Václava Havla recepta na powódź


ilustr. glazersspace.wikispaces.com

Że nasi południowi sąsiedzi mieli szczęście i trafił im się wybitny prezydent, nigdy nie wątpiłem. Że Czechy są podatne na powodzie podobnie (albo nawet bardziej) jak Polska, też jest faktem.

Czy – prócz metod już znanych – można coś rozsądnego zrobić w obliczu wielkiej czy średniej wody?

Pewnie niewiele, ale Václav Havel miał pomysł (nie wiem, czy zrealizowany), który bardzo mi się spodobał.

Oto cytat z jego książki „Tylko krótko, proszę”:

Mam pewien pomysł związany z powodziami. Zniszczonych zostało wiele brzydkich domów, zbudowanych źle, drogo i w niewłaściwym miejscu.

Powódź jest wezwaniem, żebyśmy nadali naszemu krajowi trochę lepszy wygląd. Grozi nam jednak coś wręcz przeciwnego: ludzie będą się śpieszyć i budować jeszcze większe potworności, niż mieli przedtem.

Dlatego myślę, że byłoby dobrze, gdyby na jesieni zorganizować w Ołomuńcu czy Kromierzyżu trzydniowe sympozjum, na które zjechałoby się, powiedzmy, dwudziestu najlepszych europejskich architektów mających doświadczenie z urbanizmem i współczesnym budownictwem lokalnym i socjalnym oraz dziesięciu najlepszych czeskich architektów, którzy wytłumaczyliby i pokazali na obrazkach albo filmach naszym sołtysom i szefom powiatowych urzędów, jak dziś można budować tanio, dobrze i ładnie.

Również można by zaprosić przedstawicieli firm budowlanych. (…) Chodzi tylko o to, kto miałby to zorganizować i za to zapłacić? Może dałaby na to pieniądze Unia, nie wiem. Tak czy inaczej, byłby to wprawdzie malutki kroczek, ale mógłby mieć swoje znaczenie. Przynajmniej kilku osobom pokazałby, co dziś można i powinno się robić. Przecież skąd ci ludzie mają o tym wiedzieć?

Reklamy