Wyspiarskie zapędy


Już raz cieszyliśmy się, że jesteśmy wyspą zieloną. Już raz daliśmy się oczarować euforii ministra Rostowskiego i premiera Tuska, gdy pokazywał słynną mapę z jednym zielonym zaznaczeniem.

Teraz mieliśmy prawdopodobnie odnowić swój zachwyt tak jak odnawia się śluby i ściany w pokoju. Polski PKB w II kwartale 2011 roku wzrósł o 4,3% i znowu zamajaczył obraz wyspy. Przereklamowany Freud miałby twardy orzech do zgryzienia, o co z tą wyspą chodzi.

ilustr. Nacho

Tymczasem mapa nie kłamie. Wyspiarzy się namnożyło. Zadowolonych jest jakieś 10 krajów Unii Europejskiej, a szóstka nawet bardzo. Nie jesteśmy wyjątkiem i wcale nie jesteśmy nawet najlepsi. Barroso słuchający Tuska nie miał miny pełnej zazdrości, a jedynie ze zdziwieniem obserwował powiewającą w rękach naszego premiera kartkę.

Do dogonienia europejskiej czołówki mamy jakieś kilkadziesiąt lat. Ci, co przeskoczyli nas tym razem, wcześniej ze swoimi finansami zrobili porządek. Najpierw krok do tyłu – potem kilka do przodu. My porządkowania unikamy jak ognia. W końcu wybory, sondaże, prezydencja i parę innych spraw zawsze mogą być dobrym pretekstem. Nie zrobiliśmy prawie nic, więc poruszamy się siłą obywatelskiego rozpędu. Zdaje się, że w niedalekiej przyszłości nasze wyspiarskie aspiracje rząd będzie musiał zamienić na coś bardziej wiarygodnego…

Reklamy