siedzisz sobie w zaciszu domu, czujesz, że rośnie ci temperatura – nic prostszego… Parę kliknięć i już masz umówioną wizytę…

Niewiarygodne?

Ano niewiarygodne.

Czytaj dalej

Pochwała spamu


Po Czernobylu... (fot. ze strony Chernobyl Pictures)

Życie pisze zaskakujące scenariusze. Jako tworzący blog, mam filtr spamu dla nadsyłanych komentarzy. Pośród zatrzymanych wpisów znalazłem mail będący tak naprawdę ukrytą reklamą strony „Chernobyl Pictures”. Postanowiłem wyjątkowo dopuścić do publikacji „komentarza”, bo kliknięcie przenosi nas na stronę z wyjątkowymi zdjęciami, przypominającymi nam o tym, co stało się w Czernobylu już po wybuchu w elektrowni. Dlaczego podjęto się takiej dziwnej formy promocji tej strony – nie wiem…

Polecam wszystkim (uwaga, drastyczne!)

Zobacz wszystkie zdjęcia…

Tylko w Świecie Nacho: Północna Korea oczyma Artiemija Lebiediewa


Artiemij Lebiediew (fot. własna A.L)

Rosyjski designer i podróżnik Artiemij Lebiediew z Moskwy zgodził się (za co serdecznie dziękuję) na umieszczenie w Świecie Nacho kilku zdjęć i paru spostrzeżeń ze swojego pobytu w Korei Północnej.

Turyści trafiają tam niezmiernie rzadko, a jeśli już, to i tak pozwala się im poruszać tylko wybranymi trasami, zawsze pod opieką przydzielonych przewodników.

Telefony komórkowe zabierane są do depozytu po przylocie, chociaż teoretycznie działa tam sieć mobilna (jest sygnał). Artiemij nigdy jednak nie widział komórki w czyichkolwiek rękach…

Usilnie naciska się, by robić zdjęcia w wybranych miejscach i równie usilnie odradza się pstrykanie fotek w miejscach uznanych przez władze za niewarte uwiecznienia…

Czytaj dalej

Życzenia na wszelki wypadek


Anioł na Święta (zdj. Nacho)

Może się tak zdarzyć, że do Świąt niczego już nie napiszę. Nie chciałbym jednak pozostać bez życzeń dla Was…

Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę samych dobrych rzeczy! Dziękuję za odwiedziny – ponad 8000 wejść robi na mnie wrażenie! Nie przesadźcie z jedzeniem, nie zatyrajcie się przed wigilią! Wyluzujcie i odetchnijcie!

Spotkamy się, gdy czas mi pozwoli…

Warlikowski w świetnej formie


Opowieści afrykańskie według Szekspira - reż. Krzysztof Warlikowski (fot. Zbigniew Libera)

Mam nadzieję, że autor fotografii nie naśle na mnie CIA i FBI za pokazanie na blogu tego zdjęcia bez zezwolenia. Mam nadzieję, że potencjalny widz nie przestraszy się też opisu najnowszego spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego, jaki znajdzie na stronie warszawskiego Teatru Nowego (tutaj…).

Zdjęcie świetne, a spektakl jeszcze lepszy.

Zupełnie nie rozumiem (tu się nic nie zmieniło), dlaczego Krzysztofa Warlikowskiego nie nosi się u nas na rękach. Nawet gdy – jak w moim przypadku – dane było obejrzeć jedynie połowę spektaklu „Opowieści afrykańskie według Szekspira”.

Zacznijmy od prozy życia. Spektakl w nowoczesnej sali gdzieś na końcu świata. Warszawskie przedmieścia. Trafić trudno, ale jak już się wie, to da się przeżyć.

Kawy nie ma – odchodzi więc opisywany kiedyś problem z chęcią wyjścia do toalety ;). Przerwy rozplanowane bardziej życzliwie. Nie ma więc dziś marudzenia.

