Umieranie katolickie. Katolicyzm umierający.


ilustr. Nacho na podst. wallpaperpimper

Swoje zdanie na temat miejsca krzyża w polskiej przestrzeni publicznej wyraziłem już jednoznacznie (zobacz…).

Krzyż i wiara katolicka to jednak nie tylko domena sfery publicznej. Nakładanie się pseudo-religijności na różne sfery naszego życia budzi mój niemały niesmak. Dodając, że chodzi o „pseudo” staram się wykrzesać z siebie jakieś pokłady szacunku, bo przecież sam w tym duchu zostałem wychowany…

W „pseudo” ochoczo uczestniczą księża i hierarchia. Ksiądz Boniecki jest jeden i to na tyle wybitny i mądry, że obroni się sam.

Kto ma obronić cały nasz kraj przed masowym święceniem wszystkiego i wszystkich? Dlaczego nie można otworzyć szkoły, domu pomocy społecznej, wodociągu i remizy bez wody święconej. Dlaczego budynek szkoły ma być „kropiony” w imię jednej wiary? Co Bóg ma do wodociągów, strażaków, stacji kolejowych, które z pompą otwierają władze świeckie. Tyle, że pompa z wodą święconą pojawia wraz z zaproszonym proboszczem…


Jak mają się srogie i jednoznaczne nakazy moralne wobec każdego z nas, gdy z euforią organizuje się msze dla „braci mniejszych”. Kropi się koty i psy, kozy i barany. Kiedy indziej najświętsza woda spływa po karoseriach wypucowanych samochodów, bo święci się u nas niemal wszystko.


Brakuje tej wody dla ludzi, którzy zdaniem księży, żyją w grzechu. Kler wie to najlepiej, bo jego styczność z Bogiem jest wyższego gatunku niż styczność pospolitego wiernego. Kler wie, że w grzechu żyją ci, co żyją ze sobą bez sakramentu, że grzechy tłuką się o bruk za 5% Polaków, czyli za gejami i lesbijkami. Kler wie, że święcenie innych odstępstw od doktryny także nie wchodzi w grę.


Co roku przedzieram się w okolicach 1 listopada przez ciżbę ludzką udowadniającą sobie nawzajem, że ich pamięć o zmarłych jest wyjątkowa. Znicze w wygibasy. Znicze ociężałe od ozdób. Donice, wieńce. Wszystko wysprzątane. Wyobrażam sobie wtedy, że to także święto obchodzone w „Świecie Zmarłych”. Raz w roku jest czysto, pachnąco i jasno. Rodzinka w komplecie. I z drżącym sercem zaglądam za „swój” pomnik. Cóż mi ukradziono w tym roku?

Jakiś katolik dziabnął mi poprzednio kwiaty. Grób stał pusty. W tym roku innemu katolikowi przydała się moja czysta plastikowa butelka na kwiaty. Koszt zerowy, ale swoich kwiatów nie miałem w co włożyć.


W krajach protestanckich symbole religii nie pojawiają się w przestrzeni publicznej (lub są tam wyjątkowo). Na cmentarzach są za to konewki, worki na śmieci, a czasem np. grabie. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że takie przedmioty wspólne można by zabrać…

U nas używa się na cmentarnych złodziei wymownego określenia „hieny”. Skoro jednak 90% z nas to katolicy, to i te hieny także. Ktoś ich czegoś nie nauczył?


W łódzkim szpitalu Kopernika umiera pacjent. Lekarz w korytarzu ma czas na dwa zdania do rodziny. „No, niestety nic się nie udało zrobić. Proszę do piętnastej podjąć decyzję o sekcji zwłok”. I idzie sobie, bo ma coś innego do roboty. Worek z ciałem pacjenta już gdzieś zabrano. Rodzina nie wie gdzie, bo już nie ma, kogo spytać. Rodzina nie wie, jaka była przyczyna śmierci (to może powiedzieć tylko lekarz), ani kiedy dokładnie nastąpił zgon.

Kilka dni wcześniej pacjenta myto. Po myciu zostawiono otwarte okno. Pacjent leżał półnagi bez ruchu i bez kołdry. Przygotowanie do śmierci?

Nikt tu ze szpitala Kopernika nie zaprotestuje – są dowody, świadkowie…

A lekarz to zapewne katolik, pielęgniarki – zapewne też.

Laicka niemal zupełnie Francja. Rodzina osoby zmarłej proszona jest do osobnego pokoju. Są wyrazy współczucia, przekazanie informacji o ostatnich godzinach życia zmarłego, o podjętych działaniach. Propozycja pożegnania się ze zmarłym w osobnej sali, gdzie na łóżku leży ciało. Czasem herbata, kawa. Łzy w oczach… personelu, bo w końcu zmarł człowiek, który był pod jego opieką.


Czas bez żalu zawrócić kościół katolicki z terenów i miejsc, które należą do nas – do obywateli. Dotychczasowa praktyka niczego nie dała, niczego nie poprawiła, przynosi skutki odwrotne od oczekiwanych.

Wolę żyć wśród przyzwoitych niewierzących niż wśród wierzących łajdaków…

Advertisements