Pupa władzy i pupa ludu


U góry: pośladki zwykłego człowieka, poniżej pośladki przedstawiciela władzy(ilustr. Nacho;wykorz. zdj. z Wipi))

Czy zastanawialiście się kiedyś nad różnicami między zwykłym śmiertelnikiem a przedstawicielem władzy?

Podstawowa tkwi w pupie, albo żeby nie kojarzyło się zbyt dosłownie: jest ona z pupą związana.


Otóż przedstawiciel władzy zasiada bez przerwy w różnych miejscach i przy różnych okazjach. Przeciętny obywatel nawet nie wie, ile takich sytuacji oficjalnych i towarzyskich władzy się trafia.

Co jakiś czas następuje jednak przecięcie się dróg życiowych notabla i szaraka.

Władza bowiem uwielbia pojawiać się na imprezach dla szaraków, licząc na entuzjazm i zachwyt tych ostatnich.


Imprezy te to koncerty, festiwale, konkursy, targi, konferencje… Oj, długo by wymieniać.

Władza ma pośladki zużyte, odparzone i „very sensitive”. Słaby ma też wzrok i słuch. Organizatorzy sadzają więc władzę z przodu wszystkiego (żeby lepiej widziała i słyszała), oferując jej najczęściej siedziska wyściełane i wygodne (żeby wytrzymała do końca).


Władza jest niecierpliwa. Zaraz jak się impreza zacznie, dostojnik formatu powiatowo-gminno-wojewódzkiego chce coś powiedzieć. Może to dlatego, że  ma blisko do sceny i mikrofonu?

Władza nie mówi nic, czego lud by się nie spodziewał. Mówi więc, że dziękuje, jest wzruszona, że to wszystko jest wyjątkowe i że się starała, żeby to wszystko się odbyło.

Wiadomo – bez władzy nie byłoby nic. Potem władza siada na swoim foteliku i z cierpiętniczą miną wyczekuje końca.


Tymczasem pospólstwo zajmuje miejsca gdzieś z tyłu, stanowi swą masowością nijakie i wiercące się tło. Ludowi dostarcza się drewniane zydelki i ławki. Lud, jako masa, nie zabiera głosu, bo to nie rewolucja, ani demonstracja.

Część ludu niekiedy z braku siedzisk stoi, bo władzę policzyć łatwo, a lud jest nieobliczalny.


Co ciekawe, opisana tu równowaga społeczna nie jest typowa dla wszystkich krajów. Bywają takie, gdzie najczęściej notabl wmieszany jest w lud, nie wymienia się go na równi z gwiazdami imprezy, nie daje mu się mikrofonu. Wyobrażacie sobie??? Władza w dziesiątym rzędzie na ławeczce, a lud na ergonomicznym fotelu przy scenie. Bezeceństwo czyste!


Bywa nawet i u nas, że podobnie (jak w tych „innych” krajach) zachowują się księża. Byłem niedawno świadkiem, jak proboszcz parafii, gdzie miała miejsce impreza, trwał skromnie gdzieś z boku. Za to sekretarzyk wąsaty „od burmistrza” nie mógł sobie odmówić i ściskał falliczny mikrofon, wyrzucając z siebie parę wyrazów ukontentowania.

Jeśli teraz uśmiechacie się z politowaniem (NO BO TAK JEST), to spójrzcie na te pośladki. Toż one są wszystkiemu winne. Gdyby nie ich fatalny stan, wszystko wyglądałoby inaczej…

Reklamy