Spektakl przerwany w połowie z powodu awarii nagłośnienia, ale za to z wyjątkowo grzecznymi przeprosinami. Nie mogę się gniewać, choć zorganizowanie kolejnej wyprawy do stolicy (na „dokończenie”) będzie dla mnie mało realne. Widziałem skonsternowane twarze paru kobiet. Pewnie przyjechały specjalnie. Nocleg w hotelu, taksówka, wyżywienie. A tu połowa szczęścia jedynie…

Ta połowa szczęścia to jednak moc wyjątkowych wrażeń, doskonała gra aktorska, gdzie tym razem lśni np. Jacek Poniedziałek, Adam Ferency

Czytaj dalej

Pieski jedzą kotki i na odwrót


To tylko niewinne igraszki - ilustr. Free Republic (You Will Not Believe What Your Pet Eats); modyf. Nacho

Kiedy już cała brać piłkarska pojawi się na ukraińskiej części przyszłorocznego Euro 2012, będzie mogła bezpiecznie przechadzać się po ulicach Lwowa czy Kijowa. Żaden bezpański pies nie podbiegnie i nie chapsnie kibica w udo.

Od miesięcy trwa wyłapywanie bezpańskich zwierząt u naszych sąsiadów. Zdrowe czy nie, żywe czy nie – trafiają do samochodów, a potem do zakamuflowanych nieco pomieszczeń, gdzie są utylizowane. Jak to ładnie brzmi…

U T Y L I Z O W A N E

Czytaj dalej

Hołd berliński


Hołd berliński - w roli głównej Radosław Sikorski (ilustr. Nacho)

W przedstawieniu pod nazwą „Hołd berliński” wystąpił zdaniem recenzentów z PiS minister Radosław Sikorski, zwany w czasach, gdy był z tą partią związany – Radkiem.

Sztuka to według tegoż PiS mierna, niepatriotyczna i profanująca polskie świętości. Liczne hołdy waszyngtońskie składane przez Lecha Kaczyńskiego i panią Fotygę miały być lepsze pod każdym względem, co ma kiedyś udowodnić historia.

Dzisiaj natomiast jest tak, że średnie państwo europejskie ze słabą gospodarką, chwiejną walutą, niskimi dochodami i mizerną innowacyjnością własną, siłą rzeczy ciąży ku dynamicznemu i bogatemu sąsiadowi. Sąsiadowi, od którego dostaje największe wsparcie finansowe, z którym ma najlepiej rozwinięte stosunki gospodarcze, z którym ma prawie wzorcowe i przyjazne stosunki polityczne. Stoi za tym Angela Merkel, której zasługi w zbliżaniu naszych narodów też kiedyś historia oceni.

Czy zezwolenie na to „przyciąganie” ze strony Niemiec jest już „hołdem” czy jeszcze nie, trudno oceniać. Czy jeśli jest w jakimś sensie hołdem właśnie, to czy jest czymś złym?

Czy miało jakiś sens straszenie nas przez Kaczyńskich Niemcami wykupującymi nasze pola, fabryki i domy?

Co niby Niemcy mieliby nam zrobić? Co nam zabrać? Na co wpłynąć negatywnie?

Czemu PiS nie wzdraga się, gdy nasi obywatele jadą do zachodnich sąsiadów do pracy, gdy osiedlają się wzdłuż granicy, ale już po jej niemieckiej stronie?

Proponuję poczekać, aż wyrównamy z Niemcami poziom życia, etos pracy, dochód narodowy. Aż to my zaczniemy „sponsorować” innych. Wtedy pokłony wobec Niemiec będą rzeczywiście dwuznaczne. Bo może wtedy hołdy sami zaczniemy zbierać i – mam wrażenie – że będzie nam to bardzo pasowało…

Europejskie grzybki na święta


atom (ilustr. futurity.org)

Co za różnica, czy jestem za, czy przeciwko energii atomowej…

Myślałem niedawno, że to istotne, bym miał jakiś pogląd w tej sprawie.

A tu masz…

Według Süddeutsche Zeitung Komisja Europejska za tydzień przedstawi nowy projekt, dzięki któremu na naszym kontynencie przybędzie do 2030 roku 40 nowych elektrowni atomowych.

Co to ma więc za znaczenie, że ja będę przeciw, gdy otoczą mnie ze wszystkich stron te najbardziej ekologiczne z ekologicznych (cudzysłów można sobie dostawić lub nie) elektrownie.

Komisja robi to zresztą na złość Niemcom, które o atomie już słyszeć nie chcą.

Nadal nie wiadomo, co myśli na ten temat Polska, bo wcześniej chciała bardzo, a teraz zasłania się brakiem finansów. W sumie więc wszystko jedno. Prąd będzie, odpady zakopie się pod Finlandią (już tak się robi) albo wyśle w kosmos.

