Przejrzą cię na wylot, czyli „Rozmówki małżeńskie 12”


Rozmówki małżeńskie 12 (ilustr. Nacho; wykorzyst. fot. z iwantbestbuys.com)

Polsat News przekonywał mnie dzisiaj, jak to wspaniale, że nasz świat jest monitorowany. Bez monitoringu policja nie łapie już przestępców, a i w ogóle kamera ma same zalety.

W tym duchu wypowiedziała się moment temu europejska wierchuszka. Jest tam pełne przyzwolenie na prześwietlanie nas na lotniskach. Przejdziemy przez maszynę, która pokaże nas bez ubrania. Nasze detale anatomiczne powinny być dla oglądającego nieczytelne, ale kto tam wie…

Powiecie, że można zrezygnować z samolotów… Pewnie można!

Nikt nie pokazał efektywności tego kolejnego systemu kontroli. Nie w tym sensie, że ja jestem głupi i nie rozumiem, że kontroler zobaczy te wszystkie kałasznikowy i noże przemycane w kalesonach. Chodzi mi o efektywność w wykrywaniu osób groźnych dla ruchu lotniczego.

Zastanówmy się, ile (przy milionach lotów) było w ostatnich latach przypadków, że ktoś niepostrzeżenie wniósł coś na pokład i dokonał zamachu. Otóż w skali świata takich przypadków prawie nie było! Ich liczba jest mniejsza niż liczba zamachów na budynki, metro czy autobusy. Komu więc i po co takie kosztowne maszyny pozbawiające nas resztek wolności?

Dzisiaj czytam też (tutaj…), że Nadleśnictwo w Janowie Lubelskim instaluje w lasach miniaturowy monitoring. To kolejne nadleśnictwo, które chce w ten sposób przegnać złodziei choinek, kłusowników, tych co podrzucają śmieci. Będzie nam lepiej?

No, nie będzie. Bo pan nadleśniczy bez ogródek dodaje do tego przestępczego świata pary, które przyjeżdżają do lasu uprawiać seks!

Kamery zobaczą wszystko! Idziesz na grzyby, chcesz się wysikać za drzewem – nadleśniczy ogląda to w podnieceniu. Chcesz się kochać na mchu? W 3 minuty podjeżdża jeep z uzbrojonym leśnikiem. Konsternacja i zawstydzenie.

Nie tylko kamery chciałyby nas obserwować bez opamiętania…

Polskie władze poczynają sobie coraz śmielej. Pamiętam, jaki raban był, gdy zakusy w tym kierunku podejmował rząd PiS. Teraz wszystko dzieje się tak samo, tyle że po cichu i elegancko.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chce mieć możliwości techniczne włamywania się do naszych komputerów i czytania wszystkie naszych danych. Bez naszej wiedzy, co oczywiste. Narzędzia do zabawy zlecono stworzyć, a co zlecono, to się i wykona (przeczytaj tutaj…).

Na razie oprogramowanie włamujące polskich służb jest słabe, więc korzysta się z metod tradycyjnych.

Google opublikował (przeczytaj więcej…) tzw. Raport Przejrzystości. Wynika z niego, że polskie władze wystąpiły do Google o usunięcie z sieci 72 elementów. Tylko w I połowie mijającego roku.

W tym samym czasie aż 266 razy zażądały wydania danych internautów, co dotyczyło 319 użytkowników. Chodziło m.in. o adresy IP. Skuteczność była niewielka, bo władze nie potrafią prawidłowo wypełniać wniosków. Nie wątpię, że się w końcu nauczą.

Pomyślcie, ile osób nasze władze uważają za niebezpieczne. To dane za pół roku, skierowane tylko do jednego koncernu internetowego…

Nie jest dobrze. Równowaga między monitoringiem potrzebnym i zbędnym jest już zachwiana. Nasza wiedza o tym, jak i gdzie się nas kontroluje jest coraz mniejsza.

Indywidualna wolność, jako szczytne hasło od czasu rewolucji francuskiej, jest wycofywane z użytku przy nikłych protestach i niskiej świadomości straty…