Palikot w składzie porcelany


ilustr. Nacho (wykorzyst. zdj. Wanga Chengyuna)

Janusz Palikot odniósł wielki sukces. Polska scena polityczna stała się znacząco bogatsza, co jest faktem, nawet jeśli ktoś zupełnie nie akceptuje retoryki, poglądów i reprezentantów Ruchu Palikota. Nowa jakość „na dzień dobry” ustawia jednak całe ugrupowanie w roli słonia. Słoń krąży po składzie porcelany i od jego delikatności zależy, czy spacerek nie skończy się katastrofą.

Janusz Palikot zapewne nie zdaje sobie sprawy, że wielbiony słoń widziany jest przez wielu jak polski Awalokiteśwara – „Słuchający płaczów Świata”, ten który wreszcie zajmie się tymi, których inni marginalizują.

Każdy niewprawny krok słonia może obalić mit. Każdy zbyt daleko idący kompromis przyniesie nieufność i odrzucenie wielbicieli.

Pierwszy raz w historii Polski wszelkie mniejszości masowo zaufały politykowi. W szranki walki przedwyborczej stanęli ludzie oczekujący, że miejsce kościoła jest w kościele. Stanęli geje, a to około 5% obywateli, radykalni lewicowcy, transseksualiści, anarchiści i wielbiciele konopii. Inna generacja, inni ludzie. Luz, uśmiech i wiara w Palikota…

Jeśli na mniejszościach się skończy, to skończy się także na 10%. Ruch Palikota ma pokazać nową twarz polskiej lewicy – otwartej, prężnej, gdzie mniejszości nie dominują, ale też nikomu nie przeszkadzają. Ruch Palikota ma pokazać oblicze Polski uśmiechniętej, przyjaznej dla wszystkich (a więc i wierzących ;)), mającej pozytywnego kopa.

Błędne ustawienie nogi zgniecie nie tylko porcelanę, ale i tych którzy ze słoniem wędrują. Mniejszości nieprędko dadzą się namówić drugi raz. Gdy się ośmieszą, będzie uciecha dla dla pozostałych 90%.

W przeciwieństwie do PiS uważam, że trzeba zrobić wszystko, by Ruchowi Palikota dać szansę. Wyjdzie to na dobre wszystkim, bo wietrzenie przydaje się nie tylko odzieży podatnej na mole…

Reklamy