Zaskakujące (?) wspomnienia Józefa Czapskiego


Józef Czapski - Na nieludzkiej ziemi

To już kolejne wydanie książki Józefa Czapskiego (wyd. Znak, 2011), w której autor wspomina swoją tułaczkę po ZSRR podczas II wojny światowej. Jak tysiące innych, trafił do obozu dla polskich żołnierzy kampanii wrześniowej, zaraz gdy Rosjanie zajęli nasze ziemie wschodnie.

Książka ta robi na mnie większe wrażenie niż „Archipelag Gułag” Sołżenicyna. Jest przerażająca i porażająca. Jednak nie to mnie zaskoczyło.

W pewnym momencie Czapski snuje refleksje na temat okresu, gdy Polaków zaczęto wypuszczać z łagrów, bo – na mocy porozumienia z Sikorskim – miało w ZSRR powstać sojusznicze wojsko polskie do walki z Niemcami.

Wygłodzeni i wyniszczeni rodacy trafiali do punktów formowania armii. Dostawali pierwsze od dawna przyzwoite posiłki, znośną odzież, zaczynali czuć, że nie są już zesłańcami.

Co wtedy?

Patrząc na tych ludzi, obserwując samego siebie, stwierdzałem, że nie staliśmy się lepsi ani odrobinę. Wystarczy trochę ubrać i odkarmić te kobiety z kirpicznych zawodów, z dalekich zesłań, wystarczy, aby ci mężczyźni wynędzniali, w podartych fufajkach, „męczennicy i bohaterowie”, w cudzysłowie i bez cudzysłowu, z cyngą, z Kołymy czy Workuty, nałożyli mundury, podjedli – już wyłazi ta sama stara tandeta, flirty, wódka, brak myśli, inteligencji, blaga i bezgraniczna zarozumiałość.

Reklamy