Elektrownie atomowe są dużym urozmaiceniem krajobrazu – kominy maluje się w różne wzory. Można zaprosić specjalistów od murali – niech się wyżyją.

A że atom kojarzy się z grzybkiem? Wszak Polacy grzyby uwielbiają, więc i w tej sprawie protestów raczej nie będzie…

Drugi Putin odnaleziony


Teraz już jest w Rosji opcja, która pozwoli zabezpieczyć się na wszelki wypadek. W dalekiej, ubogiej chińskiej wsi odnaleziono sobowtóra Władimira Putina. Lo-Juan-Pin jest przezywany  Bratem Putinem i cieszy się niezmiernie, bo podobieństwo może mu ułatwić znalezienie partnerki życiowej i rozpoczęcie kariery biznesowej.

Putin w oryginale i jego sobowtór (z lewej) (ilustr. i informacja NTW)

Policja zamiast milicji – finał


Taka sama, ale nie ta sama - rosyjska policja (ilustr. Nacho)

Pisałem o tym w czerwcu – dziś wszystko widać czarno na białym. W Rosji jest już policja, a słowo milicja odchodzi w niepamięć. Metody jednak nie uległy zmianie – to zdjęcie z rozpędzania demokratycznej demonstracji w Moskwie (6.12.2011)

Z miłości do przeciętności


Z miłości do przeciętności (ilustr. Nacho)

Czy ja nie jestem zbyt surowy? Krytycznie o tym, krytycznie o tamtym…

Może to wszystko dlatego, że te najbardziej denerwujące sprawy najsilniej motywują do pisania…

Mamy rządy Platformy Obywatelskiej (i PSL, co podkreślają uparcie niektórzy). I w zasadzie gotów jestem nawet zgodzić się z tezą, że partia ta nieźle radzi sobie w czasie kryzysu. Że jest partią, która tak głęboko wgryza się w bieżące sprawy, że aż je jakoś rozwiązuje.

Pozostaje kwestia, czy mi to wystarcza. Niestety, mam nieco wyższe aspiracje.

Czytaj dalej

O czym marzy Kulczyk?


Wzruszenie Kulczyka (ilustr. Nacho)

Dzisiejszy „Dziennik Gazeta Prawna” całą swą ostatnią stronę sprzedał Janowi Kulczykowi, który umieścił tam coś w rodzaju podziękowań.

Nasz miliarder ma solidne udziały w przedsięwzięciu, które właśnie doczekało szczęśliwego zakończenia. Udostępniono bowiem „brakujący” odcinek autostrady A2 od Nowego Tomyśla do granicy z Niemcami.

Cieszę się z tego faktu, tak jak cieszę się zawsze, gdy pojawia się wydarzenie podnoszące nasz poziom cywilizacyjny o szczebelek wyżej…

Nie zwróciłbym pewnie uwagi, gdyby Jan Kulczyk po prostu podziękował tym wszystkim, którzy pomogli mu zarobić kolejne miliony.

Tymczasem słynny miliarder tak się wzruszył, że wpadł w ton liryczny. Mówi o realizacji „śmiałego marzenia”, o „projekcie dedykowanym milionom Polaków”.

Zaściankowość i prowincjonalizm dotyka więc nawet najlepszych. Najlepszych – w sensie umiejętności robienia biznesu na światowym poziomie.

106 kilometrów drogi w standardzie naszych sąsiadów to nasze polskie „śmiałe marzenie”, które teraz się ziszcza.

A ja myślałem, że to raczej niezbędne gonienie z wywieszonym ozorem za tymi, którzy robią to szybciej, lepiej i taniej…

I będziesz miał nowego boga…


Ach, jak lekko na duszy…

Ci najmądrzejsi spośród nas, którzy analizują bez końca kalendarz Majów, doszli do nowych wniosków, które powodują, że chce się żyć.

Miałem już wszystko spakowane, prowiant skoncentrowany w piwnicy, żadnych planów i marzeń. Wszystko miało się skończyć za rok mniej więcej.

Zastanawiałem się nawet, po co manipulować z tym Euro, jeśli tak mało czasu nam zostało. Czemu Putin i Miedwiediew tak uparcie chcieli wygrać te wybory. Po co przedłużać wiek emerytalny. Wszystko jednak było ukartowane, jak sądzę.

Czytaj dalej