Polski gadżet ścienny


Galeria krzyży na ścianie mieszkania oceniana jest jako świetny designerski pomysł... (fot. http://longhorninhouston.blogspot.com)

Lindsay zachwyca się ścianą z galerią krzyży, którą zorganizowała sobie mama. Ciocia Cathy ma jeszcze lepszą kolekcję… Tak jest gdzieś daleko. A u nas?

Krzyże fajnie wyglądają na ścianach polskiego sejmu, szkół, placówek pomocy społecznej, urzędów. Naszej tradycji bronić będziemy do upadłego. Rozedrzemy sobie koszule i uratujemy krzyże.

Krzyż wypełnia przestrzeń nad drzwiami, pod obrazkiem z bladą kopią „Słoneczników” van Gogha. Krzyż pasuje kolorem i formą prawie do wszystkiego.

Pod krzyżem można bluźnić, szantażować szkolną koleżankę zdjęciem zrobionym klozecie, załatwiać w urzędach korupcyjne interesy, wyrzucać pomyje nienawiści na przeciwników politycznych. Pod polskimi krzyżami pięknie się zdradza małżonki, upija do nieprzytomności, dzieli łupy, bije dzieci.

Gadżet widoczny jest w Polsce w skali masowej, nie ma żadnego znaczenia poza tradycją. Tak wynika ze słów prominentnych polityków PO, PiS czy PSL. Krzyż ujdzie zdaniem dużej części działaczy SLD, bo w końcu zaakceptowali koronę na orle i Matkę Boską w gigantycznym długopisie Wałęsy.

Krzyż poniewiera się gdzieś obok świecącej na zielono Najświętszej Panienki z Lichenia, aniołków z kolorowanego gipsu i rogatego diabełka pokazującego język.

Nie chcę krzyża w naszej przestrzeni publicznej.

Tu się go nie szanuje, a na dodatek niepotrzebnie przeciwstawia tym, którzy go w ogóle nie uznają. Niech wisi w miejscach związanych z wiarą katolicką, niech nabiera prawdziwego znaczenia, niech przyciąga…

Reklamy