Dodajesz, dodajesz… a sumy nie ma


W USA jazda pod wpływem alkoholu także jest problemem (fot. DWI Blog)

Akcja „Świeczka”, akcja „Baranek”, akcja „Majowe bzy”… Policja wykazuje się wyjątkową pomysłowością w pilnowaniu naszych dróg.

Po każdej akcji, po każdym weekendzie z dumą prezentowane są wyniki skuteczności naszych stróżów prawa.

Raz łapie się tysiąc, raz dwa tysiące tych, którzy wlali w siebie jakieś procenty i z animuszem ruszyli w podróż.

Potem liczba zabitych i rannych. Kto sobie może to wyobrazić, gdy prywatnie nie radzimy sobie z pojedynczą śmiercią…

Od lat w tym jesteśmy doskonali. Pijemy, jedziemy, zabijamy, okaleczamy, łamiemy kości, rozbijamy mózgi…

I od lat nic mi się nie sumuje.

Gdyby zliczyć wszystkich zatrzymanych przez policję za jazdę pod wpływem alkoholu, mielibyśmy na drogach o połowę mniejszy ruch. Ruch jednak wzrasta.

Co się dzieje z tymi, którzy mieli pecha i zostali złapani (cała masa innych ma niestety farta)?

Jaką procedurę sądową przechodzą, że siadają za kierownicą ponownie. Z osobistych kontaktów wiem, że zdarza się zatrzymanie ponowne i po raz trzeci. I że nadal można jeździć. Trochę łez, trochę skruchy, trochę zdziwienia, czasem krótki urlop od samochodu.

Po co billboardy, czarne kropy, kampanie… Mamy przodujące miejsca w statystykach europejskich i czasem się zastanawiam, czy nie chodzi tylko o to, by wygrywać z innymi chociaż w jednej dziedzinie.

Nie wierzę, że komuś naprawdę zależy na walce z piratami drogowymi, tymi co piją, tymi co zajmują się głównie swoim telefonem komórkowym. Nie ma żadnych dowodów, że jest inaczej. Nic tu się nie sumuje.

Reklamy