Wybory przekalkulowane


Od jakiegoś czasu trwa na nas polowanie. Poluje Platforma Obywatelska, dzierżąc w dłoniach wyimaginowany kalkulator. Ofiarami nie mogą być jedynie zwolennicy PiS, bo ci są zbyt oporni na słowa ze strony Pomarańczowych.

Wszyscy pozostali (w tym niżej podpisany) są pod nieustannym obstrzałem. Dzisiaj do łowców dołączył Sławomir Nowak (którego skądinąd lubię).

I śpiewka jest zawsze ta sama – nie warto oddawać głosu na kogokolwiek innego niż na PO, bo inaczej głosujemy na PiS. Makiawelizm tego przekazu ma uzasadnienie w liczbach, ale z demokracją mu nie po drodze.

Ja mam ochotę żyć w kraju, gdzie na ulicy spotykam różne barwy obywatelskiej świadomości. Jeśli przyjdzie nam żyć pod rządami Małego Brata, trudno. Rozejrzę się i pomyślę, ileż to wokół naiwności i kołtuństwa.

Cieszyłbym się jednak, gdyby te wybory pokazały, że różnimy się między sobą bardziej subtelnie niż różni się PiS od Platformy. Jeśli więc ktoś ma ochotę głosować na Pomarańczowych, to niech to zrobi dlatego, że nie znalazł nikogo, kogo bardziej lubi, akceptuje, komu bardziej ufa i parę innych „bardziej”. To samo, jeśli zagłosuje na PiS, SLD, RP, PJN czy PSL. Byle szczerze.

Przez ostatnie lata wmówiono nam skutecznie, że bój między PO i PiS to NASZ bój i mamy się zdecydować, po której jesteśmy stronie. Otóż nie jest to nasz bój i nie musimy wybierać z dwóch kolorów. Jeśli nasz głos okaże się w końcu bez znaczenia (bo szczerze i z przekonaniem głosowaliśmy na gościa nr 57 z listy 239), to potem stańmy spokojnie przed lustrem i zachwyćmy się naszą uczciwością. Wobec nas samych.

Advertisements