Rozmówki małżeńskie 6


ilustr. Nacho

Od dłuższego czasu obserwuję nieproporcjonalną i niewyjaśnioną logicznie liczbę katastrof lotniczych z udziałem polskich samolotów i pilotów. Nie jesteśmy krajem, gdzie duża grupa dysponuje prywatnymi awionetkami, a tu nie ma miesiąca, by nie było informacji o tym, że ktoś nie doleciał do celu.


Większość wypadków kończy się tragicznie. Ginie pilot i giną pasażerowie. Smoleńsk był z pewnością wypadkiem na wielką skalę, ale działo się i przedtem, i potem.


Zastanawia mnie skala zjawiska i przyjmowanie wiadomości o kolejnym wypadku z kamienną twarzą. Samoloty spadają blisko zabudowań i jest tylko kwestią czasu, gdy usłyszymy o ofiarach wśród tych, którzy nie lecieli.


Gdzieś są jakieś instytucje, które powinny sprawdzać stan techniczny samolotów i – być może – dopuszczać je (lub nie) do ruchu lotniczego. Gdzieś są urzędy kontrolujące, kto i w jakim stanie zasiada za sterami. Może czas się ocknąć i zbadać, co się dzieje z tym, co ma startować i lądować. Na razie udają nam się starty…

Advertisements