Radykalnie po hamulcach


ilustr. Nacho (zdj. oryg. funguerilla.com)

Pomyślałem, że ujawnię swoje dość radykalne pomysły na podniesienie poziomu kultury polskich kierowców. Dawno przestałem wierzyć, że coś tu pomogą akcje społeczne, seriale billboardowe i nauka wynikająca z obserwacji.

Nie, nic się nie stało… Łatwiej jednak pisać takie rzeczy na spokojnie.

Na pytanie o moje doświadczenia, odpowiadam: prowadzę samochód codziennie, nie miałem wypadku, choć stuknąłem sarenkę, psa i filar na podziemnym parkingu.

Obserwując nasz sposób jazdy, jesteśmy w towarzystwie równie krewkich i wrogich innym Ukraińców, Łotyszy, Rumunów lub obdarzonych temperamentem Portugalczyków. W ostatnich dwóch wymienionych krajach sytuacja dynamicznie się jednak zmienia na lepsze, więc niedługo nie będzie się z kim porównywać.

W Polsce nie stosuje się żadnych nowych metod ograniczania drogowego szaleństwa. Policja od dawien dawna (tzn. od czasu gdy była milicją) stosuje jedynie terapię radarową. Techniczny nadzór nad drogami stawia od równie dawna na ilość znaków pionowych, poziomych i poprzecznych.

Jedyną nowością jest wtłaczanie w ten bajzel wydumanych rozwiązań dla rowerzystów. Wydumanych, bo rowery wyrywa się z kontekstu problemów komunikacyjnych, a ścieżka dla jednośladów ma światu pokazać naszą nowoczesność i eko-myślenie.


Uważam też, że nowe czy naprawione drogi niewiele zmieniają. Mają zalety (głównie dla pojazdów i ich zawieszeń, opon itd), ale kultury nie uczą.

Niespecjalnie przejmowałbym się tym, że wprowadzenie nowych metod ściągnęłoby gniew kierowców. Ważne to mieć pomysł, umieć go bronić i wprowadzić w życie.


Oto więc pomysły zebrane i popierane przez Nacho:

  • wprowadzić  stosowane w Portugalii masowo radary odcinkowe – zamiast karania, włączające po przekroczeniu przez kierowcę prędkości (np. 50 km/h) czerwone światło na najbliższym skrzyżowaniu
  • zlikwidować połowę znaków drogowych – oceniam, że jest ich o tyle za dużo (czasami słyszę, że tę metodę się w Polsce wprowadza)
  • zlikwidować lwią część ograniczeń prędkości (np. do 50 km/h)  na drogach poza miastami – zwłaszcza dotyczy to tzw. terenów zabudowanych o prostym przebiegu jezdni i dobrej widoczności
  • zwiększyć dopuszczalną prędkość na wielopasmowych drogach miejskich. Że można utrzymać tam 80-90 km/h świadczy przykład Częstochowy, a że można bezmyślnie spowalniać bezkolizyjne odcinki świadczy przykład Łodzi (głównie 60, a maks. 70 km/h na trasach przelotowych)
  • masowo wprowadzić pierwszeństwo przejazdu dla dróg o małym natężeniu ruchu w stosunku do drogi o dużym natężeniu ruchu, zwłaszcza tam gdzie dziś funkcjonuje sygnalizacja świetlna. Gdy światła ulegną awarii, z drogi podporządkowanej nie można wyjechać. Brak pierwszeństwa na drodze głównej wyhamuje pędzących i umożliwi „słabszym” włączenie się do ruchu
  • podobnie znacznie szerzej wprowadzać skrzyżowania równorzędne – nie wszędzie i nie za każdą cenę, ale mam dziesiątki przykładów, gdzie by się to sprawdziło lepiej niż ustanawianie tradycyjnego pierwszeństwa.
  • należy rozważyć wprowadzenie opłat za wjazd do centrów miast. Jestem „za” pod dwoma warunkami: sprawna komunikacja miejska i duże parkingi przed strefą płatną
  • wprowadzenie tzw. spowalniaczy (na środku jezdni – wzdłuż, a nie w poprzek), także np. na niektórych odcinkach dziś oznaczonych podwójną linią.
  • budować kolejne ronda zamiast skrzyżowań (co się powoli robi)
  • polecam częstsze karanie mandatami za parkowanie zbyt blisko skrzyżowania, co znacznie ogranicza widoczność; z tych samych powodów wycinanie drzew przy skrzyżowaniach
  • rygorystyczny zakaz wyprzedzania z prawej, zwłaszcza chodzi mi tu o jednoślady
  • zakaz poruszania się rowerem po drogach, przy których zbudowano ścieżkę rowerową

Pewnie o czymś zapomniałem, ale przecież nikt nie każe mi podejmować decyzji. Mogę tylko sugerować i wyrzucać z siebie pomysły, gdy kolejny raz słyszę o ofiarach drogowego bezmózgowia i chamstwa…

Reklamy